"Wychodzimy z panem mecenasem". Banaś opuścił komisję, która rozpatrywała wniosek o uchylenie mu immunitetu

Prezes NIK Marian Banaś opuścił posiedzenie sejmowej komisji, która rozpatrywała wniosek o wyrażenie zgody przez Sejm na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej. - Moja obecność tutaj jest nieuzasadniona - stwierdził po kłótni, jaka wywiązała się pomiędzy członkami komisji. Ostatecznie przewodniczący komisji przerwał posiedzenie i poinformował, że będzie kontynuowane po uzyskaniu akt sprawy od prokuratury.
Zobacz wideo

We wtorek sejmowa komisja zajmowała się wnioskiem o uchylenie immunitetu prezesowi NIK, którego autorem jest prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Śledczy chcą postawić Marianowi Banasiowi kilkanaście zarzutów. Zanim jednak wniosek o uchylenie immunitetu trafi pod sejmowe obrady, musi zostać zaopiniowany przez komisję regulaminową. We wtorek tak się jednak nie stało, bo przewodniczący komisji przerwał posiedzenie i poinformował, że będzie kontynuowane po uzyskaniu akt sprawy od prokuratury.

Przed rozpoczęciem obrad komisji Marian Banaś poinformował dziennikarzy, że wniosek prokuratury o uchyleniu mu immunitetu "ma błędy formalne", w związku z czym komisja nie ma podstaw prawnych, aby go procedować. Jak tłumaczyli jego prawnicy, marszałek Sejmu Elżbieta Witek powinna zwrócić wniosek prokuraturze, a ta w ciągu 14 dni powinna uzupełnić braki.

Jeden z pełnomocników prezesa NIK podkreślał podczas obrad komisji, że zgodnie z ustawą wniosek powinien być złożony za pośrednictwem Prokuratora Generalnego. - Prokurator Generalny, zgodnie z art. 13 par. 3 Prawa o prokuraturze może upoważnić swojego zastępcę, ale takie upoważnienie musi być złożone na piśmie, w formie zarządzenia. Tymczasem do wniosku takiego upoważnienia nie dołączono; w związku z tym należy uznać, że wniosek złożyła osoba nieupoważniona - zaznaczył. Jak dodał, w uzasadnieniu do wniosku opisane zostały też czyny, które nie stały się przedmiotem zarzutu.

Zdaniem prawników Banasia dalsze procedowanie wniosku złożonego przez osobę nieupoważnioną będzie bezprzedmiotowe, a ewentualne głosowanie nad uchyleniem immunitetem nie będzie wywoływać skutków prawnych. - Pan prezes Marian Banaś, kierując się szacunkiem do Sejmu jako organu władzy ustawodawczej i do komisji, przybył na to posiedzenie, żeby przedstawić swoją opinię, ale nie czuje się upoważniony do brania udziału w komisji, w czasie której jest procedowany wniosek złożony przez osobę nieuprawnioną - tłumaczyli pełnomocnicy szefa NIK.

"Wychodzimy z panem mecenasem"

Opinię dot. błędów formalnych we wniosku podczas obrad komisji podzielił Michał Szczerba z Koalicji Obywatelskiej. - Przekazano nam opinię prawną dotyczącą braków formalnych przekazanego przez zastępcę prokuratora generalnego wniosku o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prezesa NIK - powiedział, po czym złożył wniosek o dopuszczenie wspomnianej opinii profesora Marka Chmaja.

Przewodniczący komisji Kazimierz Smoliński z PiS nie poddał tego wniosku pod głosowanie, bo - jak stwierdził - "nie ma na to podstawy prawnej". Wywołało to kłótnię pomiędzy członkami komisji, w wyniku czego Katarzyna Lubnauer z KO poprosiła o przerwę w obradach komisji ws. immunitetu Banasia do września. Jednak i ten wniosek komisja odrzuciła większością głosów posłów Zjednoczonej Prawicy.

Ostatecznie prof. Marek Chmaj zaprezentował swoje stanowisko. - Dalsze procedowanie wniosku (o uchylenie immunitetu Banasiowi) pozbawione jest podstaw prawnych - skonkludował.

Po tym wystąpieniu Marian Banaś opuścił posiedzenie komisji. - Moja obecność w tej sytuacji jest nieuzasadniona. Wychodzimy z panem mecenasem - stwierdził.

Po długich dyskusjach komisja zgodziła się, by wystąpić do prokuratury o uzupełnienie akt postepowania. Przewodniczący przerwał obrady.

Zgodnie z ustawą o Najwyższej Izbie Kontroli, prezes NIK - który powoływany jest przez Sejm za zgodą Senatu - nie może być bez uprzedniej zgody Sejmu pociągnięty do odpowiedzialności karnej ani pozbawiony wolności; nie może być też zatrzymany lub aresztowany, z wyjątkiem ujęcia go na gorącym uczynku przestępstwa i jeżeli jego zatrzymanie jest niezbędne do zapewnienia prawidłowego toku postępowania.

Planowane zarzuty dla Mariana Banasia

Wśród kilkunastu zarzutów, które prokuratura zamierza postawić Banasiowi, jest podanie nieprawdy w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych. Zdaniem prokuratorów, Banaś miał zaniżyć w deklaracjach podatkowych za lata 2015-2020 przychody z dzierżawy kamienicy w Krakowie. Według prokuratury, naraziło to Skarb Państwa na stratę ponad 50 tys. zł z należnego podatku dochodowego.

Jak informują śledczy, Banaś miał też nakłaniać Dyrektora Administracji Skarbowej w Krakowie do bezprawnego ujawnienia mu informacji na temat prowadzonych w jego sprawie czynności przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i kontroli podatkowej.

"Jak wynika z ustaleń prokuratury, Marian Banaś zaniżył wartość posiadanych zasobów finansowych w każdym z 10 oświadczeń majątkowych skontrolowanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, które składał w okresie od listopada 2015 r. do sierpnia 2019 r. jako szef Służby Celnej, szef Krajowej Administracji Skarbowej, minister finansów i prezes Najwyższej Izby Kontroli. Wysokość zaniżonej kwoty sięgała nawet 550 tys. zł. Ponadto Marian Banaś zataił w oświadczeniach majątkowych inwestycję w dzieło sztuki rzeźbę włoskiego artysty i dochód osiągnięty z jej sprzedaży. Za podanie nieprawdy w oświadczeniach o stanie majątkowym grozi do pięciu lat pozbawienia wolności" - przekazała Prokuratura Krajowa.

Zarzuty usłyszał Jakub Banaś, syn prezesa NIK

Problemy z prokuraturą ma też syn prezesa NIK. Pod koniec lipca Jakub Banaś został zatrzymany w piątek na lotnisku Kraków Balice, gdy wracał wraz z żoną z urlopu, a zatrzymania dokonali funkcjonariusze CBA. Samo CBA poinformowało o zatrzymaniu dyrektora Izby Skarbowej w Krakowie Tadeusza G. oraz społecznego doradcy prezesa NIK Jakuba Banasia. W sobotę Prokuratura Regionalna w Białymstoku postawiła zarzuty Jakubowi Banasiowi i jego żonie Agnieszce, a także Tadeuszowi G.

Marian Banaś oświadczył, że zaistniała sytuacja nie wpłynie w żaden sposób na dalszą pracę NIK prowadzącej "postępowania kontrolne, których wyniki są oczekiwane społecznie".

DOSTĘP PREMIUM