Czego Kaczyński i Błaszczak nie powiedzieli na konferencji ws. armii? "Nie bardzo ufamy NATO"

Wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński i szef MON zapowiedzieli modernizację polskiej armii, która będzie liczyła 300 tys. żołnierzy. - Każdy wódz chciałby mieć wielką armię. Wiemy, że Jarosław Kaczyński z pasją bawił się ołowianymi żołnierzykami. I chce się zabawić po raz kolejny - ocenił w TOK FM Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej".
Zobacz wideo

Wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński oraz minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak przedstawili założenia nowej ustawy o obronie ojczyzny. - Jeśli chcemy uniknąć tego najgorszego, czyli wojny, to musimy działać ze starą zasadą: "Chcesz pokoju, szykuj się do wojny" - powiedział Kaczyński.

Dodał, że obecne siły zbrojne Polski nie są "na miarę potrzeb". - Sytuacja się zaostrzyła, mamy wojnę hybrydową na granicy, prowokacje, mamy bardzo potężną armię rosyjską wspieraną przez armię białoruską. Można stwierdzić, że ambicją obecnych władz Rosji jest odbudowa dawnego imperium. To wszystko skłania nas do radykalnego umocnienia polskich sił zbrojnych i ta ustawa właśnie temu ma służyć - podkreślił prezes PiS i zapowiedział program modernizacji polskiej armii.

Zdaniem Pawła Wrońskiego z "Gazety Wyborczej", Mariusz Błaszczak i Jarosław Kaczyński chcą stworzyć "ogromną armię, która ma nas obronić i podnieść nasz prestiż". - Przygotowują się do wojny, która ma polegać na tym, że będziemy przez dłuższy czas bronić się samodzielnie, bo NATO przyjdzie nam bardzo późno z pomocą. Siły zbrojne mają liczyć min. 300 tys. ludzi – powiedział w TOK FM i przypomniał, że obecnie polska armia liczy ok. 105 tys., do tego ok. 30 tys. członków Wojsk Obrony Terytorialnej.

Jak jednak dodał, w zapowiedziach Kaczyńskiego i Błaszczaka nie padła najważniejsza informacja: ile to wszystko będzie kosztować. Przypomniał, że już teraz Polska wydaje 51 mld zł na siły zbrojne i jest w czołówce NATO, jeśli chodzi o wydatki wojskowe.

Mariusz Błaszczak poinformował, że zapowiadane zmiany ma sfinansować Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, który zasilany będzie: wpływami ze skarbowych papierów wartościowych, środkami z obligacji wyemitowanych przez Bank Gospodarstwa Krajowego, wpłatami z budżetu państwa, wpłatami z zysku z Narodowego Banku Polskiego. - Czyli generalnie będą pożyczać pieniądze na rynkach - skomentował Paweł Wroński i podkreślił, że pozyskane w ten sposób pieniądze na modernizację polskiej armii będą poza kontrolą Sejmu.

- Generalnie jeśli się projektuje siły zbrojne, to są wyznaczone cele, możliwości finansowe państwa. Tu najwyraźniej takich badań nie ma, ale jest zamierzenie, żeby zrobić coś wielkiego. Każdy wódz chciałby mieć wielką armię. Wiemy, że Jarosław Kaczyński z pasją bawił się ołowianymi żołnierzykami. I chce się zabawić po raz kolejny - ocenił gość TOK FM.

Podał też w wątpliwość skuteczność planów rządzących. - Podstawowym celem armii jest bronienie kraju. Jarosław Kaczyński uważa, że zostaniemy zaatakowani, a świadczy o tym agresywna postawa Rosji. Ale żeby samodzielnie się jej przeciwstawić, to 300 tys. żołnierzy to trochę mało. Jeśli Rosja atakuje Polskę, to jest jasne, że w parę dni dochodzi do linii Wisły. Najwyraźniej Jarosław Kaczyński doszedł do wniosku, że trzeba stworzyć tak wielką armię, by nawet jeśli ktoś pomyśli o zaatakowaniu nas, to tego nie zrobi - stwierdził.

Jego zdaniem, zapowiedzi dot. stworzenia 300-tysięcznej armii świadczą o tym, że rządzący Polską nie ufają NATO. - Kaczyński wychodzi z założenia, że skoro jesteśmy na skraju NATO, to musimy być zdolni do obrony samodzielnej. Czyli nie bardzo ufamy NATO, musimy zaufać sobie - zakończył gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM