Kary za Turów. Była wiceminister: Rząd zamiast rozwiązać problem, mówi, że lepszy jest polexit

Rząd powtarza, że nie zamierza płacić kary nałożonej przez TSUE w związku z działaniem kopalni w Turowie. Takie stanowisko krytykowała w TOK FM była wiceminister Anna Kornecka. - Za błędy rządzących płacimy my - Polacy. Dzienna kara to ponad dwa miliony złotych. Czy stać nas na taką rozrzutność? - pytała była wiceszefowa Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii.
Zobacz wideo

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zdecydował, że Polska ma płacić 500 tys. euro dziennie za to, że nie zaprzestała wydobycia węgla w kopalni Turów. Nasz kraj został do tego zobowiązany decyzją unijnego trybunału, po skardze wniesionej przez rząd Czech.

Przedstawiciele polskich władz deklarują, że kopalnia nie zostanie zamknięta. Rządzący karę uważają za "nieproporcjonalną"

Decyzję TSUE i działania rządzących komentowała w Poranku Radia TOK FM Anna Kornecka, była wiceminister rozwoju. - Od wielu miesięcy obserwowaliśmy - wydawałoby się - starania polskiego rządu zmierzające do tego, by do nałożenia kary nie doszło. Ale dziś widzimy, że te starania skupiły się głównie na tym, by namówić stronę czeską do wycofania wniosku z TSUE. Co było raczej niemożliwe - powiedziała.

Przypomnijmy, czeski rząd skierował do TSUE skargę związaną z dalszą działalnością kopalni odkrywkowej, argumentując, że rozbudowa kopalni zagraża m.in. dostępowi do wody w regionie Liberca. Kornecka podkreślała, że cały ten spór "miał charakter środowiskowy" i "trzeba było go po prostu rozwiązać". W jej opinii rząd próbował to zrobić przez udawanie, że kłopotu nie ma.

- Zresztą też wydaje mi się, że rząd nie dopełnił tu pewnej rzetelności wobec polskiego społeczeństwa, polegającej na informowaniu, że rozmowy, które prowadził przez kilka miesięcy, zakończyły się fiaskiem - mówiła była wiceminister.

Pytana przez Jana Wróbla, czy w takim razie opowiada się za tym, by kopalnie w Turowie zamknąć - Kornecka odpowiedziała, że Czechom "wcale nie o to chodziło". Przekonywała, że Czesi domagali się wykonania od Polaków pewnych zabezpieczeń związanych z dostępem do wody. - I oczekiwanym wynikiem sporu powinno być rozwiązanie problemu wody na granicy polsko-czeskiej, a nie zamknięcie kopani - przekonywała polityczka Porozumienia.

2 mln zł kary. "Stać nas na taką rozrzutność?"

Według Korneckiej działania rządu związane z niepłaceniem narzuconych przez TSUE kar "stawiają nas w kłopotliwym położeniu". - Trudno nie odnieść wrażenia, że w sytuacji, która jest dla nas tak dotkliwie niekorzystna, rząd zamiast rozwiązać problem, mówi, że lepszy jest polexit, czyli niewykonywanie wyroków trybunału - stwierdziła.

Gdy dziennikarz TOK FM zwrócił uwagę, że polityczka mówi trochę jak przedstawicielka osławionej "totalnej opozycji", Kornecka powiedziała, że "to pojęcie jest dość mocno nadużywane przez kierownictwo PiS". - Żeby zdyskredytować jakiekolwiek argumenty, które mogłyby być w kontrze do stanowiska przedstawianego przez rząd - wyjaśniła.

- Absolutnie popieram rządzących, którzy bronią interesów Polski i bronią bezpieczeństwa energetycznego Polski. Pod tym względem absolutne nie popieram wniosków, żeby kopalnia miała zaprzestać działalności. Zwłaszcza, kiedy w pobliżu działa kilka podobnych kopalń czeskich i niemieckich - podkreśliła.

- Tu problem dotyka przede wszystkim kwestii środowiskowych, które należało rozwiązać, a nie ignorować i uznawać, że na pewno nie dojdzie do tych najbardziej drastycznych sankcji. Za błędy rządzących płacimy my - Polacy. Dzienna kara to ponad dwa miliony złotych. Czy stać nas na taką rozrzutność? - podsumowała była wiceminister rozwoju.

DOSTĘP PREMIUM