Prawnik o "racjonalnej" decyzji TK ws. jawności majątków. "Pytanie, czy to nie jest większa gra"

Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej orzekł, ze przepisy ustawy o jawności majątków rodzin polityków są niezgodne z Konstytucją. - W Polsce system oświadczeń majątkowych pozostawia dużo do życzenia - mówił w TOK FM prawnik Krzysztof Izdebski.
Zobacz wideo

Przepisy ustawy o jawności majątków rodzin polityków są niezgodne z konstytucją - uznał w czwartek Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej. Wniosek w tej sprawie złożył do TK prezydent Andrzej Duda w trybie kontroli prewencyjnej. 

Jednocześnie TK orzekł, że zakwestionowane przepisy "są nierozerwalnie związane" z całą - uchwaloną w 2019 roku - regulacją. - To kuriozum. Orzeczenie wychodzi poza to, o co TK został zapytany. Pytanie dotyczyło dzieci, a mówi o małżonkach. Gdyby Mateusz Morawiecki chciał ujawnić majątek swojej żony, to nie musi mieć do tego ustawy. Po prostu nie chce tego zrobić, bo ma wiele do ukrycia - mówiła w TOK FM Joanna Mucha, posłanka Polska 2050.

"Chodzenie dookoła problemu"

Do sprawy w audycji TOK360 odniósł się również Krzysztof Izdebski, prawnik z Open Spending EU Coalition i Fundacji im. Stefana Batorego. Jak mówił, w ustawie znalazły się zapisy, które były "nie do obrony". - Z powodów merytorycznych nie jestem zaskoczony tym orzeczeniem - wskazywał Izdebski. Gość TOK FM przypomniał, że ustawa pojawiła się niejako w odpowiedzi na doniesienia "Gazety Wyborczej" o majątku premiera Mateusza Morawieckiego, który miał zostać przepisany na żonę. - Tam nawet w uzasadnieniu ustawy pojawiło się niesamowite zdanie, że ten projekt, ma rozwiać ewentualne wątpliwości, co do majątków polityków. Nie załatwić tę sprawę, ujawnić majątki, pozwolić na ich ocenę. Tylko zdjąć podejrzenie z polityków - wyjaśniał Izdebski. 

W związku z błędami w projekcie, w jego opinii TK zachował się racjonalnie, orzekając w taki sposób. - Pytanie, czy nie brał udziału w jakiejś większej grze - zauważył prawnik. 

Izdebski mówił też, że nawet gdyby nowe prawo zostało uchwalone, nie oznaczałoby końca problemu. - Możemy uwzględnić małżonkę i dzieci, ale co z wujkami, dziadkami, kuzynami? - pytał i dodawał, że w Polsce system oświadczeń majątkowych pozostawia dużo do życzenia. - To jest chodzenia dookoła problemu, który mamy w Polsce. Nie potrafimy sobie poradzić z systemem oświadczeń majątkowych. Szacuje się, że takie oświadczenia musi składać nawet 700 tys. osób, a CBA kontroluje rocznie jedynie ok 300 przypadków - tłumaczył ekspert.

- Oświadczenia wypełniane są ręcznie, nie ma żadnej centralnej bazy - wymieniał.

W jego ocenie rozwiązanie tych problemów poprawiłoby sytuację, ale nadal nie byłoby wystarczające. - Skoro już marzymy, zadbajmy też o niezależną prokuraturę, która takie rzeczy, jak powiązania i majątki polityków powinna sprawdzać - skwitował Krzysztof Izdebski.

Ustawa ws. majątków

Ustawa w sprawie jawności majątku rodzin najważniejszych urzędników państwowych, której projekt powstał w kancelarii premiera, została uchwalona przez Sejm 11 września 2019 roku. Przewiduje m.in., że premier, ministrowie, posłowie, posłowie do PE, senatorowie, prezesi: Trybunału Konstytucyjnego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i Sadu Najwyższego, a także osoby stojące na czele innych instytucji państwowych będą zobowiązane do umieszczania w oświadczeniu majątkowym informacji o majątku osobistym małżonków, dzieci i osób pozostających we wspólnym pożyciu.

Sprawa jawności majątków małżonków polityków stała się głośna po publikacji "Gazety Wyborczej", w której dziennikarze napisali, że Mateusz Morawiecki wraz z żoną w 2002 roku kupili 15 hektarów gruntów za 700 tysięcy złotych od jednej z parafii we Wrocławiu. Rzeczoznawca miał ocenić, że nieruchomość już w 1999 roku warta była prawie cztery miliony złotych. Teraz - jak twierdziła "GW" - może to być 70 milionów złotych.

Według dziennika, premier Morawiecki nie musiał wpisywać działki do oświadczenia majątkowego, ponieważ w 2013 roku dokonał częściowej rozdzielności majątkowej ze swoją żoną - Iwoną Morawiecką.

DOSTĘP PREMIUM