Afera mailowa. Michał Dworczyk miał użyć maksymy Waffen SS, pisząc o kolegach z rządu

"Jeśli mielibyśmy się kierować starą sprawdzoną zasadą wygrawerowaną na sztyletach Waffen SS - Meine Ehre heißt Treue (Moim honorem jest wierność) - to poddałbym pogłębionej analizie i namysłowi..." - tak miał zaczynać się mail Michała Dworczyka, w którym szef kancelarii premiera odnosił się do kwestii lojalności członków rządu.
Zobacz wideo

Chodzi o mail Michała Dworczyka z 27 września 2020 roku. Jak wynika z jego treści, zasady obowiązującej w SS - "Meine Ehre heißt Treue" ("Moim honorem jest wierność") - nie przestrzegają m.in. Jan Dziedziczak, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a także Marcin Horała, wiceminister infrastruktury i budowniczy Centralnego Portu Komunikacyjnego. 

Wspomnianą w mailu maksymą posługują się neonaziści. W Niemczech za użycie tego hasła grożą nawet 3 lata więzienia.

Mail ujawnił serwis Poufna Rozmowa, publikujący od kilku miesięcy materiały mające pochodzić z prywatnej skrzynki szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Sam Dworczyk nigdy nie przyznał, że maile są autentyczne, ale prawdziwość pojedynczych listów potwierdzali inni politycy, m.in. Patryk Jaki.

Afera mailowa

Od miesięcy w internecie pojawiają się przecieki rzekomych maili ludzi u szczytu władzy. Wszystko zaczęło się od skrzynki pocztowej Michała Dworczyka, szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Niedawno o sprawę pytany był sam wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński. - To jest jeszcze sprawa, która musi być rozwiązana. Nie wypowiadam się co do ogólnej pozycji ministra Dworczyka, tylko co do tego, co ma nastąpić bardzo niedługo - stwierdził Kaczyński w RMF FM.

Dopytywany, czy to znaczy, że jednak pozycja Dworczyka nie jest silna, Kaczyński powtórzył, że nie chce w tej chwili wypowiadać się co do jego pozycji. - Taki problem niewątpliwie istnieje, ale nie należy tutaj reagować w sposób, który by wypełniał oczekiwania tych, którzy to realizują. Przecież wiadomo, kto to zrobił. To zrobili Rosjanie. My nie będziemy się wpisywali w ich scenariusze - powiedział wicepremier.

Na uwagę, że część z tych maili potwierdzono, że były prawdziwe, Kaczyński odpowiedział: "no tak, ale cała operacja ich porwania to nie jest tak, że minister Dworczyk dostarczył te maile Rosjanom, tu nie ma żadnej wątpliwości, że to nie on". Pytany, czy sam używa skrzynki prywatnej do korespondencji rządowej, Kaczyński powiedział, że używa takich metod, które są w granicach ścisłej tajności. - Nie mogę o nich mówić. Na pewno nie wyciekną - dodał.

DOSTĘP PREMIUM