"Antyszczepionkowcy w Polsce mają ambicje, żeby się skoordynować, ale na razie nic z tego nie wychodzi"

Minister Adam Niedzielski przyznał, że część działań, które mogłyby ograniczyć pandemię nie jest podejmowana ze względu na obawy przed protestami antyszczepionkowców. - Te protesty, których tak bardzo obawia się rząd, odbywają się cały czas. Ci ludzie wychodzą na ulice bardzo regularnie. Czy naprawdę to są takie sytuacje, z którymi państwo nie jest w stanie dać sobie rady? - zastanawiała się w TOK FM Anna Mierzyńska.
Zobacz wideo

IV fala pandemii bije rekordy, a rząd ani myśli o wprowadzeniu obowiązkowych szczepień przeciw COVID-19. - Ruch antyszczepionkowy w Polsce - z przykrością to muszę powiedzieć - jest stosunkowo silny i w pewnym sensie sprofesjonalizowany. Występują tu incydenty, które mają charakter agresywny. Naszym celem nie jest teraz sprowokowanie ludzi do wyjścia na ulicę - mówił niedawno Adam Niedzielski, minister zdrowia. 

- Po tej wypowiedzi pana ministra mogę tylko głośno westchnąć - przyznała w TOK FM Anna Mierzyńska, analityczka mediów społecznościowych i specjalistka ds. wizerunku, związana z OKO.press. - Po pierwsze nikt nie jest w stanie dzisiaj ocenić, jak liczny jest ten ruch. Wiadomo natomiast z badań, że wśród przeciwników szczepień są osoby, które nie są pod tym względem radykalne, ale cały czas zwlekają z decyzją o przyjęciu wakcyny lub uważają, że pandemia ich nie dotyczy. To nie jest grupa, która będzie wychodzić na ulice i protestować. To jest raczej ta grupa, która - jeśli zostaną wprowadzone obostrzenia - pójdzie się zaszczepić, a dzisiaj nie czuje takiego przymusu - mówiła analityczka.

Jak wyjaśniała dalej, druga grupa przeciwników szczepień jest bardziej radykalna. To osoby, którzy uważają, że wakcyny są o wiele większym zagrożeniem niż COVID-19. - Biorą udział w protestach, przy czym te protesty, których tak bardzo obawia się rząd, odbywają się cały czas. Ci ludzie wychodzą na ulice bardzo regularnie. Czy naprawdę to są takie sytuacje, z którymi państwo nie jest w stanie dać sobie rady? Musi się bać tych protestów, skoro one cały czas się dzieją i nic strasznego z tego nie wynika? Nie bardzo rozumiem pana ministra - podkreśliła ekspertka.

Jak zastrzegła, być może minister Adam Niedzielski kalkuluje "czysto politycznie". - Może patrzy na grupę przeciwników szczepień w Zjednoczonej Prawicy. Może dlatego rząd nie wprowadza żadnych obostrzeń? - zastanawiała się Mierzyńska. - Zjednoczona Prawica w Sejmie ma dziś kruchą większość i wydaje się, że w przypadku wprowadzenia obostrzeń ten obóz mógłby się podzielić. Mamy przecież Konfederację, która wspiera antyszczepionkowców, więc byłoby do kogo dołączyć posłom Zjednoczonej Prawicy - stwierdziła.

Prowadzący audycję Adam Ozga pytał, czy antyszczepionkowcy faktycznie są tak zorganizowani i liczni, jak mówi minister Niedzielski. Gościni wyjaśniała, że ten ruch działa na całym świecie, a silny jest przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, ale też w Niemczech i innych państwach europejskich. To jednak - jak przypomniała - nie przeszkodziło rządom tych krajów w podjęciu odważnych decyzji o wprowadzeniu ograniczeń dla niezaszczepionych przeciw COVID-19. Na przykład w Austrii od minionego poniedziałku obowiązuje lockdown dla osób niezaszczepionych, od dziś (22 listopada) dla wszystkich, a od lutego wprowadzone zostaną obowiązkowe szczepienia przeciwko COVID-19.

Nie obostrzeń obawiają się antyszczepionkowcy

Anna Mierzyńska przyznała, że ruch antyszczepionkowy w Polsce ma ambicje, żeby się skoordynować, ale na razie nic z tego nie wychodzi. - Nie ma jednego lidera, jest wiele inicjatyw lokalnych i ogólnopolskich, ale organizowanych przez liczne grupy - stwierdziła.

Jak dodała, do ruchu antyszczepionkowego należą też lekarze i naukowcy. - Przedstawiają rozmaite argumenty paranaukowe, niepotwierdzone badaniami, które mają świadczyć o tym, że szczepionki są o wiele groźniejsze niż sam COVID-19. Zwłaszcza dla dzieci. Kiedy pojawiają się pomysły, że jeszcze w tym roku mogłyby się zacząć szczepienia dzieci od 5. do 11. roku życia, to te środowiska wzmagają swoją aktywność. One tego najbardziej się obawiają, nie obostrzeń - zakończyła gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM