"Lex Izera" powinna otworzyć nam oczy. "Musimy odejść od mitu, że las potrzebuje leśnika"

Kiedy powiesi się na ścianie prawną strzelbę, to ona będzie strzelać i strzelać. Ułatwiamy życie inwestorom, kosztem naszego dobra wspólnego, jakim są lasy - tak o kontrowersyjnym projekcie "lex Izera" mówił w TOK FM Adam Wajrak z "Gazety Wyborczej".
Zobacz wideo

Ważą się losy rządowej specustawy, która ma umożliwić zamianę terenów leśnych pod inwestycje. Rząd przekonuje, że chodzi tylko o dwie ważne inwestycje w lasach. W Jaworznie ma powstać fabryka aut elektrycznych (stąd projekt nazywany jest "lex Izera", bo tak ma się nazywać polski samochód elektryczny - red.), a w Stalowej Woli trwają negocjacje z inwestorem wysokich technologii. W tej drugiej lokalizacji miałaby powstać fabryka mikroprocesorów. 

Według ekologów specustawa to krok do prywatyzacji lasów. Przepisy są już w Senacie. Zdaniem Adama Wajraka, aktywisty i autora "Gazety Wyborczej", nowe prawo nie powinno zostać uchwalone. – Kiedy powiesi się na ścianie prawną strzelbę, to ona będzie strzelać i strzelać. Robienie specjalnego prawa pod konkretne inwestycje, to zły i podejrzany pomysł. Ułatwiamy życie inwestorom, kosztem naszego dobra wspólnego, jakim są lasy – ocenił w TOK FM.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Dla Wajraka symboliczny jest pomysł wycinania lasu, by zbudować fabrykę samochodów elektrycznych. – Bo przecież energia do tych aut pochodzi z elektrowni węglowych, które obficie nas trują. To coś symbolicznego i w sumie straszna abberacja – dodał.

"Las nie potrzebuje leśnika"

Zdaniem dziennikarza w Polsce powinniśmy całkowicie zmienić podejście do tego, w jaki sposób zajmujemy się lasami w naszym kraju.

– Lasy Państwowe to korporacja, która wymaga dogłębnej reformy. Już teraz jest tak, że lasy należą de facto do 26 tysięcy leśników, którzy robią z nimi, co chcą. Organizują gigantyczne wycinki, a pieniądze z tego płyną do LP i do nikogo innego – mówił w rozmowie z Pawłem Sulikiem.

Wskazywał też, że obywatele mają bardzo niewielki wpływ na to, jak gospodaruje się lasami. – Weźmy choćby plany urządzania lasu, czyli taki podstawowy dokument, stanowiący o tym, co można zrobić w lesie. Tego dokumentu nie można zaskarżyć do sądu! Tutaj ma wkroczyć Komisja Europejska. Więc co zostaje zdesperowanym ludziom? Fizyczna blokada wycinek – przekonywał gość TOK FM.

Adam Wajrak uważa, że obecna sytuacja to wynik wielu lat politycznych zaniedbań. – Tylko, że za PiS to wykwitło w gigantyczny problem. Jesteśmy w przededniu dyskusji o lasach. Musimy odejść od mitu, że las potrzebuje do czegokolwiek leśnika. Należy ustalić, ile lasów w Polsce zostawimy po prostu w spokoju. Jedynym pozytywem jest to, że w końcu ten temat wszedł do głównego nurtu polityki. To przestały być historie, które interesują tylko zwariowanych ekologów – podkreślił.

Polityczne zakusy na lasy

Przypomnijmy, to nie pierwszy raz, kiedy politycy chcą mieszać się w sprawy lasów. Choćby w maju światło dziennie ujrzał projekt posłów PiS, który zakładał właśnie możliwość wyznaczania terenów inwestycyjnych w Lasach Państwowych. Protoplastka "lex Izera" - po wielu kontrowersja - szybko została wycofana z Sejmu.

Warto pamiętać, że przed wyborami w 2015 roku o zamiar prywatyzacji lasów ówczesna opozycja, czyli PiS, oskarżał rząd Donalda Tuska oraz prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM