Donald Tusk jest "spokojny" o wyborców Hołowni. "Dzisiaj mamy prawie 40 procent"

Donald Tusk w TOK FM przekonywał, że jest zadowolony z tego, co do tej pory udało się osiągnąć Platformie Obywatelskiej pod jego przywództwem. Na pytanie, czy PO samodzielnie może pokonać PiS, odpowiedział bez wahania: "Oczywiście, że tak. Uważam to pytanie w ogóle za bezzasadne". Wspomniał też o współpracy z Szymonem Hołownią.
Zobacz wideo

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej, były premier i były przewodniczący Rady Europejskiej, przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej był gościem Karoliny Lewickiej w Wywiadzie Politycznym. Pytany o pomysł na wygranie wyborów - podał, że "nie ma złudzeń" co do tego, że "wyborca PiS, widząc, że ta władza robi brzydkie rzeczy, sam uzna, że źle zrobił" i zagłosuje na Platformę Obywatelską.

Tusk podkreślał, że cały czas liczy na współpracę całej opozycji. - Dzisiaj musimy z partnerami z opozycji stworzyć projekt odbudowy Polski po PiS-ie. (...) Potrzebny jest spryt i determinacja, żeby tak to poskładać, by nie zmarnować faktu, że PiS może liczyć dziś maksimum na 30 procent poparcia. Konfederacja jest dużym znakiem zapytania, ale to nadal nie jest ponad połowa wyborców. To oznacza, że wszystkie karty są właściwie na stole - powiedział.

Szef PO zaznaczał, że w ciągu czterech miesięcy jego partia z kilkunastu procent "urosła" w sondażach do 25 procent. - To nie jest dla mnie satysfakcjonujące, ale (...) głęboko wierzę w zdolność działania swojej partii, by wygrywać - stwierdził i dodał, że w przeszłości dał dowody, iż umie to robić.

Hołownia podkrada głosy PO? "Ja się na to nie obrażam"

Zastrzegł jednak, że dziś sytuacja jest inna niż w przeszłości, chociażby dlatego, że pojawiła się partia Szymona Hołowni, na którą głosują także dawni wyborcy PO. - Ja się na to nie obrażam. Każdemu partnerowi politycznemu życzę skuteczności choćby na moim poziomie, to wtedy nie będzie już problemu - powiedział. Jak dodał, będzie przekonywał partie opozycyjne, żeby poszły razem z PO do wyborów. - Gdybyśmy dzisiaj to zrobili, wygralibyśmy wybory - ocenił.

Platforma może sama wygrać z PiS? "Oczywiście, że tak"

Na pytanie, czy PO może osiągnąć samodzielną zdolność pokonywania PiS, odpowiedział: - "Oczywiście, że tak". - To pytanie uważam za bezzasadne, jeśli pamiętamy, jak wyglądały wybory w Polsce przed laty - mówił.

- Nie jestem cudotwórcą i nigdy nie miałem takich aspiracji. Obiecałem, że odbuduję PO, żeby osiągnąć zwycięstwo nad PiS-em. Uważam, że cztery ostatnie miesiące potwierdzają, że mój optymizm ma uzasadnienie - powiedział. - Nie chcę nikomu wmawiać, że przyjechałem tutaj po to, żeby zbudować partię na 60 procent poparcia. Z PO osiągaliśmy 39-41 proc. Dziś mamy ponad 20 procent plus te stabilne 10-12 procent Szymona Hołowni - powiedział Tusk. - To są ludzie, co do poglądów których mam pełne zaufanie. Nie muszą mnie kochać i na mnie głosować, ale (...) mówiąc krótko, my dzisiaj mamy prawie 40 procent - podkreślił i stwierdził, że to "powinno wystarczyć na wygraną z PiS".

O Szymonie Hołowni powiedział, że to "człowiek na początku swojej drogi i może brakuje mu doświadczenia, ale z moralnymi fundamentami". - Nie mam co do niego żadnych obaw - przyznał. - Jeśli dzisiaj zgłaszam obawy, to dotyczą one dwuznaczności i dziwnych zachowań liderów Lewicy, co do których nikt dzisiaj w Polsce nie ma pewności, czy chcą urządzać Polskę po wyborach razem z PiS-em, czy chcą po nim sprzątać. A dla mnie to pytanie jest fundamentalne - podkreślił.

Jako dowód swojej skuteczności wymienił manifestacje dot. pozostania Polski w Unii Europejskiej. - Jej zorganizowanie zajęło mi półtora dnia, oczywiście wspólnie ze wszystkimi, którzy przyłączyli się do tej idei. Proszę mi wierzyć na słowo: to w dużym stopniu złamało dynamikę obrzydzania UE, którą PiS prowadził od kilkunastu miesięcy - mówił. - PiS-owi już nie starcza odwagi, by atakować UE, więc teraz Niemcy nazywają IV Rzeszą - dodał.

Tusk o TVP: Nie ma polityka, który byłby doświadczony tak zmasowanym atakiem

Odniósł się także do ataków na niego ze strony mediów publicznych. - Starałem się to wytłumaczyć opinii publicznej i moim sympatykom, gdy zdecydowałem o niekandydowaniu w ostatnich wyborach prezydenckich, bo dokładnie wiem, jakie spustoszenie ta permanentna kampania przeciwko mnie poczyniła. Proszę mi wierzyć, że nie ma w Europie polityka, który byłby tak doświadczony tak zmasowanym atakiem mediów publicznych najcięższymi epitetami: "zdrajca", "agent niemiecki", "morderca", "złodziej". W ten sposób udało się ograniczyć w Polsce skalę poparcia dla mnie, ale to absolutnie nie zwalnia mnie z walki. M.in. też dlatego żeby takie rzeczy więcej się w Polsce nie działy - ocenił.

DOSTĘP PREMIUM