Morawiecki o stosowaniu drabiny eskalacyjnej i finansowaniu powrotu migrantów do domu

Premier Morawiecki zapowidział w Tallinie, że Polska jest gotowa na zamykanie kolejnych przejść granicznych z Białorusią, by w ten sposób wywrzeć gospodarczą presję na reżim Alaksandra Łukaszenki.

Jak mówił Mateusz Morawiecki w Tallinie, "nasza obrona granicy okazała się skuteczna, ale migranci jeszcze nie wrócili". - Jesteśmy w posiadaniu bardzo drastycznego filmu, gdzie funkcjonariusze białoruscy instruują irackich i pochodzących z Bliskiego Wschodu, migrantów, w jaki sposób nożem atakować polskich funkcjonariuszy. To oznacza, że scenariusze po stronie białoruskiej, mogą być bardzo drastyczne. Działania służb i funkcjonariuszy białoruskich mogą prowadzić do daleko posuniętej eskalacji działań - wskazał premier.

Morawiecki ostrzegał, że "działania po stronie białoruskiej mogą prowadzić do daleko posuniętej eskalacji". - Dlatego rozważane są kroki o charakterze coraz bardziej poważnych sankcji gospodarczych, łącznie z zamknięciem granicy białorusko-polskiej - od strony polskiej. Zgodnie z pewną regułą drabiny eskalacyjnej chcemy dać szansę Łukaszence cofnąć się i doprowadzić do powrotu migrantów do krajów pochodzenia - mówił szef polskiego rządu.

Jak stwierdził Mateusz Morawiecki, "dzisiaj przede wszystkim potrzebna jest broń z tą propagandą, z którą się mierzymy". - Propagandą, w której reżim Putina, Łukaszenki są bardzo sprawne - podkreślił. Premier przekonywał, że "Łukaszenka i Putin będą starali się podzielić Zachód, podzielić Unię Europejską, to jest dziś ich podstawowa broń".

- W związku z tym próbują w sztuczny sposób wywołać kryzys humanitarny – zaznaczył. W opinii premiera ten kryzys mógłby być szybko zażegnany. - Jesteśmy w każdej chwili w stanie sfinansować powrót migrantów do kraju ich pochodzenia, wykonaliśmy też szereg akcji dyplomatycznych w Iraku i innych krajach Bliskiego Wschodu. Po to, żeby zaprzestać dodatkowego dopływu migrantów do Białorusi – mówił Morawiecki.

"Trwa wojna hybrydowa Łukaszenki i Putina przeciwko UE. To największa od 30 lat próba destabilizacji Wspólnoty. Polska nie ulegnie szantażowi i zrobi wszystko, żeby bronić granic UE. Ale Polska, Litwa, Łotwa i Estonia potrzebują wsparcia. Musimy stanąć razem by bronić Europy" - napisał premier Polski na Twitterze.

Morawiecki: Informacje, które spływają do naszego kraju i do sojuszników są niepojące

Premier Mateusz Morawiecki zapowiadając wczoraj niedzielną serię spotkań, zwracał uwagę, że sytuacja geopolityczna jest bardzo poważna i wymaga licznych działań oraz zabiegów dyplomatycznych.

Wskazywał, że wszyscy widzimy intensywne działania inicjowane na Wschodzie: cyberataki czy manipulacje cenami i dostawami gazu, które mają na celu wywołanie kryzysu energetycznego. "W rękach Rosji pojawiło się też nowe narzędzie szantażu – planowane uruchomienie gazociągu Nord Stream 2. Ostatnio jest to również organizowanie działań migracyjnych, które doprowadziły do kryzysu na granicy polsko-białoruskiej" – stwierdził polski premier na Facebooku.

Dodał, że istnieją liczne przesłanki mówiące, iż ten kryzys geopolityczny może być kontynuowany przez wiele miesięcy, a nawet lat. "To, że niektóre działania zostały częściowo wstrzymane, nie oznacza, że planowane w Moskwie ataki się zakończyły. Musimy wyciągać wnioski z działań Rosji w Gruzji czy na Krymie, na wschodniej Ukrainie. Informacje, które spływają do naszego kraju i do naszych sojuszników są niepojące" – przyznał.

"Jako Unia Europejska i kraje sojuszu transatlantyckiego musimy być przygotowani na potencjalne zagrożenia oraz wypracować sprawne i skuteczne mechanizmy współpracy w obliczu kolejnych ataków i prowokacji" – dodał Morawiecki.

Kryzys przy granicy z Białorusią

Od początku roku Straż Graniczna zanotowała ponad 34 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej, z czego ponad 6 tys. w listopadzie, blisko 17,3 tys. w październiku, prawie 7,7 tys. we wrześniu i ponad 3,5 tys. w sierpniu.

Od 2 września w związku z działaniami reżimu Alaksandra Łukaszenki, który zachęca migrantów do przybywania do Mińska i kieruje ich na granice z Polską, Litwą i Łotwą, w pasie przy granicy z Białorusią obowiązuje stan wyjątkowy. Dotyczy to ponad 180 gmin z województw podlaskiego i lubelskiego. Na tym terenie nie mogą przebywać osoby, które tam nie mieszkają. Ograniczenia dotycząc też dziennikarzy, działaczy organizacji pozarządowych i lekarzy-wolontariuszy, którzy chcą pomagać błąkającym się w lasach migrantom.

Sytuacja przy granicy zaostrzyła się przed tygodniem, kiedy niedaleko przejścia granicznego Kuźnica - Bruzgi po białoruskiej stronie granicy zgromadziła się duża grupa cudzoziemców, która podjęła siłową próbę sforsowania granicy. Grupa przeszła ostatecznie na samo przejście graniczne, gdzie w ostatni wtorek doszło do próby szturmu na granicę. Jak informowała m.in. Straż Graniczna, w stronę polskich służb rzucane były m.in. kamienie oraz kłody drewna; niektórzy funkcjonariusze zostali ranni.

Obozowisko stworzone przy przejściu ostatecznie opustoszało, a migranci skierowani zostali przez służby białoruskie do centrum logistycznego. W związku z sytuacją na granicy polsko-białoruskiej ruch graniczny na przejściu drogowym w Kuźnicy został zawieszony od 9 listopada do odwołania.

DOSTĘP PREMIUM