"Państwo zawarło sojusz z Bąkiewiczem i się skompromitowało". Ekspert o gwieździe Marszu Niepodległości

Robert Bąkiewicz na sprzyjaniu Prawu i Sprawiedliwości zyskał m.in. finansowo. Jak ocenił w TOK FM Ryszard Łuczyn z Polityki Insight, dzięki współpracy z liderem Marszu Niepodległości rządzący mogą puszczać oko do najbardziej skrajnego elektoratu i wysyłać sygnał: "Hej, jesteśmy po waszej stronie, nie możemy do końca tego pokazywać, ale wiedzcie, że myślimy tak, jak wy".
Zobacz wideo

Środowisko polityków PiS stoczyło wielką batalię o tegoroczny Marsz Niepodległości po tym, jak prezydent Warszawy zaskarżył do sądu decyzję wojewody mazowieckiego (z PiS) o rejestracji tego zgromadzenia jako cykliczne. Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił decyzję wojewody, a ten odwołał się od tego orzeczenia. Gdy sąd apelacyjny utrzymał w mocy uchylenie, na pomoc Marszowi Niepodległości ruszył Zbigniew Ziobro. I złożył w Sądzie Najwyższym skargę nadzwyczajną. Kiedy i to nie pomogło, we wtorek szef Urzędu ds. Kombatantów podjął decyzję, aby nadać Marszowi Niepodległości charakter państwowy.

Według Ryszarda Łuczyna z Polityki Insight batalia PiS-u o Marsz Niepodległości pokazuje, jak bardzo ważne jest dla obozu rządzącego "zalegalizowanie siebie w skrajnie prawicowym środowisku reprezentowanym przez Roberta Bąkiewicza". To właśnie Bąkiewicz stoi na czele Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. - To niejedyna rzecz, którą PiS robi dla środowiska Roberta Bąkiewicza. Warto wspomnieć, że w ostatnim roku dostało z dotacji państwowych prawie cztery mln zł - przypomniał.

Zdaniem gościa TOK FM "państwo silnie się skompromitowało", gdy weszło w sojusz z Bąkiewiczem. - To sojusz z kimś, kto ma na koncie: wypowiedź, że demokracja jest jednym z najgłupszych systemów wymyślonych przez ludzkość; szarpaninę z kobietami podczas protestów (przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego); zagłuszanie Wandy Traczyk-Stawskiej podczas demonstracji prounijnej. Do tego w środę stowarzyszenie Bąkiewicza opublikowało plakat (Marszu Niepodległości) nawiązujący do obwieszczeń nazistowskich z II wojny światowej – wyliczał. 

Dla Łuczyna plakat jest czymś "skandalicznym i obrzydliwym".

Robert Bąkiewicz "narzędziem Kaczyńskiego"

Prowadząca audycję Karolina Lewicka przypomniała, że Robert Bąkiewicz jako jeden z pierwszych pojechał do Usnarza Górnego na granicy polsko-białoruskiej, gdzie koczowała grupa kilkudziesięciu migrantów. Chciał – jak stwierdził - bronić Polski przed "nachodźcami" (czyli - według słownika Witolda Doroszewskiego - "niepożądanymi przybyszami, najeźdźcami").

Ekspert uważa, że sytuacja na granicy będzie dalej wzmacniać Roberta Bąkiewicza i jego środowisko. - Jeśli mamy jakąś kampanię opartą na strachu, to skrajna prawica na tym korzysta. A PiS stara się nie dopuścić do tego, żeby mu urośli konkurencji na prawej flance. Dlatego uczynił Marsz Niepodległości uroczystością państwową i stara się przeciągnąć dotacjami Bąkiewicza na swoją stronę - tłumaczył.

Podkreślił jednak, że w tej sprytnej grze politycznej Bąkiewicz nie może jasno opowiedzieć się po stronie PiS-u. - Bo jakikolwiek dowód bezpośredniej zależności Bąkiewicza od PiS-u byłby dla niego  kompromitująca w środowiskach skrajnej prawicy. Wystarczy sobie przypomnieć los Adama Andruszkiewicza, w tej chwili wiceministra odpowiedzialnego za cyfryzację, a kiedyś lidera Młodzieży Wszechpolskiej. Teraz w tym środowisku (narodowców - red.) jest wyśmiewany. To samo mogłoby spotkać Roberta Bąkiewicza, gdyby np. jego ludzie wystartowali z list PiS w kolejnych wyborach - uważa Ryszard Łuczyn.

Zdaniem eksperta z Polityki Insight lider Marszu Niepodległości jest dla Kaczyńskiego "narzędziem do tego, by Konfederacja nie zdominowała prawej flanki". - Dzięki współpracy z Bąkiewiczem PiS może puszczać oko do tego najbardziej skrajnego elektoratu i wysyłać sygnał: "Hej, jesteśmy po waszej stronie, nie możemy pokazywać tego do końca w parlamencie, ale wiedzcie, że myślimy tak, jak wy" - podsumował gość Karoliny Lewickiej.

DOSTĘP PREMIUM