Rządowy pomysł na pracę mediów przy granicy. "Niby ma być lepiej, a może być gorzej"

"Zamienił stryjek siekierkę na kijek" - tak o rządowym pomyśle na dopuszczanie mediów do pracy przy granicy mówił w TOK FM Łukasz Lipiński z "Polityki". Jego zdaniem propozycje przedstawicieli władzy są enigmatyczne, oparte na "widzimisię" ministra i - co najgorsze - mogą obowiązywać latami.
Zobacz wideo

Sejm w środę przyjął nowelizację przepisów o ochronie granicy państwowej, która - jak przekonują rządzący - ma umożliwić pracę dziennikarzy na obszarze przygranicznym, po zakończeniu stanu wyjątkowego. Przedstawiciele mediów mają mieć dostęp do granicy, ale na specjalnych zasadach, o których na posiedzeniu komisji mówił wiceszef MSWiA Maciej Wąsik. 

Wiceminister poinformował, że to właściwy komendant Straży Granicznej będzie wydawał pozwolenie na wprowadzenie dziennikarzy na określony teren. - My nie chcemy, żeby dziennikarze byli także w takich sytuacjach, gdzie dojdzie do pewnego starcia z dziennikarzami ze strony przeciwnej, chcemy, żeby byli w bezpiecznej odległości, żeby nie wchodzili tam, gdzie nie powinni wchodzić, żeby nie przeszkadzali służbom, a służby nie przeszkadzali im - mówił.

Nowy pomysł rządu i wypowiedzi wiceministra Wąsika komentowali w TOK FM Bianka Mikołajewska  i Łukasz Lipiński. Jak oceniła wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press, wszystko wskazuje na to, że sytuacja dziennikarzy niewiele się zmieni. Mikołajewska wskazała, że w projekcie nowelizacji ustawy  jest dużo znaków zapytania. Nie wiadomo bowiem na przykład, w jakim terminie Straż Graniczna miałaby podejmować decyzje o wpuszczaniu (bądź nie) dziennikarzy na teren przygraniczny. - Co jeśli taka decyzja nie będzie podejmowana na przykład przez miesiąc? - pytała.

Nie wiadomo też, czy przy granicy będzie mógł pracować jeden dziennikarz z danej redakcji ani jakie redakcje będą mogły się starać o akredytację. - Ja się obawiam, że jeżeli jest jakieś medium, które krytycznie - jak chociażby OKO.press - patrzy na to, co dzieje się na granicy, to po prostu nie zostanie tam wpuszczone i myślę, że ta propozycja to będzie taka propozycja koncesjonowanego dziennikarstwa. Że będą tam wpuszczani tylko wybrani dziennikarze - powiedziała Mikołajewska.

Zdaniem Łukasza Lipińskiego największy problem z propozycjami rządu polega na tym, że są one enigmatyczne i uznaniowe. - Nie zostawia się ani żadnej drogi odwoławczej, ani obiektywnych kryteriów, po których wypełnieniu dziennikarz mógłby mieć prawo do akredytacji. To będzie widzimisię ministra bądź ministerialnego urzędnika albo nawet widzimisię dowódcy lokalnej placówki Straży Granicznej w danym miejscu - przekonywał zastępca redaktora naczelnego "Polityki".

Dziennikarz przyznał, że jest "pełen najgorszych przeczuć". - Niby ma być lepiej, a może być gorzej - dodał. Gość TOK FM zwrócił uwagę, że choć dziennikarze krytykowali wprowadzenie stanu wyjątkowego i wiążące się z tym ograniczenia dla mediów, to wszyscy mieli perspektywę, że sytuacja się zmieni.

Bo stan wyjątkowy może obowiązywać 90 dni. - Natomiast teraz mamy do czynienia z rozwiązaniem, które przy granicy Polski może trwać latami. Z byle powodu będzie można wprowadzać stan zagrożenia, a następnie nie wpuszczać dziennikarzy, więc z naszego punktu widzenia to "zamienił stryjek siekierkę na kijek" - dodał Lipiński, przypominając znane przysłowie. 

Lipiński przypomniał na koniec, że bez dostępu niezależnych dziennikarzy obywatele są pozbawieni informacji na temat wydarzeń. A to z kolei podważa zasady demokratycznego państwa prawa. 

DOSTĘP PREMIUM