Nepotyzm w państwowych spółkach. "Skala, którą pokazuje ten cykl artykułów, jest porażająca"

- Myślę, że to, że w tej chwili mamy do czynienia z takim nasilonym zjawiskiem nepotyzmu w życiu publicznym, wynika z zaniechań wielu lat i przyzwolenia społecznego na tego typu zachowania - powiedział w TOK FM Jakub Wojnarowski, komentując doniesienia mediów o nepotyzmie w spółkach Skarbu Państwa.
Zobacz wideo

Dziennikarze "Gazety Wyborczej", Radia Zet i Onetu przeanalizowali skład zarządów i rad nadzorczych wszystkich kilkuset spółek Skarbu Państwa. Stworzyli mapę wpływów konkretnych polityków obozu władzy

- Skala, którą pokazuje ten cykl artykułów jest rzeczywiście porażająca - stwierdził w Magazynie EKG Jakub Wojnarowski, dyrektor zarządzający ACCA Polska. Gość Macieja Głogowskiego podkreślał, że "nepotyzm jest jedną z najczystszych form korupcji demolujących życie publiczne i ład korporacyjny". - Ocena tego zjawiska może być jedynie negatywna. Trudno znaleźć jakiekolwiek słowa na obronę. W każdym aspekcie nepotyzm życie publiczne po prostu demoluje - utrzymywał.

Z ustaleń dziennikarzy wynika, że największym "stanem posiadania" pochwalić się może premier  Mateusz Morawiecki, który do państwowych spółek delegował ponad stu bliskich sobie ludzi. Na kolejnych miejscach są: minister aktywów państwowych Jacek Sasin (blisko 40 osób), szef MON i wiceprezes PiS Mariusz Błaszczak (25 osób) oraz europoseł Joachim Brudziński (blisko 30). Łącznie potwierdzono, że związki z politykami Zjednoczonej Prawicy ma około 900 pracowników spółek Skarbu Państwa. 

- Wszystko, co dotyczy naszych zachowań w życiu publicznym czy prywatnym jest emanacją tego, jak zostaliśmy wychowani, czego się nauczyliśmy w szkole i jakie wartości obywatelskie zostały nam wszczepione - komentował w EKG Wojnarowski. - Myślę, że to, że w tej chwili mamy do czynienia z takim nasilonym zjawiskiem nepotyzmu w życiu publicznym wynika z zaniechań wielu lat i przyzwolenia społecznego na tego typu zachowania - stwierdził.

Szefowa Centrum Stosunków Międzynarodowych Małgorzata Bonikowska przypomniała, że był pomysł na to, jak można walczyć z nepotyzmem. - Polegał na tym, by wpisać się w reguły z zachodniej demokracji i stosować konkursy w administracji oraz spółkach Skarbu Państwa. Bo problem nie polega na tym, że ludzie się znają, tylko na tym, jak ich się dobiera - podała.

Podkreślała, że reguła otwartego konkursu i wybierania ludzi na podstawie kompetencji w odniesieniu do danego stanowiska jest kluczowa. - Natomiast Polska tradycyjnie i historycznie preferowała zarządzanie poprzez klientelę. I to jest niestety typowe dla tego zachowania, które dziś obserwujemy. Że w sytuacji, w której partia dominuje w aparacie państwowym, może obsadzać urzędy i spółki, to zupełnie przejmuje ten teren i zaczyna stosować system klientalny, czyli obsadzania swoich ludzi. Po co? Po to, by wzmacniać wpływy polityczne - podsumowała.

Po publikacji artykułów na temat nepotyzmu w państwowych spółkach politycy Lewicy poinformowali, że wystąpią do Najwyższej Izby Kontroli z wnioskiem, by sprawdziła, jak przez ostatnie sześć lat dokonywane były wskazania kandydatów do rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa i na członków zarządu tych spółek.

DOSTĘP PREMIUM