Matczak zaskoczył Sroczyńskiego. Poszło o to, czy rządzić powinien PiS, czy Razem

W rządzie na pewno nie będę. Bo nie idę do polityki, żeby była jasność - deklarował prof. Marcin Matczak w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim. Prawnikowi udało się zaskoczyć dziennikarza, który przygotował dwa pytania. Pierwsze dotyczyło wyboru między rządem PiS i gabinetem stworzony przez Razem. Drugie tego, kogo Matczak wolałby widzieć w roli premiera. Do wyboru był Adrian Zandberg i Janusz Korwin-Mikke.
Zobacz wideo

Profesor Marcin Matczak kilka tygodni temu wdał się w dyskusję z Adrianem Zandbergiem, która dotyczyła młodych i pracy. W wypowiedzi dla "Polityki", prawnik, mówiąc o młodej lewicy, powiedział, że "wątpi, aby tacy ludzie byli gotowi pracować po 16 godzin na dobę, żeby osiągnąć sukces". Wywołany do tablicy poczuł się Adrian Zandberg i zaczepił Matczaka: "Ależ pan ma silną psychikę, profesorze".

Nazwisko posła Razem musiało więc pojawić się w rozmowie Grzegorza Sroczyńskiego z prawnikiem. Dziennikarz nie tylko pytał o wymianę zdań z Zandbergiem. Przygotował też dla Matczaka test.

- To mnie strasznie ciekawi. Gdyby pan miał przed sobą dwa magiczne guziki: "rządzi PiS" albo "rządzi Razem", to który by pan nacisnął? - pytał gospodarz audycji "Świat się chwieje".

- Rządzi partia Razem. Z tego powodu, że mam nadzieję, że ludzie, którzy są w tej partii - mimo niezgody, która może między nami istnieć - mają podstawowy szacunek dla praworządności. Muszę to też powiedzieć: praworządność i demokracja jest ważna dla pracowników - odpowiedział prawnik.

I przypomniał jedną z wcześniejszych audycji Sroczyńskiego w TOK FM, gdy mówiono o nadużyciach dotyczących prawa pracy  w Amazonie. - Takie nadużycia zdarzają się też w sektorze publicznym. Brat mojego przyjaciela był lekarzem, który zmarł po wielogodzinnym dyżurze w szpitalu. I jeżeli ktoś będzie chciał pójść (do sądu) przeciwko państwu, żeby uzyskać odszkodowanie za taką sytuację i nie będzie miał niezależnego sądownictwa, to prawa pracownicze też nie będą chronione. Wolałbym, żeby rządziła partia Razem niż PiS, bo uważam, że szanowaliby praworządność - argumentował.

- Przyjmuje tę uwagę. Strasznie się cieszę z pana odpowiedzi, bo ona jest inna, niż się spodziewałem. A ja lubię być zaskakiwany - przyznał dziennikarz TOK FM i Gazety.pl. - Naprawdę pan myślał, że ja powiem:  chciałbym, żeby PiS rządził? - dopytywał prof. Matczak. - Absolutnie. Dlatego, że znam ludzi po liberalnej stronie, którzy tak nie znoszą Zandberga, Razem i lewicy szeroko rozumianej, mówią, że to bolszewizm. Sam pan tak powiedział - przypomniał Sroczyński.

-  Powiedziałem, że oni są spadkobiercami intelektualnymi tych, którzy bardziej zajmowali się bogatymi niż biednymi. Mówi się często o prawicy, że ich interesuje dziecko do momentu, jak się urodzi, a potem już nie. Lewica ma coś podobnego, jeżeli ktoś jest biedny i stara się wyjść z tej biedy, to lewicę bardzo interesuje, ale jak już wyjdzie z biedy, to lewica przestaje się nim interesować. To jest mój problem z lewicą - przekonywał prawnik.

Premier Zandberg?

Na jednym pytaniu test Grzegorza Sroczyńskiego się nie skończył. - Ma pan do wyboru dwa guziki: "premier Korwin-Mikke" czy "premier Zandberg". Co pan naciska? - pytał.

- Oj, to mnie pan stawia przed bardzo wielkim problemem - zaczął prof. Matczak. - Uważam, że jeżeli chodzi o pana Korwina, to on jest całkowicie skompromitowany. Osoba, która nie ma w sobie umiejętności zrozumienia świata, przedstawia wypowiedzi, które mają charakter uwłaczający ludzkiej godności, to jest coś, na co nie ma miejsca w życiu publicznym. Więc znowu, jeżeli na świecie byliby tylko Korwin i Zandberg, to wolałbym, żeby Zandberg był premierem, bo wydaje mi się, że ma w sobie jakąś racjonalność. Natomiast na szczęście wybór jest szerszy - odpowiedział gość TOK FM. 

Jak dodał, "może dałoby się skombinować tego Zandberga z kimś innym". - Byle nie z Morawieckim, bo niestety są pewne podejrzenia, że tak może być - podsumował.

- Czy ma pan taką refleksję, że bardzo możliwe, że wy się znajdziecie w jednym rządzie... To znaczy, żeby odsunąć PiS od władzy potrzebna będzie koalicja, w której partie, na które pan prawdopodobnie głosuje, będą musiały wejść w koalicję z tymi wstrętnymi partiami (lewicowymi) - ocenił Grzegorz Sroczyński.

- Pan chyba pracuje w wywiadzie, bo pan wie, na jakie partie głosowałem, będę głosował. Jeszcze raz powiem: miło się rozmawia, ale jeszcze milej byłoby, gdyby pan pozwolił mi na bycie sobą, a nie elementem zbioru, do którego pan mnie zalicza. Nie wie pan, na jakie partie głosuję - odpowiedział Matczak.

- Strzelam: w 2015 roku Nowoczesna - wtrącił dziennikarz.

- To jest kolejny stereotyp. Nie, na 100 procent nie. Wie pan, m.in. po to napisałem książkę i po to wszedłem w dyskusję z Zandbergiem, żeby przebić swoją bańkę. U nas się przyjęło, że jak ktoś broni konstytucji to na pewno jest "libkiem" - ja się sprzeciwiam takiemu "otagowaniu" (...). Ja nie chcę być czarno-biały, nie chcę, żeby ktoś mnie zaliczał do tych albo do tamtych.  A w rządzie na pewno nie będę, bo nie idę do polityki, żeby była jasność - wyjaśnił prof. Matczak.

Na uwagę Sroczyńskiego, że jak "ojczyzna pana wezwie" i "Donald Tusk uroczyście poprosi", to prawnik do polityki wejdzie, padła odpowiedź: "ponownie stosuje pan stereotyp". - Na Campusie Polska odpowiadałem dokładnie na takie pytanie. I wie pan, co odpowiedziałem? Że odmówiłbym, gdyby Tusk do mnie zadzwonił, bo trzeba patrzeć wszystkim na ręce. Bo to nie jest tak, że tylko Kaczyński  i Ziobro mają chęć niszczenia w Polsce praworządności czy wykorzystywania sądów do swoich celów. Także ktoś inny może mieć taką pokusę - podsumował prof. Marcin Matczak.

DOSTĘP PREMIUM