Marta Lempart: Nie świętujemy przegranych powstań. Nie palimy świeczek. Bierzemy się do roboty

Pamiętajmy, jeśli w Polsce byłaby praworządność, to ten faktyczny zakaz aborcji nie miałby prawa się zdarzyć - mówiła w TOK FM Marta Lempart. Dokładnie przed rokiem TK, którym kieruje Julia Przyłębska uznał, że przepis pozwalający na aborcję z powodu ciężkich i nieodwracalnych wad płodu jest niezgodny z konstytucją.
Zobacz wideo

Wyrok, który zapadł 22 października 2020 roku, wywołał wielką falę protestów w całym kraju. Manifestacje organizowano przez wiele tygodni. W rocznicę wyroku w całej Polsce odbędą się protesty pod hasłem "Bronimy życia".

Jak mówiła w Poranku Radia TOK FM Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet aktywistki cały czas skupiają się na działaniu. – Zakasujemy rękawy. Nie świętujemy przegranych powstań. Nie palimy świeczek, nie robimy smutnych zgromadzeń - podkreśliła. I dodała: "Cały czas zbieramy podpisy pod projektem ustawy o legalnej aborcji bez kompromisów".

Akcja zbierania podpisów trwa od dwóch miesięcy i ma zakończyć się pod koniec rok. – Wiemy, że musimy zebrać ich dużo więcej niż potrzebne 100 tysięcy, bo te nasze będą dużo dokładniej badane niż podpisy zbierane przez panią Godek – ironizowała Lempart.

Gościni TOK FM podkreśliła, że polskie aktywistki wzorują się na argentyńskich, które w połowie 2020 roku wywalczyły w końcu legalną aborcję do 14. tygodnia ciąży. – Idziemy powoli argentyńską ścieżką. Komitet inicjatywy ustawodawcze rozszerza się. W Argentynie działało w takim ciele 720 organizacji. I to jest nasza lekcja do odrobienia. Musimy przekonać jak najwięcej ludzi i organizacji, a dopiero się tego uczymy – mówiła Lempart.

"Bijemy na alarm"

Jej zdaniem, kwestia dostępu do aborcji w Polsce jest ściśle powiązana z praworządnością. – Rozjuszyło nas, że w projekcie rezolucji Parlamentu Europejskiego o praworządności (przyjęta w czwartek-red.), nie było mowy o oświadczeniu pani Przyłębskiej z października 2020 roku. Dopiero po poprawkach udało się naprawić ten błąd. Wtedy użyto TK w sposób polityczny, żeby odebrać prawa kobietom. Generalnie rozdzielanie spraw niezależności sądów od prawa do aborcji jest uciążliwe i wielu używa tego jako wygodnej wymówki. Pamiętajmy, jeśli w Polsce byłaby praworządność, to ten faktyczny zakaz aborcji nie miałby prawa się zdarzyć – tłumaczyła gościni TOK FM.

Dlatego aktywistki obawiają się, że w następnej kolejności rządzący mogą próbować wypowiedzieć Konwencję stambulską o przemocy domowej. – Ten wniosek leży w Trybunale i jeśli nie będzie reakcji instytucji unijnych, to oni się tym zajmą. Bijemy na alarm, próbujemy się przebić z tym tematem. Niestety, Komisja Europejska działa średnio z czteroletnim opóźnieniem. Byłoby łatwiej, gdybyśmy nie byli w tym sami – ubolewała Lempart i dodał, że aktywistki już tworzą w 600 miastach Polsce sieć punktów pomocy dla ofiar przemocy domowej.

DOSTĘP PREMIUM