PiS zagrał va banque ws. IV fali pandemii. Prof. Dudek o "czerwonej linii", której obawia się władza

W sprawie braku wprowadzania nowych obostrzeń PiS zagrał va banque, a teraz wszystko zależy od tego, jak wysoka będzie ta fala koronawirusa i jak bardzo zdemoluje służbę zdrowia - mówił w TOK FM prof. Antoni Dudek. Jak dodał, PiS liczy na to, że za kilka tygodni ogłosi zwycięstwo.
Zobacz wideo

IV fala koronawirusa bije w Polsce kolejne rekordy zakażeń i zgonów. W środę Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 28 380 nowych przypadkach koronawirusa w Polsce i o śmierci aż 460 osób w związku z COVID-19. Mimo to rząd nie słucha rekomendacji ekspertów i nie wprowadza nowych obostrzeń, np. dla niezaszczepionych. - Czy to politycznie opłaca się PiS-owi? - zapytała w TOK FM Karolina Lewicka swojego gościa Antoniego Dudka, politologa z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

- Wydaje mi się, że PiS zagrał va banque, a teraz wszystko zależy od tego, jak wysoka będzie ta fala koronawirusa i jak bardzo zdemoluje służbę zdrowia. Bo jeśli zostanie przekroczona czerwona linia, czyli gdy w wielu regionach przestaną przyjeżdżać karetki po chorych, bo już nie będą miały gdzie ich zawieźć, to wywoła to falę społecznego oburzenia. Ale jeśli ta linia nie zostanie przekroczona, to rządowa propaganda za kilka tygodni ogłosi zwycięstwo nad IV falą i przemilczy liczbę ofiar - odpowiedział.

Jak dodał, na razie rząd ewidentnie liczy na ten pozytywny scenariusz. - Bo na Lubelszczyźnie, czyli najsilniejszym ognisku IV fali koronawirusa, spada liczba zachorowań i zgonów. Jeśli tak zostanie, to nie jest wykluczone, że rządowi uda się przetrzymać tę falę - ocenił.

Jego zdaniem, obóz rządzący wobec IV fali COVID-19 zachowuje się tak, jak dyktują mu sondaże. - Bardzo wielu ludzi jest już potwornie zmęczonych pandemią, chce jej końca i alergicznie reaguje na myśl o kolejnych restrykcjach. PiS poprzedził swoją taktykę wobec IV fali bardzo wnikliwymi badaniami opinii publicznej, co zresztą przyznał wiceministrer zdrowia Waldemar Kraska. Ta taktyka PiS może budzić oburzenie w środowisku lekarskim, ale PiS uznał, że nie straci wyborczo na takim zachowaniu, czyli unikaniu jak tylko się da jakichkolwiek obostrzeń - wyjaśniał.

"Gra pozorów"

Politolog odniósł się także do projektu dot. weryfikacji szczepień pracowników przez pracodawców, który w ubiegły poniedziałek zapowiedziało kilku posłów PiS. Szybko jednak okazało się, że niektórzy z polityków Zjednoczonej Prawicy zaczęli wycofywać podpisy pod dokumentem. W środę m.in. w tej sprawie miało się odbyć spotkanie, na które marszałek Sejmu zaprosiła przedstawicieli klubów i kół poselskich. Spotkanie się odbyło, ale - według relacji opozycji - nie było na nim mowy o projekcie, który jest kontrowersyjny dla części polityków Zjednoczonej Prawicy.

- Takie rozwiązania PiS w każdej chwili może przeprowadzić przez Sejm, bo większość dla nich w parlamencie jest, ale liczona razem z opozycją. Dylemat prezesa Kaczyńskiego polega na tym, czy skorzystać z pomocy opozycji. Jeśli tak, to trzeba będzie wytłumaczyć się swojemu elektoratowi ze współpracy z opozycją, która jest przedstawiana jako "obóz zdrady narodowej" i Targowica – powiedział i dodał, że właśnie dlatego "PiS wybrał pokrętną taktykę konsultacji z opozycją".

Jego zdaniem, obóz rządzący będzie czekał do ostatniej chwili z decyzją, czy przegłosować projekt dot. weryfikacji szczepień pracowników. - To wygląda jak gra pozorów, gra na czas, bo być może się uda i nie trzeba będzie tego w ogóle wprowadzać. PiS wtedy powie, że zwyciężył bez wprowadzania obostrzeń - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM