Afera mailowa. Mucha ostro: Polski rząd podał się obcym służbom na tacy

To obnaża patologie obecnej władzy - mówią politycy opozycji o kolejnej odsłonie afery z mailami Michała Dworczyka. Z kolei przedstawiciele obozu rządzącego sprawę bagatelizują.
Zobacz wideo

Afera mailowa trwa w najlepsze. Z ostatnich wycieków ze skrzynki szefa Kancelarii Premiera Michała Dworczyka wynik, że Julia Przyłębska - kierująca pracami przejętego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego - była jedną z osób, z którą konsultowano obsadzenie przez prezydenta stanowiska szefa nowej izby Sądu Najwyższego. - A co trójpodziałem władzy? - pytał retorycznie w programie "Wybory w TOK-u" Adam Szłapka z Koalicji Obywatelskiej. Poseł podkreślał, że w "normalnym" kraju taka historia byłaby "dewastująca dla rządu". – Oni łamią przepisy bezpieczeństwa i nie chcą korzystać ze służbowych kont pocztowych, bo boją się wewnętrznych walk frakcyjnych i tego, że kierujący służbami Mariusz Kamiński ich podsłucha. Władza nie uznaje żadnych procedur przestrzegania prawa – ocenił Szłapka.

Oponował poseł PiS Arkadiusz Czartoryski. Polityk przekonywał, że do publikowanych przez hakerów rewelacji trzeba podchodzić z dystansem i poczekać na ustalenia prokuratury w tej sprawie. – Ekscytowanie się codziennie tym, że coś się gdzieś ukaże, jest niepoważne. Muszą zakończyć się procedury i tyle – powiedział Czartoryski i dodał, że zgadza się z szefem swojego klubu, Ryszardem Terleckim, iż trzeba wyjaśnić, który mail jest prawdziwy, a który nie. Jednocześnie polityk dopytywany przez Dominikę Wielowieyską nie chciał odnieść się do treści maili Michała Dworczyka i roli Julii Przyłębskiej.

Z kolei Joanna Mucha z Polski 2050 nie miał wątpliwości, że sprawa wycieku maili Dworczyka i ich treści, świadczy o skali upadki państwa pod rządami PiS. – Mamy Polskę bez żadnego trybu. Widzimy, że można antydatować dokumenty, uzgadniać procedury bez zakorzenienia tego w porządku prawnym. Czy podejmować decyzję w gronie osób do tego nieuprawomocnionych – mówiła Mucha.

Podkreślała, że wielce prawdopodobne jest, iż za wyciekiem stoją rosyjskie służby lub osoby z nimi powiązane. – Polski rząd – korzystając z otwartych kont, które łatwo zhakować – podał im się na tacy. Teraz czytamy o sprawach, które bulwersują opinię publiczną. A niewykluczone, że w tych mailach były też rzeczy, które dla rosyjskich służb były wielce interesujące w kontekście mieszania w państwie. I treści tych wiadomości pewnie nie poznamy – podkreślała posłanka.

DOSTĘP PREMIUM