Kontroler NIK odpowiada na zarzuty ludzi Ziobry. "My w pracy nie mamy poglądów politycznych"

280 milionów złotych wydanych niezgodnie z przepisami. To wynik miażdżącej kontroli dotyczącej wydatków Funduszu Sprawiedliwości. Politycy Solidarnej Polski, jak jeden mąż, krytykują NIK. - Nie czuję się wykorzystywany do politycznych rozgrywek - przekonywał w TOK FM Paweł Gibuła, koordynator kontroli.
Zobacz wideo

Działania ministra sprawiedliwości sprzyjały powstawaniu mechanizmów korupcjogennych - twierdzą urzędnicy NIK-u i publikują miażdżące wyniki kontroli w Funduszu Sprawiedliwości. Według raportu nawet 280 milionów złotych zostało wydane ze złamaniem prawa. A tylko jedna trzecia pieniędzy z funduszu trafiła - zgodnie z przeznaczeniem - do ofiar przestępstw.

Kontrolerzy kwestionują m.in. dofinansowanie do konferencji organizowanej przez Fundację Wyszehradzką. Na wynajem i catering przeznaczono 500 tys. zł, a bankiet kosztował kolejne 200 tys. zł. - Nie widzę tutaj żadnego związku z tematyką choćby przeciwdziałania przestępczości. Fundacja zajmuje się propagowaniem współpracy między krajami. Taka tematyka była tam poruszana. Podobno miały zostać wysnute jakieś wnioski legislacyjne w zakresie przeciwdziałania przestępczości. Jednak, gdy dopytywaliśmy o to prezesa fundacji, to nie pamiętał czy tak było. Nie dał nam żadnych konkretów w tym zakresie - opowiadał na antenie TOK FM Paweł Gibuła, doradca ekonomiczny i koordynator kontroli NIK.

Izba wytknęła resortowi Zbigniewa Ziobry, że powierzał realizację skomplikowanych projektów niedoświadczonym podmiotom. Przykładem może być fundacja Ex Bono z Opola, która nie miała kadr ani choćby bazy lokalowej, a otrzymała 10 mln złotych dotacji na zbudowanie sieci punktów pomocy ofiarom przestępstw w dwóch województwach. - Zazwyczaj wchodzimy gdzieś na kontrolę, wita nas dyrektor. Tutaj przez 2-3 tygodnie nie mogliśmy w ogóle nawiązać z nimi kontaktu. Sam minister sprawiedliwości, który finalnie na terenie jednego z województw wypowiedział dotację fundacji, od roku nie jest w stanie przesłać jej korespondencji - rozliczyć się, nałożyć kary - bo ta skutecznie unika odebrania listów. To jest fundacja "duch", nie sposób spotkać jej przedstawicieli - wskazywał Gibuła.

Podkreślał, że z resortu płynęło do kontrolerów stanowisko, iż trzeba dawać szansę nowym podmiotom na wykazanie się. - My się z tym zgadzamy, ale w jakichś racjonalnych ramach organizacji - dodawał gość TOK FM.

Kontrolerzy zarzucili też resortowi sprawiedliwości, że fundusz był źródłem zarobków dla wybranych osób. Gibuła tłumaczył, że członkowie gremiów kierowniczych organizacji pozarządowych, które miały pomagać osobom pokrzywdzonym w wyniku przestępstw, jednocześnie pełnili w ramach tych projektów odpłatne funkcje. - Spójrzmy na Stowarzyszenie Hojne Serce, które operuje w relatywnie małej miejscowości (Końskie - red.). Jej wiceprezes na podstawie umowy zawartej z kierowanym przez siebie stowarzyszeniem, pełnił w ramach projektu funkcję specjalisty-prawnika udzielającego konsultacji osobom pokrzywdzonym przestępstwem. Przez 15 miesięcy zarobił 250 tysięcy złotych. Jeśli dodamy do tego okoliczność, że osobami które zwracały się do niego o pomoc prawną byli brat i bratowa, to mamy zasadnicze wątpliwości - wskazywał Gibuła.

"My nie mamy w pracy poglądów politycznych"

Raport NIK wywołał gwałtowną reakcję kierownictwa resortu sprawiedliwości. Michał Wójcik, zastępca Zbigniewa Ziobry, orzekł, że skoro w Sejmie jest wniosek o uchylenie immunitetu prezesowi NIK Marianowi Banasiowi, to "wszystko samo się komentuje". Z kolei inny wiceminister sprawiedliwości - Marcin Romanowski - powiedział, że "raport jest zatrważającym dowodem braku elementarnej rzetelności tej izby" oraz że NIK wykorzystywana jest do walki politycznej.

Gibuła stanowczo temu zaprzeczył. - Nie czuję się wykorzystywany do politycznych rozgrywek. Jestem urzędnikiem, który od 15 lat pracuje w NIK. Przy tej kontroli spotkałem wielu fantastycznych pracowników, którzy ryzykowali swoje zdrowie w czasie pandemii i byli wielce zaangażowani w swoją pracę. Zapewniam, my w pracy nie mamy, nie mieliśmy i nie będziemy mieć żadnych poglądów politycznych - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM