Rzecznik Praw Dziecka "nie odnotował przypadków stosowania przez Straż Graniczną metody push-back"

Rzecznik Praw Dziecka w końcu zabrał głos w sprawie tego, co dzieje się przy granicy z Białorusią. Mikołaj Pawlak pojechał na tereny przygraniczne. I co najważniejsze nie dopatrzył się, że polskie służby wypychają cudzoziemców z terenu Polski, wywożą złapane osoby z powrotem na granicę. W sprawie rodzin z dziećmi, które trafiły do siedziby Straży Granicznej w Michałowie, też zabrał głos. "Migranci domagali się zawiezienia ich do Niemiec. Zgodnie z prawem Straż Graniczna musiała więc przekazać ich stronie białoruskiej" - czytamy w komunikacie.
Zobacz wideo

Rzecznik Praw Dziecka przyzwyczaił nas już, że niespecjalnie śpieszy się z zabieraniem spraw w ważnych sprawach. Nie inaczej jest w przypadku kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Dopiero w niedzielę dowiedzieliśmy się, co Mikołaj Pawlak myśli w tej sprawie.

Jak poinformowało biuro RPD, Pawlak był przy granicy z Białorusią. Rozmawiał tam m.in. z funkcjonariuszami podlaskiej straży granicznej, był też w ośrodkach dla cudzoziemców. "Z uzyskanych wyjaśnień i informacji wynika, że rodziny z dziećmi, które przedostaną się na terytorium Polski i poproszą o objęcie ich procedurą ochrony międzynarodowej, są kierowane do ośrodków dla cudzoziemców, gdzie czekają na decyzje Urzędu do Spraw Cudzoziemców" - czytamy w komunikacie RPD.

Jak dodał zespół prasowy RPD, w regionie podlaskim w ośrodku w Białymstoku przebywa obecnie - według stanu na 1 października - 135 cudzoziemców: 26 rodzin i 64 dzieci, zaś w ośrodku Czerwony Bór 148 cudzoziemców: 40 rodzin i 61 dzieci.

"Rzecznik nie odnotował przypadków stosowania przez polską Straż Graniczną metody push-back. Przekazywanie stronie białoruskiej dotyczy migrantów, którzy po nielegalnym przedostaniu się na terytorium naszego kraju odmawiają ochrony ze strony Polski, ponieważ chcą jechać dalej na zachód Europy. Polska Straż Graniczna nie ma podstaw prawnych do transportowania ich do Niemiec. Byłoby to złamanie prawa międzynarodowego i pomoc w nielegalnym procederze przemytu ludzi" - wskazano.

Przypomnijmy, że nie jest tajemnicą, że co najmniej od kilku miesięcy polskie służby wypychają cudzoziemców z terenu Polski, osoby, którym udało się przedrzeć są często z powrotem wywożone na tereny przy granicy z Białorusią.

O stosowaniu metody push-back oficjalnie mówią m.in. przedstawiciele służb, np. zastępca komendanta Straży Granicznej w Michałowie potwierdził - podczas spotkania z radnymi - że rodziny z dziećmi, które niedawno trafiły do siedziby SG zostały ponownie wywiezione.

Co na temat takich sytuacji ma do powiedzenia RPD?

"Przekazywanie stronie białoruskiej dotyczy migrantów, którzy po nielegalnym przedostaniu się na terytorium naszego kraju odmawiają ochrony ze strony Polski, ponieważ chcą jechać dalej na zachód Europy. Polska Straż Graniczna nie ma podstaw prawnych do transportowania ich do Niemiec. Byłoby to złamanie prawa międzynarodowego i pomoc w nielegalnym procederze przemytu ludzi" - wskazano w komunikacie.

Jak dodano, migranci, którzy nie zgadzają się na umieszczenie ich w polskim ośrodku - po udzieleniu im pomocy medycznej - przekazaniu żywności i odzieży, są zgodnie z prawem przekazywani stronie białoruskiej w bezpiecznych dla nich warunkach. "Rzecznik Praw Dziecka nie odnotował przypadków pozostawiania migrantów 'w lesie czy na bagnie', jak donosiły niektóre media" - napisano.

