Stan wyjątkowy oznacza, że z Usnarza znikną aktywiści. "Będziemy mieli tylko obrazki, na które zezwoli władza"

Prezydent może już w czwartek podpisać rozporządzenie w sprawie wprowadzenia stanu wyjątkowego w części Podlasia i Lubelszczyzny. Prawnicy ostrzegają, że oznacza to wyrzucenie z Usnarza działaczy organizacji pozarządowych oraz dziennikarzy spoza mediów sprzyjających rządowi. - Jedynym uzasadnieniem ruchu rządzących jest chęć ograniczenia praw i wolności obywatelskich - mówi mec. Michał Wawrykiewicz.
Zobacz wideo

O tym, że prezydent Duda może podpisać rozporządzenie ws. stanu wyjątkowego już jutro (2 września), informuje RMF FM.

Rząd chce, by stan wyjątkowy obowiązywał przez 30 dni w przygranicznym pasie z Białorusią, czyli na terenie części województw podlaskiego i lubelskiego. Pas obejmie w sumie 183 miejscowości (115 na Podlasiu oraz 68 w województwie lubelskim). Takie rozwiązanie może uniemożliwić dotarcie do Usnarza Górnego działaczy organizacji pozarządowych czy dziennikarzy. To tam od trzech tygodni koczuje grupa kilkudziesięciu uchodźców.

Stan wyjątkowy. "Nie ma spełnionych przesłanek"

Według mec. Michała Wawrykiewicza "nie ma spełnionych przesłanek ani konstytucyjnych, ani ustawowych do wprowadzenia stanu wyjątkowego". - Jeśli patrzymy na kryteria dotyczące możliwości wprowadzenia stanu wyjątkowego, powinno zaistnieć jakieś szczególne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, dla bezpieczeństwa obywateli. Ustawa doprecyzowuje, że chodzi szczególnie o zagrożenie terrorystyczne czy zagrożenie w cyberprzestrzeni, które nie mogłoby być usunięte za pomocą normalnych, konstytucyjnych środków. Wskazywałoby to więc, że obecna władza nie jest w stanie sobie poradzić przy użyciu wojska, policji, straży granicznej z problemem, który - jak twierdzi - istnieje na granicy - mówi prawnik z Inicjatywy Wolne Sądy.

"Rada Ministrów składa wniosek do Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej o wprowadzenie stanu wyjątkowego na obszarze konkretnych miejscowości w części województwa podlaskiego oraz województwa lubelskiego. Ma to związek ze szczególnym zagrożeniem bezpieczeństwa obywateli oraz porządku publicznego, w związku z obecną sytuacją na granicy Rzeczypospolitej Polskiej z Republiką Białorusi. Zaproponowany katalog ograniczeń jest dostosowany do stopnia i charakteru zagrożeń na ściśle określonym obszarze położonym bezpośrednio przy granicy z Republiką Białorusi" - napisano w projekcie uchwały Rady Ministrów, który skierowano do prezydenta.

We wniosku do prezydenta napisano, że jest on uzasadniony "wyjątkowym charakterem oraz nadzwyczajną skalą presji migracyjnej na granicy polsko-białoruskiej, które mają swoje źródło w zamierzonych i zaplanowanych działaniach służb białoruskich, ukierunkowanych na destabilizację sytuacji na granicy z Polską oraz innymi państwami członkowskimi Unii Europejskiej, tj. Litwą i Łotwą".

"Bez poszanowania prawa, czym Polska różni się od reżimu, przed którym się broni?"

Po zapowiedzi wprowadzenia stanu wyjątkowego stanowisko wydała Fundacja Ocalenie, której przedstawiciele praktycznie od trzech tygodni przebywają w Usnarzu Górnym i próbują przez megafon kontaktować się z uchodźcami. Dzięki temu m.in. wiadomo o bardzo złym stanie zdrowia koczujących na granicy osób i o tym, że migranci dostali od Białorusinów coś do jedzenia.

Fundacja, tak jak prawnicy, boi się, że wprowadzenie stanu wyjątkowego odetnie nas wszystkich od informacji o tym, co dzieje się w Usnarzu i w innych miejscach na polsko-białoruskiej granicy. Nie będziemy wiedzieć o wypychaniu z terytorium Polski kolejnych grup cudzoziemców; o tym, że nie przyjmuje się od nich wniosków o status uchodźcy. Skazani będziemy tylko na komunikaty służb i przedstawicieli rządu.

"Obecność na granicy organizacji pozarządowych, mediów oraz zaangażowanych w sprawę polityków i polityczek pozwala monitorować działania polskich służb. Stan wyjątkowy pozwoliłby je ukryć przed oczami opinii publicznej. I tylko temu ma służyć. W żaden sposób nie poprawi bezpieczeństwa na granicach" - czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez Fundację Ocalenie.

- Wprowadzenie stanu wyjątkowego na części dwóch województw na pewno wpłynie na możliwość przebywania na tym obszarze zarówno aktywistów, jak i mediów. Władza nie ośmieliła się wprowadzić stanu klęski żywiołowej w czasie pandemii, gdy ograniczenie poruszania się było potrzebne, bo na terenie Podlasia czy choćby Lubelszczyzny - nie ukrywajmy tego - mieszka największa część zwolenników partii rządzącej. Dziś sytuacja będzie na pewno również wykorzystana politycznie. Wyborcy PiS oczekują bowiem zabezpieczenia granic przed jakimś zagrożeniem z zewnątrz - mówi mec. Agata Bzdyń, która specjalizuje się w ochronie praw człowieka.

Jak ocenia prawniczka, "wprowadzenie stanu wyjątkowego jest powodowane wyłącznie tym". - A przy okazji, pozbędą się stamtąd i dziennikarzy, i aktywistów, i organizacji pozarządowych - podkreśla.

Zdaniem Michała Wawrykiewicza "jedynym uzasadnieniem ruchu rządzących jest chęć ograniczenia praw i wolności obywatelskich".  Jak tłumaczy, chodzi o zawieszenie prawa do zgromadzeń, ale nie tylko. - Chodzi też o zawieszenie wolności słowa, w tym możliwości przekazywania przez media relacji z terenu przygranicznego. Rząd odetnie dostęp do tego terenu. Będziemy mieli tylko obrazki w mediach publicznych, na które zezwalać będzie władza. W mojej ocenie jest to bardzo poważne naruszenie standardów konstytucyjnych - uważa prawnik. I przypomina, że przed rokiem, gdy rząd wprowadzał pierwszy lockdown "istniały przesłanki do wprowadzenia stanu klęski żywiołowej, ale nie zostało to wprowadzone". - Dziś ma być wprowadzone instrumentalnie - mówi nasz rozmówca.

Prawniczka Eliza Rutynowska z Forum Obywatelskiego Rozwoju dodaje coś jeszcze. - Stan wyjątkowy oznacza również możliwość ograniczenia organizacji wszelkiego rodzaju zgromadzeń, ale również zrzeszania się. To niezwykle ważne, bo zakaz zrzeszania się może również oznaczać nakazanie okresowego zaniechania działalności zarejestrowanych już stowarzyszeń oraz wszelkich dobrowolnych zrzeszeń i fundacji, których działalność - uwaga - może zwiększyć zagrożenie konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego. Mówimy tu więc o potencjalnej próbie zawieszenia działalności niewygodnych fundacji, stowarzyszeń, organizacji - ostrzega prawniczka z FOR.

DOSTĘP PREMIUM