"Kaczyński podwyższył pensje posłom, by byli mu wierni". Wkrótce politycy zarobią nawet o 60 proc. więcej

Jeszcze w 2018 roku Jarosław Kaczyński obniżył posłom i senatorom pensje o 20 proc., a teraz prezydent Andrzej Duda podpisał rozporządzenie, dzięki któremu wynagrodzenia niektórych polityków wzrosną nawet o 60 proc. - Po obniżkach pensji posłowie PiS masowo rzucili się na spółki Skarbu Państwa, upychając tam członków rodzin. Teraz prezes PiS musiał wycofać się z wcześniejszych obniżek, żeby ruszyć ten nepotyzm - powiedziała w TOK FM posłanka Polski 2050 Paulina Hennig-Kloska.
Zobacz wideo

W Dzienniku Ustaw w piątek wieczorem ukazało się rozporządzenie prezydenta, wprowadzające podwyżki m.in. dla premiera, marszałków Sejmu i Senatu, członków rządu i parlamentarzystów. Premier i marszałkowie będą zarabiać ponad 20 tys. zł miesięcznie, a posłowie po 12 tys. zł.

O sprawie podwyżek dyskutowali goście sobotnich Wyborów w TOKu. Posłanka Polski 2050 Paulina Hennig-Kloska przyznała, że jest nimi zaskoczona. - To trudny czas do rozmawiania o podwyżkach, tym bardziej że idzie IV fala pandemii. Nawet trudno mi komentować, dlaczego PiS akurat teraz wróciło do tego tematu - stwierdziła.

Przypomniała, że jeszcze niedawno, bo w 2018 roku, Jarosław Kaczyński obniżył posłom i senatorom pensje o 20 proc. Stało się tak po tym, gdy na światło dziennie wyszły informacje o sowitych nagrodach, jakie przyznała sobie i swoim ministrom premier Beata Szydło. - Po obniżkach pensji posłowie PiS masowo rzucili się na spółki Skarbu Państwa, upychając tam członków rodzin. Teraz chcąc rozwiązać ten problem, prezes PiS musiał wycofać się z wcześniejszych obniżek, żeby ruszyć ten nepotyzm w spółkach Skarbu Państwa - stwierdziła posłanka ugrupowania Szymona Hołowni.

"Polscy posłowie do nas przychodzili i pytali, kiedy wreszcie będą podwyżki"

Z kolei Izabela Leszczyna z Koalicji Obywatelskiej oceniła, że decyzja o podwyższeniu uposażeń politykom "to jest kolejny przejaw chorego państwa PiS". - Pan minister Andrzej Dera twierdzi, że pan prezydent się na to zdecydował, bo nie ma ekspertów, których dałoby się zatrudnić za tak małe pieniądze. A przecież pan rzecznik PiS Fogiel powiedział wyraźnie parę miesięcy temu, że PiS nie zatrudnia żadnych ekspertów, bo się z nimi nie zgadza. Oczywiście PiS kłamie jak zawsze - mówiła.

Jednak na uwagę prowadzącej audycję Dominiki Wielowieyskiej, że politycy PO głosowali za podwyżkami dla parlamentarzystów, a później wycofywali się z tego rakiem, posłanka Leszczyna przyznała: - Tak, biliśmy się w piersi. Przepraszaliśmy za to.

Po tych słowach Kazimierz Smoliński z PiS zarzucił przedmówczyniom z opozycji hipokryzję. Przekonywał, że ostatnia decyzja jego obozu o podwyżkach jest słuszna, bo w porównaniu parlamentarzystami z innych krajów Unii Europejskiej polscy posłowie zarabiają niewiele. - Polscy posłowie do nas przychodzili i pytali, kiedy wreszcie będą podwyżki. A teraz chodzą po mediach i wyrażają oburzenie - powiedział.

Dominika Wielowieyska zapytała, czy miało sens obniżanie pensji politykom o 20 proc. w 2018 roku, skoro teraz PiS wprowadza podwyżkę rzędu 60 proc. dla podsekretarzy stanu - Ta obniżka o 20 proc. nie była bez sensu. Wówczas presja, że posłowie zarabiają za dużo, była tak ogromna, że Jarosław Kaczyński słusznie zrobił - odpowiedział.

"Kaczyński podwyższył pensje posłom, by byli mu wierni"

Zdaniem Krzysztofa Śmiszka z Nowej Lewicy, Jarosław Kaczyński tymi podwyżkami kupił wierność polityków swojego obozu. - Prawdziwa motywacja dla wprowadzenia tych podwyżek jest taka, że Jarosław Kaczyński ciągle musi motywować swoich parlamentarzystów do tego, by byli mu wierni, by nie zdradzali, by nie zakładali kół i kółeczek poselskich. Dziś już nie mają motywacji płynącej z kolejnych zwycięstw wyborczych, więc Jarosław Kaczyński tę motywację kupuje - tłumaczył Krzysztof Śmiszek.

Dodał, że to najgorszy moment na podwyższanie pensji politykom, skoro kolejne grupy pracowników budżetówki zapowiadają strajki. - To smutne, że z jednej strony wydaje się pieniądze na jakieś Pałace Saskie, z drugiej dorzuca się dziesiątki milionów złotych politykom, a mamy taką sytuację, że ciągle wychodzimy z pandemii i wciąż mamy niedoinwestowaną budżetówkę - zauważył.

Z kolei wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski z PSL zwrócił uwagę, że "nigdy nie ma i nie będzie dobrego czasu na podwyżki dla posłów". - Zawsze pojawią się wątpliwości co do wysokości albo że są inni, którym bardziej się należy. W tak stabloidyzowanym świecie, w którym żyjemy, trzeba się z tym zmierzyć - zakończył gość Dominiki Wielowieyskiej.

"To była kwestia pewnego urealnienia tych wynagrodzeń"

"W Sejmie jest gotowy i w poniedziałek rano zostanie złożony projekt ustawy obejmujący podwyżki wynagrodzeń dla samorządowców (wójtów, burmistrzów, prezydentów miast oraz radnych) a także dla Prezydenta RP i byłych prezydentów" - napisał w sobotę na Twitterze wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

Wcześniej tak prezydent Andrzej Duda uzasadniał wydanie rozporządzenie dot. wynagrodzenia osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe: "Nie było właściwie żadnych wątpliwości, że ludzie, którzy pełnią stanowiska wiceministrów, czyli podsekretarzy stanu, zarabiają niewspółmiernie mało". Zauważył, że "te pensje nie zmieniły się w ciągu ostatnich ponad 20 lat".

Według prezydenta wynagrodzenie było niewspółmiernie niskie w stosunku do obowiązków i odpowiedzialności, co powodowało odpływ osób z wysokich stanowisk do firm prywatnych. - To była kwestia pewnego urealnienia tych wynagrodzeń – dodał Andrzej Duda.

DOSTĘP PREMIUM