"Przelała się czara goryczy". To oni stoją za listem o dzieciach uchodźców, odczytanym podczas gali NIKE

"Nie możemy pozwolić na to, żeby w naszym kraju dzieci były wywożone na śmierć do lasu. Wykonajcie dziś, zaraz jeden telefon do kogoś, kogo znacie, a kto może sprawić, że te dzieci nie umrą" - piszą w liście do żon, córek i matek polityków "Rodziny bez granic".
Zobacz wideo

"Rodziny bez granic" to grupa na Facebooku, która powstała zaledwie kilka dni temu. Jej twórcą jest Piotr Kubkowski, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, kulturoznawca, historyk kultury i tata trójki dzieci. W działanie tej społeczności zaangażowana jest też jego żona Laura.

Ich działanie zaczęło się, gdy opiekowali się w domu chorymi dziećmi, czytali teksty w internecie, słuchali radia, przeglądali Facebooka. - Przelała się w nas czara goryczy, uznaliśmy, że nie możemy stać z boku i patrzeć na to, co się dzieje m.in. z dziećmi na granicy - mówi pan Piotr. Przyznaje, że to wtedy pojawił się pomysł niemego protestu przed siedzibą Straży Granicznej. - Chcieliśmy pójść, usiąść tam z dziećmi, wiedzieliśmy, że przyjdzie jeszcze kilkanaście rodzin. Przyszło kilkaset osób. Wszystko odbiło się bardzo szerokim echem - dodaje.

Protesty mają być kontynuowane w kolejnych dniach.

Poruszający list

Grupa "Rodziny bez granic" przygotowała list. Pismo zaadresowano do żon, córek i matek polityków. Jego fragment został odczytany na Gali Nagrody Literackiej NIKE. Wielu uczestników imprezy trzymało też kartki z pytaniem "Gdzie są dzieci?" - chodzi oczywiście o dzieci z granicy, odsyłane na Białoruś. 

Jak wasze dzieci, ta mała dziewczynka ubrana jest w pajacyk. Ten jest już sztywny od brudu. Jak wasze córeczki, kiedy miały półtora roku, stoi jeszcze niepewnie. To ten wiek, kiedy dzieci zaczynają naśladować zwierzątka, uciekać z chichotem, przeglądać książeczki z głośnym 'u'. Mówimy wtedy, że są słodkie, nosimy je na biodrze i mimo zmęczenia jesteśmy szczęśliwe. Nie myśleć o tej dziewczynce można tylko wtedy, kiedy omija się zdjęcie wzrokiem. Jedno spojrzenie na nią wystarczy, żebyście zobaczyły w niej figlarność, prostotę spojrzeń waszych dzieci

- piszą w liście "Rodziny bez granic".

Do wszystkich

- Pierwszym pomysłem było to, by był to list skierowany do rodzin polityków i decydentów, by spróbować dotrzeć do nich w ten sposób, nie patrząc na barwy partyjne. Ale w tej chwili uznajemy, że jest to list do wszystkich: do matek, ojców, córek, szeroko pojętych rodzin, które nie zgadzają się na to, co dzieje się na granicy - mówi Agata Sikora z grupy "Rodziny bez granic".

Autorom i autorkom listu zależy na tym, by dotarł on do polityków, samorządowców, lokalnych gazet, organizacji pozarządowych. - Do wszystkich, którym los dzieci z granicy i ich rodzin nie jest obojętny - słyszymy. 

Musicie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby jeszcze dziś dostały ciepłe mleko i lekarstwa. Jeśli politycy nie potrafią ich zobaczyć, to my im pomóżmy, przypomnijmy im, że też mają dzieci i wnuki. Przypomnijmy, że nasi przodkowie też nieraz musieli uciekać i ktoś im wtedy pomógł. Pokażmy, że żadne polityczne podziały nie są ważne, jeśli mówimy o oddechu, o błysku oka konkretnego dziecka

- czytamy w liście.

Posłuchaj rozmowy z twórcami listu:

DOSTĘP PREMIUM