"Niemoralni, odrażający i głupi". Cimoszewicz mówił też, który minister okazał się "głupkiem zupełnym"

To, co się działo na tej konferencji, w wykonaniu ministra spraw wewnętrznych oraz obrony łamało przepisy Kodeksu karnego. Ale prawda jest taka, że oni sami siebie ukarali. Zwłaszcza ten, który komentował słynne zdjęcia, pokazał, że jest głupkiem zupełnym - ocenił w TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz. Były premier zadeklarował, że nie boi się ewentualnej reakcji rządzących na swoje słowa. - Wyrażam swoją opinię, a każdy obywatel ma prawdo do wyrażania swoich opinii - podkreślił.
Zobacz wideo

Maciej Głogowski rozmowę z Włodzimierzem Cimoszewiczem zaczął od pytania o decyzję sprzed 17 lat. - Czy w obliczu konferencji prasowej szefów MSWiA i MON, w obliczu weryfikacji informacji, które wtedy przekazali, albo pamiętając też o 70 mln na wybory kopertowe, czy nie żałuje pan, że jako szef dyplomacji w kwietniu 2004 roku podał się pan do dymisji? Bo okazało się, że urzędnicy resortu w nienależyty sposób zniszczyli twarde dyski złomowanych komputerów - przypomniał gospodarz Poranka Radia TOK FM.

- Oczywiście, że nie żałuję. Bo właśnie tak należy się zachowywać: szef resortu ponosi odpowiedzialność polityczną za to, co się dzieje w podległej mu instytucji. Przyznaję, że trudno byłoby mi wskazać podobne przykłady. Nawet gdy dochodzi do wręcz skandalicznych rzeczy ze strony samych szefów resortów. Nie tylko skandalicznych w sensie obyczajowo-moralnym, ale też prawno-karnym - odpowiedział Włodzimierz Cimoszewicz.

Jak dodał: "To, co się działo na tej konferencji, w wykonaniu ministra spraw wewnętrznych i ministra obrony łamało przepisy Kodeksu karnego". Przypomnijmy, że Mariusz Kamiński w towarzystwie Mariusza Błaszczaka prezentowali zdjęcia, które mają rzekomo pochodzić z telefonów osób, które zatrzymano przy polsko-białoruskiej granicy. Na fotografiach były m.in. sceny dekapitacji - egzekucji dokonywanych przez islamskich radykałów, zdjęcia z Moskwy, ale też treści pedofilskie i zoofilskie.

- Prawda jest, że oni sami siebie ukarali. Zwłaszcza ten, który komentował słynne zdjęcia, pokazał całemu krajowi, że jest głupkiem zupełnym - komentował Cimoszewicz. Przyznał, że używa mocnych słów pod adresem ministrów (szczególnie szefa MSWiA). - Ale jak to inaczej określić? - pytał były premier.

"Niemoralni, odrażający i głupi"

Włodzimierz Cimoszewicz nie ma wątpliwości, że po słynnej konferencji jej autorów nie dotknie żadna kara ani reprymenda. Tak, jak nic się nie wydarzyło w przypadku ludzi władzy, kiedy media nagłaśniały np. nadużycia, nepotyzm.

- Mamy do czynienia z takim układem polityczno-koleżeńskim, który się wewnętrznie skleja, jest w gruncie rzeczy nie do rozbrojenia. W związku z tym będą się bronili do końca, to rodzaj oblężonej twierdzy. Ten problem może być rozwiązany tylko przez zmiecenie, odsunięcie od władzy. Mamy do czynienia z notorycznie łżącym premierem, z ministrami, którzy lamią prawo, z setkami a może nawet tysiącami przypadków obrzydliwego nepotyzmu. To są rzeczy nie do zaakceptowania w cywilizowanym, demokratycznym państwie - ocenił.

- Ale wie pan, jaka będzie odpowiedź (z obozu władzy), że pan użył epitetu wobec ministra i czy tak wygląda cywilizowana debata publiczna - zauważył gospodarz Poranka Radia TOK FM. - Mamy do czynienia z sytuacją skrajną, z ludźmi, którzy tumanią naród, robią wszystko, żeby jak największy odsetek Polaków czuł się zagrożony i przestraszony. Dlatego, że im badania wskazują, że PiS na tym zyskuje. Ta konferencja będzie znana licznym politykom na świecie. Kłamią na tej konferencji. Dopuszczają się obrzydliwych przestępstw na tej konferencji, przy czym robią to w sposób pokazujący, że są ludźmi głupimi, którzy nawet nie potrafią sprawdzić tego, co mają do pokazania na tej konferencji. Niemoralni, odrażający i głupi - tak to niestety jest - podsumował były premier, dziś europoseł.

- Liczy się pan z jakąś odpowiedzialnością za te słowa, jeżeli min. Kamiński nas słucha? - pytał dziennikarz TOK FM. - Proszę pana, ja wyrażam swoją opinię, a każdy obywatel ma prawdo do wyrażania swoich opinii - stwierdził Włodzimierz Cimoszewicz.

Polityk raz jeszcze wrócił do wątku polityków, którzy nie rezygnują ze stanowisk w obliczu skandali, czy nadużyć. Przestrzegał, że brak kar źle kończy się dla partii, które to tolerują. Jako przykład przywołał tzw. aferę podsłuchową, która skończyła się porażką wyborczą Platformy Obywatelskiej. Skandal, którego bohaterami byli m.in. Radosław Sikorski i Bartłomiej Sienkiewicz nazwał "mini skandalikiem", gdy przyrówna się do tego, co dzieje się za czasów obecnej władzy.

DOSTĘP PREMIUM