"Nie planujemy rekonstrukcji rządu". Premier zapewnia, że Michał Dworczyk może spać spokojnie

Nie planujemy żadnej rekonstrukcji rządu - powiedział w sobotę w Radiu RMF FM premier Mateusz Morawiecki. Jego zdaniem spać spokojnie mogą np. ministrowie Michał Kurtyka i Michał Dworczyk.
Zobacz wideo

Pod koniec sierpnia Onet doniósł, że we wrześniu dojdzie do rekonstrukcji rządu, w ramach której zdymisjonowany może zostać szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk (miałby utracić stanowisko za aferę mailową). Poza tym posady mieliby stracić ministrowie klimatu i rolnictwa, a także szef resortu cyfryzacji. Z rządu, według informacji dziennikarzy, może odejść także Jarosław Kaczyński - obecnie wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo.

W sobotę w Radiu RMF FM premier Mateusz Morawiecki został zapytany o planowaną rekonstrukcję rządu. - Nie planujemy żadnej rekonstrukcji rządu, choć od czasu do czasu zmiany się zdarzają, bo taka jest dynamika życia politycznego - powiedział premier. - Nie ma żadnych planów dymisji - dodał.

Dopytywany, czy minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka pozostanie, szef rządu przyznał, że "Michał Kurtyka sam od dłuższego czasu rozważa swoją przyszłość i to jest prawda, bo dzieli się tymi informacjami z różnymi osobami". - Bardzo go proszę o to, aby zajmował się cały czas klimatem, tym, czym się zajmuje - mówił Morawiecki.

Został też zapytany o szefa KPRM Michała Dworczyka. - Żadnych planów negatywnych. Jestem wdzięczny panu ministrowi Michałowi Dworczykowi za tak skuteczne działania, to jest człowiek pełen energii i zapału do działania, nie boi się podejmowania (decyzji). Zresztą jest tak, że jak ktoś się nie boi i działa odważnie, od czasu do czasu jakieś potknięcie następuje. Cieszę się, że mamy takich ludzi, taki rząd, który bierze byka za rogi - podkreślał premier.

"Płace rosną szybciej niż inflacja"

Szef rządu był pytany o najwyższą od 20 lat inflację w Polsce. Odpowiedział, że sprawa inflacji go martwi, choć - jak mówił - inflacja jest wysoka nie tylko w Polsce, ale w całej strefie euro, a także najwyższa od wielu lat w Stanach Zjednoczonych.

- To jest zjawisko wokół nas występujące szeroko i wiążące się z podwyżką cen za baryłkę ropy, na którą nie mamy wpływu, surowce, miedź - bardzo droga, na którą nie mamy wpływu. To wszystko ciągnie ceny w górę, więc będziemy starali się je zdusić - zapewnił Morawiecki.

Szef rządu zwrócił też uwagę, że w Polsce obecnie "płace rosną szybciej niż inflacja". - I to jest chyba najważniejsze, że płace kiedy rosną szybciej niż inflacja - wprawdzie rośnie takie ryzyko nakręcenia oczekiwań inflacyjnych i to mnie niepokoi i to mnie martwi, ale ważniejsze jest to, że obywatel ma w swojej kieszeni więcej poprzez podwyżki wynagrodzeń - mówił Morawiecki.

Premier powtórzył też, że w sprawie rosnącej inflacji sądzi, że "będą działania również po stronie banku centralnego". - Ale to jest prerogatywa niezależnej instytucji - zastrzegł.

"Nie planujemy żadnego lockdownu"

Premier pytany w RMF FM, od jakiej średniej dziennej liczby zakażeń rząd planuje wprowadzić obostrzenia, odparł, że według danych otrzymywanych od różnych instytutów badawczych podczas IV fali może być kilkanaście tysięcy zakażeń dziennie. - Jak patrzę na te różne dane, to uważam, że może być nawet 20 tys., czy przekroczyć 20 tys. - stwierdził. Zauważył, że obecnie chorują osoby bardziej odporne, młodsze i one rzadziej trafiają do szpitali.

- IV fala nadchodzi, przestrzegam przed nią i my utrzymujemy zarówno zdolności do przyjęcia pacjentów na bardzo wysokim poziomie; już dzisiaj jest 6 tys. łóżek gotowych, w ciągu kilku dni może być 12 tys., a pacjentów mamy dzisiaj 300 - mówił. - Sądzę, że jak ludzie zrozumieją, że ta fala rośnie - a ona już rośnie, przyrost następuje - to zainteresowanie programem szczepień będzie wyższe - dodał.

Pytany, jak sprawić, by większy odsetek Polaków się szczepił, odparł: "Nie zamierzamy wdrażać rozwiązań takich, które zresztą w Europie nikt nie wdraża dzisiaj, czyli takiego absolutnego przymusu".

Szef rządu dopytywany o wprowadzenie ewentualnych lokalnych lockdownów, zapewnił: "Nie planujemy dzisiaj żadnego lockdownu, bo on może oznaczać duże straty w gospodarce, a więc też ubytek miliardów złotych". - Straciliśmy gigantyczne pieniądze, m.in. właśnie dlatego, że ratowaliśmy miejsca pracy; przeznaczyliśmy ponad 200 mld zł na ratowanie miejsc pracy - przekonywał.

Dopytywany, co z ograniczeniami, jeśli dzienna liczba zakażeń doszłaby do 20 tys., premier odpowiedział, że pewne ograniczenia mogą wtedy być, podobne do niektórych funkcjonujących w przeszłości, ale - jak zaznaczył - "te decyzje będziemy jeszcze podejmować".

DOSTĘP PREMIUM