Odejść czy zostać? Dylemat Jarosława Gowina, dla którego polityczne kryzysy i wolty to nie pierwszyzna

Jarosław Gowin znów stanął przed dylematem, czy mimo upokorzeń ze strony silniejszego koalicjanta zostać w Zjednoczonej Prawicy, czy też opuścić koalicję rządową. Czyli oddać władzę, wpływy, posady i pensje. Co wybierze polityk, który umie wykonywać polityczne wolty?
Zobacz wideo

Porozumienie Jarosława Gowina dziś ma podjąć decyzję, czy zostanie w Zjednoczonej Prawicy. Nie pierwszy raz sprawa losów koalicji rządowej stawiana jest na ostrzu noża. Tym razem poszło o dymisję Anny Korneckiej, choć od pewnego czasu stosunki między Porozumieniem a resztą ZP nie były najlepsze.  Wyrzucenie ze stanowisko wiceszefowej resortu Gowina ma być wynikiem "mówienia prawdy", czyli krytykowania rozwiązań "Polskiego Ładu", flagowego programu PiS. Kornecka bez pracy w ministerstwie była tylko kilkadziesiąt godzin, bo już w piątek okazało się, że została pełnomocnikiem Gowina ds. inwestycji i Zielonego Ładu.

W drugiej kadencji rządów Zjednoczonej Prawicy to już kolejny raz, gdy Porozumienie szykuje się do odejścia z koalicji.

Więcej posłów, większe wpływy. I pierwszy kryzys

Wybory parlamentarne w 2019 roku wzmocniły pozycję Jarosława Gowina w rządzie. Jego Porozumienie, które powstało raptem dwa lata wcześniej - z przekształcenia Polski Razem - wprowadziło do Sejmu aż 18 parlamentarzystów. Dzięki temu lider ugrupowania poczuł, że może odgrywać ważną rolę w kształtowaniu polityki obozu władzy. Bo przecież bez jego ludzi PiS traciłby większość w Sejmie.

Pierwszą próbę sił obserwowaliśmy już w listopadzie. Grupa posłów PiS zgłosiła wtedy projekt ustawy zakładający zniesienie limitu 30-krotności stawek ZUS. Co ciekawe jeszcze w czasie kampanii premier Morawiecki obiecywał, że takich zmian nie będzie. Projekt poselski zakładał, że dzięki nowelizacji wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wzrosną o ponad 7 mld zł.

Porozumienie Jarosława Gowina szybko oznajmiło, że będzie w tej sprawie głosować przeciwko. Partia Kaczyńskiego liczyła na wsparcie Lewicy, ale się przeliczyła. Bo posłowie z Lewicy wnieśli swój projekt i w efekcie posłowie Prawa i Sprawiedliwości musieli wycofać firmowaną przez siebie nowelizację przepisów.

Wojna o wybory

Sprawę 30-krotności w porównaniu z tym, co wydarzyło się w koalicji wiosną 2020 roku, nazwać można ledwie potyczką. Gdy trwała pierwsza fala pandemii PiS wszelkimi sposobami parł do przeprowadzenia wyborów prezydenckich. Partia Jarosława Kaczyńskiego, a przede wszystkim zapewne on sam, bała się, że koronawirus i obostrzenia mogą mocno osłabić wyborcze szanse Andrzeja Dudy. A bez swojego prezydenta i z Senatem w rękach opozycji trudno byłoby realizować pomysły, plany i faktycznie rządzić państwem.

Aby tej katastrofy uniknąć, wymyślono, by zorganizować wybory korespondencyjne. Wzorem Bawarii, jak często wtedy słyszeliśmy. Pomysł forsowano, choć wszyscy eksperci – od konstytucjonalistów po epidemiologów – łapali się za głowy. Swoje weto zgłosił też Jarosław Gowin, który miał poparcie swoich posłów. Zaproponował nawet zmianę konstytucji i przedłużenie kadencji Andrzeja Dudy o dwa lata. Jednak PiS-owi pomysł się nie spodobał. Gowin więc w ramach protestu sam odszedł z rządu.

