"Atak, który ma charakter wojny nowego typu". Premier w Sejmie o kryzysie na granicy

Na nadzwyczajnym posiedzeniu Sejmu ws. sytuacji na granicy premier Mateusz Morawiecki mówił, że Polska została zaatakowana przez "imperialną politykę" Władimira Putina, którego wykonawcą jest Aleksander Łukaszenko. - To atak, który ma charakter wojny nowego typu, w której używani są ludzie jako żywe tarcze - podkreślił.
Zobacz wideo

Sejm zebrał się na specjalnym posiedzeniu, by rząd przedstawił informację o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy. Marszałek Sejmu Elżbieta Witek na początku nazwała posiedzenie "może jednym z najważniejszych z tych kadencji". - Z pewnością echa dzisiejszego Sejmu będą słyszane za nasza wschodnią granicą - mówiła.

Jako pierwszy informację rządu przedstawiał premier Mateusz Morawiecki. - Bezpieczeństwo naszej granicy jest brutalnie naruszane po raz pierwszy od 30 lat - mówił. Winą za to obarczył "imperialną politykę Rosji", bo - jak podkreślił - "mocodawcą Łukaszenki jest prezydent Putin".

Jak dodał premier, sytuacja na granicy polsko-białoruskiej to "najpotężniejsze uderzenie ze Wschodu od kilkudziesięciu lat". - Sprowadzane są specjalne loty na Białoruś z Bliskiego Wschodu, w ten sposób przyciągnięto migrantów. To są migranci, to nie są uchodźcy (...) Na wschodniej granicy mamy do czynienia nie tylko z przemocą, nie tylko z bezpośrednimi użyciem przemocy wobec suwerennego państwa polskiego, mamy do czynienia z wyreżyserowanym spektaklem, którego celem jest naruszenie granicy Polski, wprowadzenie chaosu - ocenił Morawiecki.

Premier zaznaczył, że Polska musi się przygotować na "długie uderzenie, na politykę, która może trwać długo". - To atak, który ma charakter wojny nowego typu, w której używani są ludzie jako żywe tarcze - podkreślił i dodał, że odpowiedzialny za to jest Aleksander Łukaszenka. - To on jest odpowiedzialny za to, żeby ci ludzie wrócili do swoich krajów - stwierdził szef rządu.

- Na wschodniej granicy mamy nie tylko do czynienia z przemocą, ale mamy do czynienia z wyreżyserowanym spektaklem, którego celem jest naruszenie granicy Polski, wprowadzenia chaosu w Polsce i UE - mówił.

"Frontex to nie jest realna pomoc"

Mateusz Morawiecki odniósł się także do wezwań ekspertów i polityków opozycji, by rząd wezwał na pomoc Frontex. - Przy całym szacunku do tej instytucji, mamy blisko 15 tys. funkcjonariuszy Straży Granicznej, mamy około 13 tys. żołnierzy. Czy wiecie, ilu jest funkcjonariuszy Fronteksu do obrony granic UE? Funkcjonariuszy mniej niż tysiąc. To nie jest realna pomoc, o którą niektórzy z państwa apelowali - mówił.

- Gdyby nie działania podjęte pod kierunkiem naszego rządu, to dzisiaj ta granica między Polską a Białorusią byłaby granicą wirtualną. Byłaby granicą, przez którą spokojnie przechodziłyby dziesiątki tysięcy ludzi, dziesiątki tysięcy migrantów, którzy tylko w tym celu są ściągani przez Łukaszenkę, żeby destabilizować RP, żeby niszczyć spójność naszego państwa, normalny rozwój po pandemii i niszczyć spójność UE. Ale teraz im to się nie udało - podkreślił premier.

Kryzys na granicy

Na południe od Kuźnicy po białoruskiej stronie przy granicy z Polską od poniedziałku przebywa duża grupa migrantów. Jest tam od kilkuset do kilku tysięcy osób. Pilnują ich służby białoruskie.

W poniedziałek w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego prezydent Andrzej Duda zwołał naradę na temat sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Wcześniej pod przewodnictwem premiera Mateusza Morawieckiego odbył się sztab kryzysowy, który omawiał obecną sytuację na polsko-białoruskiej granicy z udziałem m.in. wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego oraz szefów MSWiA, MSZ i MON.

DOSTĘP PREMIUM