"Ambasador porażka. Można to śmiało powiedzieć". Surowa ocena pracy Andrzeja Przyłębskiego

- To była ambasadura uprawiana młotkiem, wynikająca raczej z wysokiej pozycji politycznej związku małżeńskiego, w jakim pan ambasador pozostaje - tak płk rezerwy dr Piotr Łukasiewicz mówił w TOK FM o Andrzeju Przyłębskim. Mąż Julii Przyłębskiej żegna się z fotelem ambasadora Polski w Berlinie. To niejedyna ważna zmiana, która czeka polską dyplomację.
Zobacz wideo

PiS przemeblowuje polską dyplomację i dokonuje zmian personalnych w kluczowych dla Polski ambasadach. Dotychczasowy ambasador Polski w USA prof. Piotr Wilczek ma kierować placówką w Londynie. Natomiast do Nowego Jorku zawita Marek Magierowski, dotychczasowy ambasador w Izraelu.

- Zarówno pan Wilczek, jak i pan Magierowski uchodzą za osoby będące takimi gwiazdami współczesnej dyplomacji. Są to bardzo ważne placówki - komentował w TOK FM płk rez. dr Piotr Łukasiewicz. Jak ocenił analityk Polityki Insight i były ambasador RP w Afganistanie, "niewątpliwie pod auspicjami pana Magierowskiego doszło w zasadzie do zapaści, zerwania relacji dyplomatycznych w Izraelu i Warszawie". - Pytanie, czy jest to "zasługa" ambasadora, czy jednak obraz polityki zagranicznej państwa wobec innego państwa. Trzeba byłoby wyważyć ten podział "winy" - mówił w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Łukasiewicz podkreślił, że cała polska polityka zagraniczna jest w ostatnich sześciu latach "niezwykle słaba" i "uzależniona od pozycji rządu wobec różnych spraw".

Dlatego też indywidualne akcje dyplomatów są niejako wtórne wobec jakości tej dyplomacji. - One w zasadzie nawet nie mają znaczenia - mówił ekspert. Nadmienił, że samo Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest "urzędniczo dość sprawne", co pokazała chociażby ostatnia akcja ewakuacyjna z Kabulu. - MSZ w awaryjnych sytuacjach działa w zasadzie bez zarzutu. Natomiast co do zasady i idei, jaką kieruje się dyplomacja i rząd, to one są bardzo złe i prowadzą Polskę na manowce - uważa były ambasador w Afganistanie.

Przyłębski? "Ambasador porażka"

Ze stanowiskiem ambasadora w Niemczech żegna się prof. Andrzej Przyłębski, prywatnie mąż Julii Przyłębskiej. Jego misja ma dobiec końca w styczniu przyszłego roku. Jak pisał Onet, "decyzja ta została wymusza zarówno przez kierownictwo PiS, jak i przez centralę MSZ". "Nasze źródła twierdzą, że misja Przyłębskiego w stolicy Niemiec została bardzo nisko oceniona i uznana za niemającą większych perspektyw na nawiązanie relacji z nowym urzędem kanclerskim Olafa Scholza, który po 16 latach zastąpił na stanowisku kanclerza Niemiec Angelę Merkel" - czytamy.

Płk Łukasiewicz - pytany o Andrzeja Przyłębskiego - mówi krótko: "To był ambasador porażka. Można to śmiało powiedzieć".

- Można niuansować ambasadury panów Wilczka czy Magierowskiego, natomiast w przypadku pana Przyłębskiego to była porażka. Nie było nigdy tak źle, by ambasador przez całą swoją kadencję intensywnie obrażał gospodarzy. Mało tego, obrażał również innych ambasadorów, np. ukraińskiego - wyliczał.

Zdaniem gościa TOK FM to, co robił w Berlinie Andrzej Przyłębski, to była taka "ambasadura uprawiana młotkiem", "wynikająca raczej z wysokiej pozycji politycznej związku małżeńskiego, w jakim pan ambasador pozostaje". Łukasiewicz podkreślał, że nawet w momencie, gdy gospodarze (Niemcy) próbowali jakoś relacje z Polską naprawiać, nasz ambasador dalej usilnie ich krytykował i o żadnej dyplomacji w tym przypadku nie mogło być mowy.

DOSTĘP PREMIUM