"Czarzasty swoją pogardą zasiał wiatr i teraz zbiera burzę". Leszek Miller o odejściu polityków z Lewicy

Leszek Miller nie dziwi się odejściu z Lewicy piątki polityków. - Sam już od dłuższego czasu krytykowałem ewolucję Lewicy w kierunku prywatnej partii Włodzimierza Czarzastego. Nie ulega wątpliwości, że on swoimi antydemokratycznymi decyzjami i pogardą, którą okazywał członkom SLD, zasiał ten wiatr i teraz zbiera burzę - mówił w TOK FM były premier. Odpowiedział też na pytanie, czy zamierza przystąpić do ugrupowania byłych już polityków Lewicy.
Zobacz wideo

Wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska-Stanecka, senator Wojciech Konieczny oraz posłowie Joanna Senyszyn, Robert Kwiatkowski i Andrzej Rozenek odeszli we wtorek z klubu Lewicy, by stworzyć koło poselskie PPS. Mikołaj Lizut zapytał w TOK FM swojego gościa Leszka Millera, czy dostał zaproszenie do tego grona. - Nie, ale ja już wcześniej powiedziałem, że SLD był dla mnie ostatnią partią polityczną. Zatem gdy w SLD mnie zlikwidowano, to stałem się bezpartyjny i już tak pozostanie - odpowiedział.

Jak jednak dodał, przeczytał oświadczenie wydane przez polityków, którzy odeszli z Lewicy, i nie dziwią go te słowa. - Piszą, że nie są w stanie znieść zakłamania, fałszu, pozornych działań ani autoryzować dyktatorskich praktyk w partii Lewica i odchodzą, by skutecznie współpracować z całą demokratyczną opozycją w celu odsunięcia od władzy i rozliczenia PiS. Jak rozumiem, cała piątka ma nadzieję na życie bez PiS-u, a nie u boku PiS-u - mówił.

Podkreślił, że sam już od dłuższego czasu krytykował "ewolucję Lewicy w kierunku prywatnej partii Włodzimierza Czarzastego". - Nie ulega wątpliwości, że on swoimi antydemokratycznymi decyzjami, pogardą, którą okazywał członkom SLD, zasiał ten wiatr i teraz zbiera burzę. Bo nie każdemu odpowiada bycie członkiem prywatnej partii, a właściwie związku towarzysko-biznesowego pana Czarzastego - stwierdził.

Ocenił, że za sprawą działań Włodzimierza Czarzastego Lewica "utraciła wszystkich senatorów i przestała być klubem parlamentarnym". - Warto dodać, że wcześniej straciła trzech byłych premierów, bo ja, Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Belka nie wstąpiliśmy do tego nowego tworu. Więc już od jakiegoś czasu było widać, że część z nas po lewej stronie nie akceptuje technik rządzenia, które polegają na takim zbliżaniu się do PiS-u. Nie może być częścią demokratycznej opozycji partia, która sama nie jest demokratyczna - powiedział.

"Lewica pod kierownictwem Czarzastego łatwiej znosi kooperację z PiS-em niż z PO"

Gość TOK FM dał też do zrozumienia, że nie obawia się o lewicowych wyborców, bo "będą dalej mieć swoją reprezentację w Sejmie". - Przecież Lewica Czarzastego nie zniknie, a ci, którzy są nią rozczarowani, mają w tej chwili alternatywę. PPS został zasilony przez kilka osób z bardzo głośnymi nazwiskami, którzy piastują mandaty posłów i senatora. Więc jeśli uda się im skupić na sobie uwagę opinii publicznej, to jest dla nich jakaś szansa. Choć z własnego doświadczenia wiem, jak trudno buduje się nową strukturę - zastrzegł. 

Prowadzący audycję zauważył, że obecnie środowiska lewicowe są rozdrobnione i nie mają większego politycznego znaczenia. - Bo to zawsze jest związane z jakością przywództwa. Jeśli jest lider, który poprzez swój autorytet jest wzorem dla pozostałych, to oni chętnie się jemu podporządkowują. A ponieważ dzisiaj na lewicy nie ma takiego lidera, to jest, jak jest - ocenił.

Leszek Miller przyznał również, że jest zwolennikiem budowania przed wyborami "jednej dużej listy opozycyjnej, na której zmieszczą się wszyscy". - Bo naprzeciw Zjednoczonej Prawicy musi stanąć zjednoczona opozycja, by myśleć o odsunięciu PiS od władzy - wyjaśnił. - Jest jednak pytanie, czy Donald Tusk będzie chciał się porozumiewać z Lewicą, ale myślę, że tak. Natomiast myślę, że on czeka, aż w Lewicy sytuacja ostatecznie się wyklaruje. Bo nie tylko on ma wrażenie, że Lewica pod kierownictwem Czarzastego łatwiej znosi kooperację z PiS-em niż z PO. Czyli sam Tusk wzbudza większą niechęć w Lewicy niż PiS - mówił.

DOSTĘP PREMIUM