RPD potwierdził natomiast - jak wynika z komunikatu - przypadki wykorzystywania dzieci przez służby białoruskie i migrantów w celu nakłonienia funkcjonariuszy SG do odstąpienia od zatrzymania. "Dzieci są m.in. specjalnie rozbierane i wyziębiane".

Dalej w komunikacie RPD informuje, że odnotował przypadki stosowania przemocy wobec migrantów - także wobec dzieci - przez funkcjonariuszy białoruskich służb. "Z informacji przekazywanych przez migrantów wynika, że zdarzają się przypadki pobicia i zmuszania do przekraczania granicy z Polską na terenach niebezpiecznych, bagiennych. Rzecznik stwierdza, że takie działania naruszają podstawowe prawa człowieka. Odnotowano także przypadki dostarczania migrantom przez stronę białoruską narzędzi do niszczenia polskich zabezpieczeń granicznych" - czytamy.

RPD za niedopuszczalne uznał publikowanie wizerunku dzieci, chronionego m.in. przez przepisy o ochronie danych osobowych i zaapelował do polskich mediów, polityków i użytkowników serwisów społecznościowych, "aby uszanowali prawa migrantów, a zwłaszcza dzieci, do prywatności".

Wyraził też uznanie "dla wszystkich osób i organizacji, które pomagają ludziom, a w szczególności dzieciom i ich rodzinom skrzywdzonym w konflikcie migracyjnym". "Szczególne uznanie należy się funkcjonariuszom Straży Granicznej, którzy chroniąc polskie granice i nasze bezpieczeństwo, udzielają dzieciom migrantów daleko idącej i często wykraczającej poza ich obowiązki pomocy humanitarnej" - napisano.

RPD poinformował o udzielanej pomocy

W komunikacie biura RPD poinformowano też m.in. spotkaniu Pawlaka  "z rodziną z Iraku małżeństwem z 6-letnią córką, którzy po nielegalnym przekroczeniu granicy wymagali interwencji lekarza. Funkcjonariusze Straży Granicznej wezwali karetkę pogotowia. W szpitalu udzielono im pomocy i otoczono opieką. Gdy stan zdrowia dziewczynki się poprawił, cała rodzina została objęta procedurą ochrony międzynarodowej" - czytamy w komunikacie.

Biuro RPD wskazało też, że w ośrodkach migranci mają zapewnioną całodobową opiekę, w tym medyczną, a dzieci edukację, zaś ośrodki dla cudzoziemców są wizytowane przez pracowników biura RPD. "Warunki pobytu są oceniane co do zasady pozytywnie, a zdecydowana większość skarg cudzoziemców dotyczy sądowych decyzji o pozbawieniu ich wolności. Rzecznik nie ma uprawnień do udziału w postępowaniach prowadzonych na gruncie Kodeksu postępowania karnego - taki charakter mają sprawy detencyjne. Rzecznik nie może zażalić postanowień sądów rejonowych o umieszczeniu dziecka w detencji czy o przedłużeniu pobytu, nie może także składać wniosków o zwolnienie małoletniego z detencji" - napisano.

Od momentu obowiązywania stanu wyjątkowego w pasie przy granicy z Białorusią - czyli od 2 września - dziennikarze nie są w stanie weryfikować informacji przekazywanych przez polskie służby. Bo nie mają prawa wjazdu do gmin, w których obowiązuje stan wyjątkowy. To samo dotyczy działaczy organizacji pozarządowych. Ale wiadomo, że cały czas w Usnarzu Górnym przebywa (już od dwóch miesięcy) grupa ponad 30 osób. Cały czas ich prośby o objęcie opieką międzynarodową są przez Polskę ignorowane. Polskie służby nie dopuszczają też do cudzoziemców prawników. Przypomnijmy, że Europejski Trybunał Praw Człowieka nakazał Polsce udzielenie pomocy migrantom oraz dopuszczenie do nich pełnomocników prawnych. Postanowienie nie zostało wykonane do dziś.

DOSTĘP PREMIUM