Był to najpoważniejszy kryzys w łonie ZP od początku jej istnienia, choć oficjalnie wszystko wskazywało na to, że mamy do czynienia jedynie z woltą szefa Porozumienia. To wtedy Gowina na stanowisku wicepremiera zastąpiła Jadwiga Emilewicz. Ostatecznie sprawa skończyła się po myśli prezesa Porozumienia, bo PiS odpuściło pomysł wyborów korespondencyjnych. Choć Poczta Polska miała już gotowe karty do głosowania, ale to już inna historia.

Wybory odbyły się latem w sposób tradycyjny. I wygrał je Andrzej Duda.

Potem podpisano nową umowę koalicyjną i Jarosław Gowin wrócił jesienią do rządu Mateusza Morawieckiego. Jednak najważniejszy polityk w Polsce, czyli Jarosław Kaczyński, nie wybaczył liderowi Porozumienia.

Drugi kryzys

Problemy na linii Gowin-reszta Zjednoczonej Prawicy wróciły już w grudniu 2020 roku, przy okazji negocjacji nowego unijnego budżetu i programu odbudowy UE po pandemii. Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry i sam rząd ostro sprzeciwiały się temu, żeby ewentualną wypłatę unijnych pieniędzy powiązać z przestrzeganiem praworządności. Ziobryści protestowali nawet głośniej od Morawieckiego. A ich lider pouczał, że nie można być "miękiszonem".

Zupełnie inne stanowisko prezentowało Porozumienie. – Odrzucamy alternatywę "weto albo śmierć". Przez cały czas możliwe jest osiągnięcie rozwiązań, które zagwarantują i suwerenność Polski, i wspólną Europę, i respektowanie niezawisłych praw naszego państwa, i możliwość korzystania z setek miliardów złotych, które popłyną do nas z funduszy unijnych - mówił Jarosław Gowina podczas zorganizowanej w Sejmie konferencji prasowej.

Ostatecznie skończyło się na pohukiwaniach, koalicja rządowa się nie rozpadła, a mechanizm powiązania wypłaty pieniędzy z UE z przestrzeganiem praworządności ma być egzekwowany.

Czyje jest Porozumienie i kto nasłał Bielana

Względny spokój w Zjednoczonej Prawicy trwał zaledwie do lutego 2021 pierwszy. Wówczas w Porozumieniu doszło do próby przewrotu pałacowego: Adam Bielan usiłował pozbawić Jarosława Gowina władzy. Poszło o to, kto jest prawowitym szefem ugrupowania.

W mediach błyskawicznie pojawiły się spekulacje, że za wojną w Porozumieniu stoi prezes PiS. - Jarosław Kaczyński nie może wybaczyć Gowinowi, że wszczął bunt w sprawie terminu wyborów 10 maja - pisała wtedy w "Gazecie Wyborczej" Dominika Wielowieyska.

Znów więc mówiono o rozpadzie koalicji rządowej. A sprawą władzy w Porozumieniu zajął się sąd, który zarządził zwrot wniosku złożonego przez Adama Bielana, w którym mowa była m.in. o wygaszeniu kadencji prezesa Porozumienia Jarosława Gowina.  - To koniec cyrku Adama Bielana - komentował w marcu wicerzecznik Porozumienia Jan Strzeżek. Nie do końca miał rację, bo jednak w wyniku tego "cyrku" partia Gowina straciła sześciu posłów. Dla tak małego środowiska to znaczące osłabienie.

Próba z podmianą Gowina na Bielana upadła, ale Jarosław Kaczyński nie zrezygnował z pomysłu ukarania lidera Porozumienia za postawę w sprawie wyborów korespondencyjnych. Spekulowało się o odbieraniu wpływów i stanowisk. I nadeszła sprawa wiceminister Korneckiej. Czy Gowin zdecyduje się na opuszczenie Zjednoczonej Prawicy, tak jak w zrobił w 2013 roku, odchodząc z Platformy Obywatelskiej? Czy po raz kolejny przełknie zniewagi, upokorzenia i zostanie, tłumacząc, że to dla dobra Polski? Odpowiedzi na te pytania poznać mamy już niedługo.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM