"Z większością dla 'lex Czarnek' może być problem". Posłanka uważa, że minister nie wszystkim w PiS się podoba

PiS zaliczył wpadkę w głosowaniu ws. "lex Czarnek". Jak mówiła w TOK FM Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, to "wygrana bitwa". Posłanka Lewicy przekonywała, że jest szansa, by projekt definitywnie odrzucić. - Czarnek podczas poprzedniego posiedzenia komisji wypowiadał się jak głos antyszczepionkowców. Myślę więc, że przynajmniej część posłów PiS może coraz bardziej krytycznie spoglądać na lokatora siedziby Ministerstwa Edukacji i Nauki - oceniła.
Zobacz wideo

We wtorek miał być procedowany w Sejmie projekt zwany potocznie "lex Czarnek", który drastycznie zwiększa uprawnienia kuratorów oświaty. Jednak rano, na posiedzeniu sejmowych komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Obrony Narodowej opozycja przegłosowała wstrzymanie prac. Projekt został także wycofany z obrad na sali plenarnej.

- To wygrana bitwa, ale jeszcze nie wojna, wojna o polską szkołę - komentowała w TOK FM Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Posłanka podkreśliła, że nie ma dziś w Polsce środowiska związanego z oświatą, które nie sprzeciwiałoby się tej ustawie. - Mówimy o sprzeciwie nauczycieli, rodziców, uczniów, samorządowców, ekspertów... W zasadzie, gdzie nie spojrzeć, to stamtąd płynie głos sprzeciwu wobec zwiększania nadzoru kuratorów nad dyrektorami i szkołami. 65 proc. Polaków uważa, że to nie kurator i minister powinni mieć wpływ na to, jakie zajęcia odbywają się w szkole. Decydować o tym powinien przede wszystkim dyrektor, nauczyciel i rodzic - mówiła gościni Wywiadu Politycznego.

Czarnek "chyba zaczyna już mieć na pieńku także z ministrami z własnego rządu"

Polityczka ma nadzieję, że posłowie PiS przez święta zrozumieją, że "nie warto wyciągać tej ustawy z sejmowej zamrażarki". Tylko, czy taki scenariusz jest możliwy?

- Minister Czarnek nie jest popularnym członkiem rządu PiS, już nie tylko wśród uczniów, rodziców i środowiska oświatowego, ale chyba zaczyna już mieć na pieńku także z ministrami z własnego rządu - stwierdziła Dziemianowicz-Bąk. I przypomniała o poważnej różnicy zdań między szefem MEiN a ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim w sprawie obowiązkowych szczepień dla nauczycieli. Szef MZ to zwolennik takiego rozwiązania.  

- Sprzeciw ministra Czarnka, aby objąć przynajmniej nauczycieli obowiązkowymi szczepieniami, jest sprzeciwem kuriozalnym. Mamy do czynienia z jednym rządem, w którym dwóch ministrów twierdzi, że powinno się robić w sprawie pandemii zupełnie inne rzeczy. Minister Czarnek podczas poprzedniego posiedzenia komisji edukacji wypowiadał się w zasadzie jak głos antyszczepionkowców. Więc myślę, że przynajmniej część posłów Prawa i Sprawiedliwości może coraz bardziej krytycznie spoglądać na lokatora siedziby Ministerstwa Edukacji i Nauki. I z większością dla "lex Czarnek" może być problem - oceniła gościni TOK FM.

Zdaniem polityczki duży wpływ na ocenę działań ministra przez posłanki i posłów PiS-u może mieć to, że w badaniach wyraźnie widać, iż duża część wyborców partii rządzącej nie ma dobrej opinii o Czarnku. - Oni także są rodzicami, nauczycielami, mają wnuki w polskich szkołach. (...) Nawet 44 proc. wyborców PiS-u deklaruje, że dziś, gdyby tylko mogło sobie na to pozwolić, zabrałoby dziecko z publicznej szkoły - mówiła. Według Dziemianowicz-Bąk trudno o bardziej dobitną ocenę tego, co z polską edukacją zrobił PiS. Rękami kolejnych ministrów: Anny Zalewskiej, Dariusza Piątkowskiego i Przemysława Czarnka.

Lewica chce obowiązkowych szczepień na COVID-19

Przed tygodniem klub Nowej Lewicy złożył w Sejmie projekt ustawy, który zakłada wprowadzenie obowiązku szczepień przeciw COVID-19 dla osób dorosłych, a także karę grzywny dla niezaszczepionych.

 - To, co zapowiada rząd to zbyt mało i zbyt późno. Dziś nie ma już czasu na półśrodki, po prostu trzeba wprowadzić obowiązkowe szczepienia - mówiła Dziemianowicz-Bąk. Posłanka zwróciła też uwagę, że w społeczeństwie rośnie poparcie dla tego rozwiązania. - Już 41 proc. Polek i Polaków opowiada za powszechnym obowiązkiem szczepień, kolejne 19 proc. uważa, że obowiązkowe szczepienia powinny zostać wprowadzone przynajmniej dla niektórych grup zawodowych - argumentowała.

Jak oceniła posłanka, "gdyby rządowi nie zabrakło zwykłej odwagi i nie patrząc na swoje słupki poparcia, poparłby inicjatywę Lewicy". - Wtedy będziemy mogli mówić o realnej walce z pandemią - podsumowała rozmówczyni Adama Ozgi.

DOSTĘP PREMIUM