"Prezes Rady Ministrów. To brzmiało kiedyś dumnie". Komentarze po wystąpieniu Morawieckiego

Na scenie ustawionej w pobliżu Usnarza Górnego odgrywacie rolę oklaskiwaną w Moskwie i Mińsku. Powinniście przeprosić za wasze nikczemne i haniebne słowa - mówił w czasie sejmowej debaty premier. Mateusz Morawiecki skupił się przede wszystkim na atakowaniu opozycji. "Morawiecki mówi o 'zdradzie narodowej'. Jest jakaś kampania wyborcza, że musi się tak wysilać?" - pytał na Twitterze Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej".
Zobacz wideo

Mateusz Morawiecki zaczął od cytatów z Lecha Kaczyńskiego, a potem obok przekonywaniu o tym, że rząd dba o bezpieczeństwo państwa bardzo wiele było ataków na opozycję.

- Niektórzy z państwa, wasi posłowie, współpracujący z wami blisko współpracownicy tacy jak pan (Bartosz) Kramek, pan Frasyniuk, bez zastrzeżeń wspierający słowa pana Frasyniuka pan Wałęsa - te nikczemne, haniebne słowa, które padły z ich ust, nigdy nie powinny były paść. Powinniście za nie przeprosić! - stwierdził Mateusz Morawiecki.

- Strzeżenie granic powinno być czymś oczywistym i opierać się na konsensusie. Na scenie ustawionej przez Moskwę i Mińsk, wy odgrywacie rolę oklaskiwaną przez te stolice. A dla nas strzeżenie polskiej granicy należy do podstawowych obowiązków - ocenił premier.

Maciej Głogowski z TOK FM zauważył, że premier zbudował wystąpienie pod jednego słuchacza - prezesa PiS i wicepremier do spraw bezpieczeństwa Jarosława Kaczyńskiego. A podsumowując wystąpienie Morawieckiego napisał na Twitterze: "Prezes Rady Ministrów. To brzmiało kiedyś dumnie".

"Teraz Morawiecki mówi o 'zdradzie narodowej'. Jest jakaś kampania wyborcza, że musi się tak wysilać?" - pytał na Twitterze Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej".

"Premier Morawiecki sieje strach, wywołuje histerię, budzi lęki. Wszystko na wysokich emocjach, bez jakichkolwiek faktów. Ponury spektakl oklaskiwany skwapliwie przez partyjnych klakierów. PiS prowadzi Polskę prostą drogą do katastrofy" - ocenił poseł Lewicy Andrzej Rozenek.

Z kolei rzecznik PO Jan Grabiec napisał: "Gdyby rząd Morawiecki z taką energią pilnował granicy, z jaką premier atakuje opozycję w Sejmie, to nie mielibyśmy w Polsce problemu z uchodźcami".

Jak oceniła posłanka Biejat, w Sejmie podczas przemówień uzasadniających wprowadzenie stanu wyjątkowego, "nie usłyszeliśmy żadnych konkretów, za to dużo wymówek". "Niczego, co by usprawiedliwiało usunięcie mediów z terenów przygranicznych i radykalne ograniczenie praw obywatelskich. To kompromitacja państwa, a nie dowód siły" - oceniła polityczka Lewicy.

DOSTĘP PREMIUM