"Coś złego dzieje się z moim dzieckiem". Ryszard Brylski o próbie upolitycznienia jego najnowszego filmu

''Polacy i Żydzi wespół ginęli w Holocauście'' - napisała Polska Fundacja Narodowa na stronie promującej film "Śmierć Zygielbojma". Dodała też, że film - rzekomo - podkreśla, że "żaden czynny udział Polaków w zagładzie Żydów nie był możliwy". - To nieprawda - mówi w rozmowie z TOK FM reżyser filmu Ryszard Brylski. I podkreśla, że nie zgadza się na zawłaszczanie tej historii przez propagandę polityków.

Film opowiada o Szmulu Zygielbojmie, który w czasie wojny przedostał się do Londynu, by opowiedzieć o ogromie zbrodni popełnianych przez Niemców na Żydach. Gdy zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie przekonać innych do działania - popełnił samobójstwo. 

***

TOK FM: Panie Ryszardzie, skąd się pan dowiedział, że Polska Fundacja Narodowa zamieściła taki a nie inny opis pana filmu? Opis, o którym historycy mówią wprost, że to brednie

Ryszard Brylski, reżyser "Śmierci Zygielbojma": Dowiedziałem się o tym z audycji Radia TOK FM. Nie słyszałem jej, choć słucham Was często, jak jeżdżę samochodem, ale tu akurat powiedziały mi o tym inne osoby, które tej audycji słuchały. Przeczytałem potem oczywiście to, co ukazało się na stronie Polskiej Fundacji Narodowej i byłem tym zbulwersowany. Poczułem, że zawłaszcza się film, który miał pokazać, że nie można być obojętnym. Ten film absolutnie nie miał służyć politycznym przepychankom czy nowym tezom polityki historycznej. 

Jak pan przeczytał, że pana film mówi o tym, że "żaden czynny udział Polaków w zagładzie Żydów nie był możliwy" - co pan pomyślał?

Te treści, to zagadnienie - w ogóle w tym filmie nie istnieją. A takie opisy sprowadzają go do najniższego poziomu - filmu propagandowego, skleconego na potrzebę doraźnej, moim zdaniem - chorej - idei politycznej. To jest film historyczny, biograficzny, ale też dramat psychologiczny; film, który ma wywoływać zadumę, refleksję. A ja się zorientowałem, że film jest ciągnięty w otchłań politycznej propagandy. I dlatego musiałem zaprotestować. 

Zabrał pan mocny, stanowczy głos na oficjalnej premierze - w obecności m.in. ministra kultury i szefa Polskiej Fundacji Narodowej. Gdy robił pan ten film, nie przeszło panu przez myśl, że ta narracja rządzących może pójść w taką a nie inną stronę?

Nie spodziewałem się tego, naprawdę. Ten film wydawał mi się tak szlachetny w swoim przesłaniu, że nie sądziłem, że ktoś będzie go próbował tak przeformatować. To oczywiście boli. Pierwsza myśl, którą miałem: "Coś złego dzieje się z moim dzieckiem". Potem pojawił się wstyd, że ktoś ten film upolitycznia.

Część osób mówiła, że na niego nie pójdzie, bo to film rządowy.

No właśnie.  Na jednym z pokazów przedpremierowych - dla edukatorów, nauczycieli, usłyszałem zdanie, którego początkowo nie zrozumiałem. Jedna z nauczycielek w toku dyskusji powiedziała, że film jej się bardzo podobał, że się wzruszyła, ale nie będzie mogła pokazać go swoim uczniom, bo jest zrobiony na zlecenie ministra, a przez to jest to dla niej film upolityczniony.

Czyli nawiązała do napisu, który się w filmie pojawia o tym, że pomysł na film wyszedł od Piotra Glińskiego - ministra kultury.

Tak, pierwszy raz się wtedy dowiedziałem, że taki napis został dodany. To mnie zaskoczyło - owszem, mówiło się o tym wcześniej, ale ja powiedziałem stanowczo, że się na coś takiego nie zgadzam. Ja nie rozumiem tego wpisu, bo co to znaczy "Pomysł filmu Piotr Gliński"?

Może to, że film zostaje wam - twórcom - w jakimś sensie odebrany?

Że będzie zawłaszczony przez ludzi, którzy dali na film pieniądze i wydaje im się, że mogą zrobić z nim wszystko? To nie jest ich własność. Pieniądze na film zawsze daje mecenas albo państwo i na takie filmy - musi dawać. Ale film nie może się stać przedmiotem ogromnych manipulacji. Dlatego musiałem temu zaprzeczyć. Stanowczo i mocno. Na premierze. Nie mogłem dłużej milczeć i pozwolić na zawłaszczanie naszego filmu.

Czy w tym sformułowaniu, które pojawiło się w napisach, że pomysł na film wyszedł od Piotra Glińskiego, jest choćby cień prawdy?

Sprawa jest złożona. Zygielbojm nie jest bohaterem wymyślonym. Ja o tej postaci dowiedziałem się bardzo dawno temu od pana Marka Edelmana. W 1991 roku robiłem krótkie filmiki do kampanii wyborczej. Jednym z bohaterów był Jacek Kuroń - robiliśmy spot, jak Jacek Kuroń nalewa zupę i nią częstuje. Zdjęcia trwały cały dzień i na planie pojawił się właśnie Marek Edelman. Wtedy opowiedział mi o Szmulu Zygielbojmie - że to postać naprawdę na miarę filmowej tragedii.  I to ze mną było, myślałem o tym filmie przez wiele lat.

Co było kluczowym momentem, przełomem?

Moje spotkanie z producentem Włodzimierzem Niderhausem, przy okazji innego mojego filmu "Żurek". To był film, który zdobył nagrodę gdzieś za granicą. I Włodzimierz Niderhaus zapytał mnie wtedy, co po "Żurku". Opowiedziałem mu wtedy o filmie o Zygielbojmie. Powiedział, że będzie trudno, ale po latach zadzwonił do mnie i powiedział - robimy film o Zygielbojmie.

Jak to się stało?

Okazało się, że ta historia była w puli tematów historycznych Ministerstwa Kultury. I tak to się złożyło. Dowiedziałem się, że Wojciech Lepianka będzie pisał scenariusz, który pójdzie na jakiś konkurs. Bez wahania się dołączyłem. Ale ani przez moment nie docierało do mnie, że jest jakiś pomysł ministra Glińskiego na ten film. Więc to nie jest prawda, że robiliśmy film według pomysłu ministra. Nie czułem presji ani próby zmieniania czegoś czy narzucania jakichś pomysłów. Dlatego ten napis "Pomysł filmu Piotr Gliński" jest dla mnie tak zaskakujący, ale i bulwersujący. Zrobiła się z tego jakaś zawiła układanka. Zrozumiałbym nawet, gdyby ten napis brzmiał na przykład: "Inspiracja tematów historycznych - Piotr Gliński". Ale tutaj nastąpiło coś, co - łącznie z wpisami Polskiej Fundacji Narodowej - upolityczniło ten film do maksimum. Sprawiło, że film został sprowadzony do gatunku rządowej propagandy. Nie ma na to mojej zgody.

O 15.20 opublikujemy podcast z rozmową z Ryszardem Brylskim!

***

Minister Piotr Gliński, po premierze filmu, na której Ryszard Brylski zabrał mocny, stanowczy głos, zamieścił swoje oświadczenie na Facebooku. Można się z nim zapoznać tutaj:

DOSTĘP PREMIUM