Sejm nie uchylił stanu wyjątkowego. "Dyktator z Białorusi gra swoją grę, a prezes Kaczyński gra razem z nim"

Sejm nie uchylił rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy o wprowadzeniu stanu wyjątkowego na pograniczu z Białorusią. Głosowanie poprzedziła burzliwa debata, podczas której politycy przerzucali się wzajemnymi oskarżeniami o współpracę z Białorusią. - Na scenie ustawionej w pobliżu Usnarza Górnego odgrywacie rolę oklaskiwaną w Moskwie i Mińsku - mówił do posłów opozycji premier Mateusz Morawiecki.
Zobacz wideo

Choć rozporządzenie prezydenta dot. stanu wyjątkowego na pograniczu z Białorusią obowiązuje od czwartku, posłowie musieli je rozpatrzyć w drodze uchwały. Uchwałę taką Sejm przyjmuje bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

W poniedziałek na specjalnie zwołanym w tej sprawie posiedzeniu posłowie rozpatrywali rozporządzenie prezydenta. Za jego uchyleniem głosowało 168 posłów, 247 przeciw, wstrzymało się 20. Sejm wobec nieuzyskania bezwzględnej większości głosów, nie uchylił rozporządzenia prezydenta.

Podczas debaty w Sejmie nie było autora rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy ani szefa Ministerstwa Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka, a wicepremier Jarosław Kaczyński opuścił salę obrad.

Premier: W Moskwie, w Mińsku rozpisane są scenariusze, które zagrażają naszej suwerenności

Głosowanie poprzedziła burzliwa debata, podczas której najostrzejsze wystąpienie zaprezentował premier Mateusz Morawiecki. Posłom opozycji z KO i Lewicy, która już wcześniej zapowiedziała głosowanie za odrzuceniem rozporządzenia prezydenta, zarzucił sprzyjanie Rosji i Białorusi. - Na scenie ustawionej w pobliżu Usnarza Górnego Sejm też zdecydował. Większość posłów za przyjęciem stanu wyjątkowego. Powinniście przeprosić za wasze nikczemne i haniebne słowa - mówił w czasie sejmowej debaty premier.

Przypomniał, że 10 września rozpoczną się rosyjskie ćwiczenia wojskowe Zapad-2021. - Wyobraźmy sobie, jak łatwo wówczas o prowokację; to nie jest tylko konflikt dyplomatyczny, to próba naruszenia integralności państwa polskiego, suwerenności granic i na to nie pozwolimy - stwierdził.

Jak dodał "ta prowokacja polityczna dotyczy próby przepchnięcia przez granicę polską w sposób nielegalnych tysięcy, dziesiątek tysięcy nielegalnych migrantów". - Którzy zresztą, zgodnie z prawem międzynarodowym, gdyby się chcieli ubiegać o status uchodźcy, powinni to zrobić w pierwszym kraju, który jest sygnatariuszem Konwencji Genewskiej w zakresie praw uchodźczych, czyli na Białorusi - dodał szef rządu.

- Dzisiaj widzimy dokładnie, że w Moskwie, w Mińsku rozpisane są scenariusze, które zagrażają naszej suwerenności, zagrażają bezpieczeństwu państwa polskiego - mówił w Sejmie premier Mateusz Morawiecki.

Burza w Internecie po słowach premiera

Ostre wystąpienie premiera wywołało burzę w mediach społecznościowych. "Premier Morawiecki sieje strach, wywołuje histerię, budzi lęki. Wszystko na wysokich emocjach, bez jakichkolwiek faktów. Ponury spektakl oklaskiwany skwapliwie przez partyjnych klakierów. PiS prowadzi Polskę prostą drogą do katastrofy" - ocenił poseł Lewicy Andrzej Rozenek.

Maciej Głogowski z TOK FM zauważył, że premier zbudował wystąpienie pod jednego słuchacza - prezesa PiS i wicepremier do spraw bezpieczeństwa Jarosława Kaczyńskiego. A podsumowując wystąpienie Morawieckiego napisał na Twitterze: "Prezes Rady Ministrów. To brzmiało kiedyś dumnie".

Szef MSWiA: Z Łukaszenką damy sobie radę, ale wy nam nie przeszkadzajcie

Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Kamiński podczas debaty sejmowej też upominał opozycję. Mówił, że "to nie jest czas na pokrzykiwania, to nie jest czas na puste gadanie, agresywne obelgi, to jest czas na działanie. - To, czego do was oczekujemy - nie przeszkadzajcie nam. Z Łukaszenką damy sobie radę, ale wy nam nie przeszkadzajcie i zróbcie to w imię lojalności państwowej, w imię lojalności wobec waszych wyborców - powiedział.

