Afera mailowa. Były prezes TK zdumiony mailami o premierze i "pani Julii". "Wiadomości z innej planety"

Premier wraz z szefową TK mieli konsultować stanowiska w Sądzie Najwyższym - wynika z maila szefa KPRM Michała Dworczyka, które wyciekły do internetu - Takie "konsultacje" to świadome niszczenie państwa - mówił w TOK FM były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień.
Zobacz wideo

Z najnowszych opublikowanych maili ze skrzynki min. Michała Dworczyka dowiedzieliśmy się, jak przedstawiciel Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha i prezes TK Julia Przyłębska ustalali kwestię obsady stanowiska szefa Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego.W podejmowanie tych decyzji miał być zamieszany sam Mateusz Morawiecki. 

Jak donosi portal tvn24.pl, z innych maili ma wynikać, że Michał Dworczyk mógł namawiać premiera do odwołania z datą wsteczną prezesa Prokuratorii Generalnej Leszka Boska, który został mianowany na sędziego Sądu Najwyższego, bo jako sędzia nie mógł pełnić tej funkcji.

Doniesieniami jest zdumiony Jerzy Stępień. - To brzmi jak wiadomości z innej planety - komentował w TOK FM były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Jak podkreślił, to właśnie po to w demokracji wprowadzono trójpodział władzy (sądownicza, ustawodawcza, wykonawcza-red.), żeby tego rodzaju sytuacje się nie zdarzały. – Sam, jak byłem prezesem TK, to spotykałem się oficjalnie z premierem: wówczas Jarosławem Kaczyńskim czy Kazimierzem Marcinkiewiczem, czy prezydentem Lechem Kaczyńskim. Do głowy by mi nie przyszło, żeby iść tam w pojedynkę. Zawsze brałem ze sobą wiceprezesa TK - wspominał.

I dodał: "Szczególnie, że prezydenta Kaczyńskiego znałem wcześniej z Senatu, więc robiłem wszystko, żeby nie było podejrzeń o jakieś konszachty".

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Zdaniem Stępnia tego typu "konsultacje" to świadome niszczenie państwa. – Trzeba świadomie praktykować zasady rozdziału władz państwowych, bo to tylko wtedy ma sens. Jeśli w grę wchodzą jakieś zakulisowe działania, niejasne, wręcz mafijne wpływy, to niszczy się państwo – wskazywał w rozmowie z Piotrem Maslakiem.

Wielkie wpływy "odkrycia towarzyskiego" pana prezesa

Dzięki wyciekowi korespondencji min. Michała Dworczyka dowiedzieliśmy się, jak duże wpływy ma Julia Przyłębska, która kieruje pracami Trybunału Konstytucyjnego. Jak przypomniał dziennikarz TOK FM, sam prezes Kaczyński nazwał ją swego czasu "odkryciem towarzyskim" i  przyznał, że jadał u niej obiady.

Zdaniem Jerzego Stępnia Kaczyński miał jasny cel, gdy ujawniał szczegóły znajomości z Przyłębską. – Chodziło o jasny sygnał do reszty społeczeństwa, że trójpodział władzy jest fikcją, a wszystko w ręku trzyma on sam. I wielu ludziom władza dyktatorska się podoba. W społeczeństwie jest wiara, że jeśli jeden człowiek będzie trzymał wszystko w ręku, to będzie dobrze, będzie porządek i brak chaosu. Jarosław Kaczyński, ujawniając okoliczności słynnych obiadków z Przyłębską chciał ludzi przekonać, że panuje nad wszystkim. To świadome działanie człowieka, który chce sobie podporządkować całe państwo – podkreślił były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

KO chce wyjaśnień

Klub KO chce uzupełnienia porządku obrad Sejmu o przedstawienie przez prezes TK Julię Przyłębską informacji na temat jej udziału w tzw. aferze mailowej.

Wicerzecznik PiS Radosław Fogiel proszony przez dziennikarzy w Sejmie o komentarz ws. maili powiedział: "nie będę komentował wrzutek rosyjskich służb". - Jeżeli chodzi o maile, mówiliśmy o tym wielokrotnie, to jest operacja rosyjskich służb - podkreślił. Pytany, czy maile są prawdziwe, Fogiel odpowiedział, że celem "tego, kto to zrobił" jest właśnie to, by opinia publiczna w Polsce i dziennikarze "ekscytowali się tym" i "zastanawiali: a to prawdziwe, a to nieprawdziwe".

Do sprawy maili odniósł się także szef klubu PiS Ryszard Terlecki. Pytany w Sejmie, czy prezes TK brała udział w konsultowaniu spraw kadrowych w SN, odparł: "nie sądzę". Na uwagę, że wynika to z opublikowanych w sieci maili, odparł, że nie zna ich treści. Dopytywany, czy rząd powinien wyjaśnić sprawę "wyciekających maili", szef klubu PiS powiedział: "Powinien wyjaśnić. Przede wszystkim powinien wyjaśnić, które są autentyczne, a które są jakoś oszustwem". Dlaczego tak się nie dzieje? - Myślę, że (rząd to) zrobi i że robi, tylko to jest praca, która wymaga pewnego czasu - ocenił Terlecki.

W czerwcu Dworczyk ujawnił, że w związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na jego skrzynkę email i skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, poinformował o ataku hakerów służby państwowe. Stwierdził jednocześnie, że "w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się żadne informacje, które miały charakter niejawny, zastrzeżony, tajny lub ściśle tajny". Cyberataki były tematem m.in. niejawnej części obrad Sejmu, podczas której przedstawiono informację rządu w tej sprawie.

DOSTĘP PREMIUM