Kryzys na granicy to dla PiS-u "polityczne złoto". "Załatwia wiele spraw"

Podsycanie sporu wokół kryzysu na granicy opłaca się Zjednoczonej Prawicy? - To wiele załatwia. Przykrywa na przykład sprawy dotyczące sądownictwa. Pandemia też jest przykrywana. Politycy obozu rządzącego używają określenia "polityczne złoto" i sytuacja na granicy niestety nim jest - mówił w TOK FM Marcin Piasecki z "Rzeczpospolitej".
Zobacz wideo

Od kilku miesięcy trwa kryzys migracyjny wywołany przez reżim Alaksandra Łukaszenki. Białoruś zachęca cudzoziemców do przyjazdów do Mińska i przedostawania się na Zachód m.in. przez Polskę. - Politycy Zjednoczonej Prawicy mówią o "wojnie hybrydowej", kolejnych "szturmach" na granicę, wzmagając poczucie zagrożenia. Czy PiS-owi to się opłaca? - pytał Jan Wróbel zaproszonych do Poranka TOK FM komentatorów.

- Na tym polega cała kalkulacja Zjednoczonej Prawicy - mówiła Renata Kim z "Newsweeka". - To dzieje się nie po raz pierwszy, bo pamiętamy, jak w szczycie kryzysu uchodźczego w 2015 roku, który przypadał na sam środek kampanii wyborczej do polskiego parlamentu, także podsycano poczucie zagrożenia ze strony uchodźców. Wtedy także mówiono, jak to obóz Zjednoczonej Prawicy zapewni bezpieczeństwo Polakom. Wzbudzanie lęku przed napływem migrantów to jest bardzo skuteczna taktyka wyborcza. Robi to nie tylko PiS, ale też politycy na całym świecie - dodała dziennikarka.

Marcin Piasecki z "Rzeczpospolitej" zgodził się, że rządzący podtrzymują strach przed migrantami. - To wiele spraw załatwia. To, co się dzieje na granicy, przykrywa np. sprawy dotyczące sądownictwa. O tym się nie mówi, tylko o migrantach. Pandemia też jest przykrywana kryzysem na granicy. Politycy obozu rządzącego używają określenia "polityczne złoto" i sytuacja na granicy niestety nim jest - przyznał gość TOK FM.

Niespokojny wtorek na granicy

Sytuacja na przejściu granicznym Bruzgi - Kuźnica, gdzie od poniedziałku po stronie białoruskiej koczują migranci, zaostrzyła się we wtorek rano, gdy - jak informowała policja - w stronę polskich służb rzucane były m.in. kamienie. Policja używała armatek wodnych m.in wobec agresywnych osób na platformie przejścia po stronie białoruskiej.

Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji, poinformował PAP po godz. 12, że agresywni migranci atakujący we wtorek polskie służby na przejściu granicznym w Kuźnicy "zostali spacyfikowani". Podał, że atakujący byli wyposażeni przez służby białoruskie w granaty hukowe i z gazem, rzucali w kierunku polskiej policji kamieniami; a cała akcja była sterowana przez służby białoruskie z użyciem drona. 

Poważnie ranny został jeden z policjantów. - Funkcjonariusz trafiony przedmiotem rzuconym przez którąś z osób agresywnie zachowujących się wobec polskich służb na przejściu w Kuźnicy trafił do szpitala w Sokółce - podał Ciarka. Według wstępnych informacji, ma pękniętą kość czaszki.

DOSTĘP PREMIUM