Rząd kupuje czołgi i nie mówi nam wszystkiego? "Wielkie pytanie zawisło w powietrzu"

Słowa Kaczyńskiego, że sytuacja Polski jeśli chodzi o bezpieczeństwo jest trudna, dają do myślenia. Do tej pory nikt tak otwarcie nie mówił, że należy radykalnie i szybko zwiększać wydatki na obronność - mówił w TOK FM Marek Świerczyński, szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych "Polityki Insight".

Szef MON Mariusz Błaszczak wraz z wicepremierem, przewodniczącym Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych Jarosławem Kaczyńskim poinformowali w ubiegłym tygodniu o zakupie nowych czołgów dla polskiej armii. Polska kupi od USA 250 czołgów M1A2 Abrams SEPv3. - Słychać ataki ze strony polityków opozycji i ze strony byłych dowódców, dziś emerytowanych, ale aktywnych politycznie. Ja to odbieram w ten sposób, że oni po prostu nie chcą, żeby Polska była bezpieczna. Oni w imię swoich pożytków osobistych, politycznych chcą doprowadzić do tego, żeby proces modernizacji polskich sił zbrojnych został zatrzymany – mówił w poniedziałek w państwowym radiu Błaszczak.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Odnosząc się do tych słów, Marek Świerczyński, szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych "Polityki Insight", przyznawał, że odczuwa smutek. – Bo pan minister jakąkolwiek dyskusję na temat zakupów zbrojeniowych – szczególnie tej wielkości, skali i znaczenia – odbiera jako atak. Jakieś podważenie jego starań na rzecz bezpieczeństwa Polski. A to nie w tym rzecz, bo MON nie daje nam szansy , żeby porozmawiać o tym wcześniej, bowiem nikogo o swoich zamiarach nie informuje – wskazywał ekspert.

- PiS niespodziewanie wprowadził do ustawy o Funduszu Modernizacji Sił Zbrojnych z 2001 roku poprawkę dopuszczającą zasilanie go skarbowymi papierami wartościowymi. To może oznaczać, że 23,3 mld zł za czołgi Abrams M1A2 będą spłacać nasze dzieci – napisała w  piątek "Gazeta Wyborcza". Świerczyński komentował, że ten pomysł nie jest nowy. – Słyszałem o tej koncepcji już w zeszłym roku ze źródeł zbliżonych do Kancelarii Premiera. Widocznie Jarosław Kaczyński też o tym słyszał i postanowił z tego skorzystać. Nie znamy w całości tego mechanizmu, ale co do zasady, nie ma niczego złego w tym, żeby uzbrojenie finansować z długu publicznego – przekonywał gość TOK FM.

Ekspert tłumaczył, że należy zwrócić uwagę na inne kwestie w tym kontekście. – W tej chwili – z tego co mówił Kaczyński – to ma być pilotaż większego programu. Czyli te 23 mld na czołgi i infrastrukturę to nie wszystko. Ma za tym pójść coś więcej. Rząd PiS przyznaje, że w tej chwili pieniądze na siły zbrojne nie są wystarczające i należy wydawać znacznie więcej. A jeśli tak, to należałoby się zastanowić, dlaczego się tak dzieje. Słowa Kaczyńskiego, że sytuacja Polski jeśli chodzi o bezpieczeństwo jest trudna, dają do myślenia. Do tej pory nikt tak otwarcie nie mówił, że należy radykalnie i szybko zwiększać wydatki na obronność – wyjaśniał szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych "Polityki Insight".

- Sugeruje pan, że rządzący wiedzą o jakimś zagrożeniu, o którym nie dzielą się z opinią publiczną? – pytała Karolina Lewicka, prowadząca "Wywiad Polityczny". Świerczyński odpowiadał, że to wielkie pytanie, które zawisło bez odpowiedzi. – Rozumiem, że mamy bardzo dużo luk w zdolnościach obronnych i nie bylibyśmy w stanie ich szybko zapełniać przy takim finansowaniu. Parę miesięcy temu prezydent Andrzej Duda apelował, że trzeba zwiększać te wydatki, ale to zostało bez komentarza. Teraz okazuje się, że trzeba to robić. Jeśli tak, to wypadałoby poważnie zapytać, jaka jest faktycznie szczera ocena naszego bezpieczeństwa i stanu gotowości sił zbrojnych RP – apelował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM