W PiS już szykują "wariant B" dla Łukasza Mejzy? "Oni takie numery robią"

- Łukasz Mejza zarabia ze wszystkimi dodatkami pewnie 20 tysięcy złotych brutto, czyli na rękę ma 14-15 tysięcy. Do tego frukty i apanaże. A nic nie robi. Jedynie głosuje tak, jak mu PiS każe - grzmiał w TOK FM Tomasz Trela z Lewicy.
Zobacz wideo

Wiceminister sportu Łukasz Mejza zawiesza swój udział w pracach resortu i wystąpił o urlop poselski. Decyzję ogłosił dzisiaj w mediach społecznościowych. Polityk – co opisała Wirtualna Polska - zanim wszedł do Sejmu, oferował rodzicom nieuleczalnie chorych dzieci wyjazdy zagraniczne na niesprawdzone terapie. Dziś poinformował, że zawiesza działalność, bo musi walczyć o dobre imię. Tomasz Trela z Lewicy ironizował w TOK FM, że skoro Mejza aż tak bardzo zmęczył się pracą, to powinien złożyć dymisję i oddać mandat poselski, a nie zasłaniać się urlopem. – My nie robimy nikomu łaski. Zostaliśmy wybrani i bierzemy za to pieniądze. Nie pracujemy do 8 do 16, tylko wtedy, kiedy jest potrzeba. Mejza pewnie sobie myśli, że ten okres okołoświąteczny wystudzi emocje i w styczniu wszyscy o tym zapomną. Bardzo się myli – mówił Trela.

Jego zdaniem Łukasz Mejza już dawno powinien zostać zdymisjonowany, ale nie doszło do tego, bo "cały PiS wisi na Mejzie". – On teraz sobie może szantażować tę chybotliwą większość parlamentarną. (…) Nie sądziłem, że Jarosław Kaczyński będzie sobie dla władzy pozwalał na takie dziadostwo i obrzydlistwo – ocenił poseł Lewicy. Według gościa "Wywiadu politycznego" urlop Mejzy został "uknuty na Nowogrodzkiej (siedziba PiS-red.)". – Oni to wspólnie wymyślili. Powiedzieli mu: "Ty się, Mejza, teraz schowaj, idą święta, a potem zobaczymy, co się wydarzy. Może będzie inna sytuacja" – mówił Trela.

Opowiadał też, że władza ma pewnie "wariant B" dla Mejzy. – On złoży dymisję w odpowiednim momencie. Odczeka kilka tygodni i dostanie intratną propozycję w innym zakresie. Już przecież był taki poseł, co to został pełnomocnikiem banku, a potem wiceministrem rolnictwa. Oni takie numery robią – przekonywał Trela.

Poseł mógł mieć na myśli Lecha Kołakowskiego, który został we wrześniu 2020 zawieszony w prawach członka partii przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, bo nie poparł nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Potem wypłynął jako doradca prezesa zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego, a teraz jest  wiceministrem rolnictwa.

"Oszukaniec i obrzydliwiec"

Karolina Lewicka, prowadząca "Wywiad Polityczny", przypomniała, że niedawno parlamentarzyści Lewicy byli na kontroli poselskiego w resorcie sportu i nie znaleźli żadnych śladów aktywności wiceministra Mejzy. – To jest oszukaniec i obrzydliwiec. Ja rozmawiałem z posłami, którzy byli na tej kontroli. Powiedzieli mi, że nie ma śladu, żeby ten facet w ogóle przychodził do pracy. Może się pojawił tylko po to, żeby pobrać laptop, telefon i służbowy samochód z kierowcą – wspominał Trela.

Podkreślał, że "wszyscy w podatkach" składają się na pensję Łukasza Mejzy. – On zarabia ze wszystkimi dodatkami pewnie 20 tysięcy złotych brutto, czyli na rękę ma 14-15 tysięcy. Do tego frukty i apanaże. A nic nie robi. Jedynie głosuje tak, jak mu PiS każe. Ja go obserwuje w Sejmie, on przychodzi, głosuje i wychodzi. Nie ma absolutnie żadnych innych aktywności. On chce się nachapać. To jest obrzydliwe – grzmiał Trela.

Jego zdaniem wszyscy wyborcy dostają w tej sprawie jasny komunikat. – PiS to jeden wielki obrzydliwy Mejza. On im się będzie śnił po nocach – podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM