Morawiecki w Sejmie o unijnej "uzurpacji". Ekspertka: Mnóstwo hipokryzji i przekłamania

Mateusz Morawiecki w Sejmie przekonywał, że Polska nie podda sie unijnej uzurpacji. Politolożka, Renata Mieńkowska-Norkiene, zwróciła uwagę, że polski rząd "biegnie" do Brukseli, kiedy ma kłopoty, ale krytykuje ją, kiedy ta chce na przykład kontrolować wydawanie unijnych środków.
Zobacz wideo

W czwartek, podczas posiedzenia Sejmu, nieoczekiwane głos zabrał Mateusz Morawiecki. Premier z jednej strony przekonywał, że hasła o polexicie to fake news i zarzucał Donaldowi Tuskowi kłamstwa. Z drugiej jednak utrzymywał, że Polska w Unii Europejskiej nie będzie stała "w kącie", ale będzie walczyła o swoją suwerenność. 

- Mówimy "nie" dla jednego państwa europejskiego z jedną centralą w Brukseli. Mówimy "nie" dla centralizacji brukselskiej. Mówimy "nie" dla USA Europy, bo to następna chora koncepcja lewackich ideologów i mówimy "nie" dla takiej koncepcji. W Polsce suwerenem jest naród, a nie urzędnik unijny. Nie pozwolimy na uzurpację kompetencji przez europejskie instytucje - przekonywał szef rządu.

Przemówienie premiera w Wywiadzie Politycznym TOK FM komentowała prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Katedry Polityki Unii Europejskiej na UW. Zaznaczyła, że wyżej cytowana wypowiedź jest "ciekawa", ponieważ kiedy pojawia się jakiś problem - Morawiecki zdecydowanie zmienia sposób mówienia o Wspólnocie. - Na przykład ostatnio, kiedy mamy problem z wysokimi cenami gazu, które w nas w Europie Środkowej i Wschodniej uderzają, to nagle okazuje się, że polski rząd biegnie do Komisji Europejskiej, żeby Komisja coś zarządziła, żeby podjęła jakieś kroki, żeby nacisnęła na niektóre państwa, zajęła się wspólnymi dostawami czy szukała nowych źródeł energii - dziwiła się politolożka.

- Co za dwoistość. Z jednej strony nie będziemy Unii pozwalali, żeby wtrącała się w to, w jaki sposób rozdajemy pieniądze europejskie, ale z drugiej strony bardzo chcemy, żeby nam pomogli wtedy, gdy okazuje się, że na poziomie europejskim możemy zrobić więcej - dodała. - Jest w tym mnóstwo hipokryzji i przekłamania - podsumowała.

Dopytywana, jak dalej będą układać się relacje między Warszawą a Brukselą - prof. Mieńkowska-Norkiene oceniła, że Prawo i Sprawiedliwość liczy, iż Komisja Europejska "się ugnie", zatwierdzi w końcu polski Krajowy Plan Odbudowy i wypłaci nam środki z Funduszu Odbudowy.

Zdaniem ekspertki jest wątpliwe, że to stanie się w najbliższym czasie, bo Komisja Europejska wie, że to jest jeden z nielicznych sposobów, jaki może wpłynąć na polski rząd. 

Na koniec prowadząca audycję Karolina Lewicka wspomniała jeszcze o zaplanowanej na wtorek debacie w Parlamencie Europejskim. Eurodeputowani chcą rozmawiać o ostatnim orzeczeniu Trybunału Julii Przyłębskiej, który stwierdził, że wybrane przepisy Traktatu UE są niezgodne z polską konstytucją. W debacie, na wniosek rządu, uczestniczyć ma premier Mateusz Morawiecki.  

Prof. Mieńkowska-Norkiene dziwiła się, że "z jednej strony szef rząd jedzie rozmawiać z europarlamentarzystami, a z drugiej oskarża Brukselę, że jest tylko grupą urzędników". - Otóż to nie jest tylko grupa urzędników. Mamy Parlament Europejski, który uczestniczy w procesie ustawodawczym, w którym mamy przecież swoich przedstawicieli. Zasiada tam chociażby Patryk Jaki - przypomniała politolożka. - W związku z tym, jeśli pan premier tam jedzie i chce pokazać swoje stanowisko, to chyba jednak uznaje, że ten parlament ma jednak jakiś sens i że to nie jest wyłącznie grupa urzędników - dodała. 

Na koniec ekspertka przyznała, że nie sądzi, by szef rządu przekonał większość eurodeputowanych do swoich racji. 

Słuchaj całej rozmowy!

DOSTĘP PREMIUM