Szef MSWiA stwierdził, że w obecnej sytuacji są "elementy zagrożenia suwerenności naszego kraju i integralności granic naszego państwa". - Niebezpieczeństwo jest realne. My nie straszymy nikogo, tylko przedstawiamy fakty - zaznaczył.

"Dyktator z Białorusi gra swoją grę, a prezes Kaczyński gra razem z nim"

Krzysztof Gawkowski z Lewicy zarzucił obozowi rządzącemu, że "zdecydował się na wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, bo po prostu chce ukrywać prawdę". - Kiedy w Polsce z powodu COVID-u umierało 75 tysięcy ludzi, wy mówiliście, że nie trzeba stanu nadzwyczajnego. Dlaczego? Bo macie w tym polityczny interes. Wtedy dopychaliście kolanem wybory prezydenckie, teraz podgrzewacie atmosferę zagrożenia i strachu, bo liczycie, że uda wam się odbić w sondażach - oświadczył Krzysztof Gawkowski z Lewicy.

- Wam nie chodzi o bezpieczeństwo Polek i Polaków, tylko o cyniczne utrzymanie się przy władzy. Usnarz Górny nie spadł z nieba to rząd PiS go wykreował na spółkę z reżimem Łukaszenki. Nie ulega wątpliwości, że dyktator z Białorusi gra swoją grę, a prezes Kaczyński gra razem z nim i obu panom cała ta sytuacja jest bardzo na rękę. Gdyby było inaczej, gdybyście naprawdę chcieli zarządzić tym kryzysem, nie pozwolilibyście rozwijać się temu kryzysowi - dodał poseł Lewicy.

Podkreślił, że gdyby wpuszczono grupę migrantów i zapewniono im pomoc, kryzys by się skończył. Zarzucił PiS, że jak każdy reżim autorytarny próbuje zarządzać strachem. Jak ocenił, jedyną winą migrantów jest to, że uciekają przed wojną i okrucieństwem władzy, która ich nie chciała.

Wnioski opozycji o uchylenie rozporządzenia dot. stanu wyjątkowego

O uchylenie rozporządzenia o wprowadzeniu stanu wyjątkowego już w piątek zawnioskowała Lewica. W uzasadnieniu politycy tej formacji podkreślili, że rząd - we wniosku do prezydenta o wprowadzenie stanu wyjątkowego ani "w późniejszych komunikatach" - nie uzasadnił "w sposób wyczerpujący powodów, dla których miałby zostać wprowadzony stan wyjątkowy".

Jak zaznaczono, stan wyjątkowy wprowadza się w sytuacji szczególnego zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego, w tym spowodowanego działaniami o charakterze terrorystycznym lub działaniami w cyberprzestrzeni, które nie może być usunięte poprzez użycie zwykłych środków konstytucyjnych". "Rada Ministrów nie wskazała, które środki konstytucyjne okazały się niewystarczające" - czytamy we wniosku Lewicy.

Podobny wniosek złożyła w poniedziałek w Sejmie Koalicja Obywatelska. - Nie ma żadnych prawnych, ani konstytucyjnych, ani merytorycznych argumentów na to, by to rozporządzenie mogło się ostać - przekonywał Borys Budka. Jego zdaniem "to rozporządzenie próbuje ukryć nieudolność rządu, jeśli chodzi o uszczelnianie granicy".

Stan wyjątkowy w pasie przygranicznym

W czwartek w pasie przygranicznym z Białorusią, czyli w części województw podlaskiego i lubelskiego, zaczął obowiązywać stan wyjątkowy, który objął 183 miejscowości. Zgodnie z rozporządzeniem prezydenta - stan wyjątkowy został wprowadzony na 30 dni, tak jak chciała tego Rada Ministrów. Zgodnie konstytucją prezydent w ciągu 48 godzin od podpisania rozporządzenia ws. stanu wyjątkowego musi przesłać je do Sejmu.

Na obszarze obowiązywania stanu wyjątkowego dorośli muszą nosić przy sobie dokument tożsamości, a osoby poniżej 18 lat legitymację szkolną. Obowiązuje również zakaz przebywania na tym obszarze innych osób niż mieszkańcy lub do tego uprawnieni. Zawieszono tam możliwość organizowania zgromadzeń publicznych oraz imprez masowych. Nie można również filmować i fotografować "określonych miejsc, obiektów lub obszarów".

Część prawników czy polityków opozycji przekonuje, że rządzący wprowadzają stan wyjątkowy, by "odciąć" opinię publiczną od informacji dotyczących wydarzeń na granicy, m.in. związanych z uchodźcami w Usnarzu. Przypomnijmy, grupa cudzoziemców koczuje tam od kilku tygodni. Chcą się przedostać do Polski, czemu zapobiega straż graniczna, którą wspiera policja i wojsko. Mundurowi odgrodzili też obszar kilkuset metrów od granicy.

DOSTĘP PREMIUM