"GW": Ochrona Kurskiego karmi kota prezesa TVP i robi zakupy jego żonie

"Miś czy ktoś może kupić mi czekoladki w Galerii Mokotów w sklepie Lindt? Za 100 zł, są na wagę". Po czekoladki służbowym autem jedzie kierowca TVP. To jedno z licznych poleceń i zachcianek, które muszą spełniać pracownicy telewizji" - informuje "Gazeta Wyborcza". Pracownicy ochrony mieli też śledzić polityków Rafała Trzaskowskiego; zajmowali się też dowożeniem jedzenia żonie Jacka Kurskiego oraz karmieniem kota prezesa TVP.
Zobacz wideo

Ochrona prezesa TVP została utworzona w pierwszej połowie 2019 roku. Szczegóły działania ochroniarzy dziennik poznał dzięki informatorowi, który w momencie zatrudnienia w telewizji publicznej miał kilkuletnie doświadczenie w branży. Pracę dostał po rozmowie z Mirosławem Orzołem, ps. "Małpa", który jest byłym funkcjonariuszem GROM-u, który zajmuje się organizacją ochrony prezesa telewizji publicznej. Praca zaczęła się od towarzyszenia Jackowi Kurskiemu na konferencjach, bankietach i uroczystościach państwowych.

Jak wynika z ustaleń "Gazety Wyborczej", wszyscy zatrudnieni jako ochroniarze mają podobne wynagrodzenie - 11 tys. brutto. "Na rękę to ok. ośmiu, ale średnio trzy razy w roku ochroniarze dostają okolicznościowe nagrody, od trzech do ośmiu tysięcy brutto. Do tego pakiet socjalny i ochrona medyczna. W ciągu następnych miesięcy zespół rozrasta się do ośmiu, momentami dziesięciu osób. Większość pracuje na stałe, dwóch pracowników wzywanych jest w nadzwyczajnych okolicznościach. Na ślubie Kurskich w Łagiewnikach prezesa i jego żonę ochrania pięciu pracowników TVP" - czytamy.

Kajzerki, czekoladki i pranie

Z czasem obowiązków przybywa, ochroniarze wożą Kurskiego do i z pracy. Dużo uwagi poświęcają też żonie pana prezesa. "Np. 5 lutego 2020 roku przekazuje wiadomość, którą wcześniej wysłała mu żona Joanna: 'Miś czy ktoś może kupić te czekoladki dla mnie w Galerii Mokotów na 0 level w sklepie Lindt? Za 100 zł. Są na wagę". Po czekoladki służbowym autem jedzie kierowca prezesa. 4 listopada 2019 roku Jacek Kurski pisze do jednego z pracowników ochrony: 'Napisz smsa do mojej żony czy chce żebyś przywiózł jedzenie teraz w czasie basenu Please'. - 'Rozkaz'" - odpowiada pracownik TVP w rozmowie z "Wyborczą".

Mężczyzna dodaje, że "w ciągu roku zakupy spożywcze żonie prezesa" robił co najmniej kilka razy. "Kiedy była w szpitalu, przed urodzeniem dziecka, niemal codziennie któryś z nas w godzinach pracy zawoził jej obiady. Prezes dawał nam na to prywatną kartę lub gotówkę, ale za paliwo płaciła telewizja. Korzystaliśmy z karty Flota. Można było nią płacić bez limitów, wyłącznie na stacjach Orlenu. Któregoś dnia padło polecenie od prezesa: 'Weźcie z Kaprysa [bar w siedzibie TVP przy Woronicza - przyp. red.] dwie kanapki i zawieźcie Asi do domu'. Bułki służbowym autem małżonce prezesa zawiózł kierowca. To 20 km w jedną stronę, w godzinach szczytu prawie godzina drogi" - informuje "GW".

Pracownicy ochrony mieli się też zajmować m.in. zawożeniem brudnych ubrań małżeństwa Kurskich do pralni i przywożenie czystych do domu. "Joanna Kurska nie używa pralki. Raz, czasem dwa razy w tygodniu zostawia nam wór lub dwa worki brudnych ubrań" - mówi jeden z rozmówców gazety.

Z relacji pracowników wynika, że w domu prezesa TVP "gotuje kobieta pochodzenia azjatyckiego". "Jesienią 2020 roku gosposia choruje na COVID-19. Jeden z pracowników na polecenie kierownika ochrony wiezie ją do ośrodka wypoczynkowego TVP w Sarnówku, koło Ostródy. Z Warszawy to 230 km. Kucharka Kurskich odbywa tam izolację. Przyjmuje ją sam kierownik. - Za pobyt płaci telewizja - mówią pracownicy. Kierownik ośrodka Andrzej Kopiński zapytany o izolację Azjatki w jego ośrodku: - Nie wiem, nie pamiętam takiej sytuacji" - informuje "GW".

Kiedy państwa Kurskich nie ma w domu, bo wyjeżdżają na urlop, to pracownicy ochrony karmią ich kota. Mają klucze do domu i "każde wejście i wyjście meldują Joannie Kurskiej".

"Pracownicy śledzą Trzaskowskiego". Czekają też na dziennikarkę "Wyborczej"

Jeden z rozmówców "GW" ujawnił, że w czasie kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2020 roku "Małpa" miał jeździć za Rafałem Trzaskowskim. "Z tego, co wiem, miał dowiedzieć się, jaką ochronę ma kandydat PO na prezydenta. Nie wiem, czy była to jednorazowa akcja, czy śledzenie się powtarzało. Śledzenie Trzaskowskiego potwierdza nam drugi pracownik: - Jeździł za nim podczas kampanii i robił zdjęcia. Wysyłał je nam w komunikatorze. Widziałem je, ale nie wnikałem w szczegóły" - czytamy w "GW".

Ochrona interesowała się też dziennikarką "Wyborczej" Agnieszką Kublik. "Na rozkaz 'Małpy' pracownik ma jechać służbowym autem na ul. Czerską i czekać na dziennikarkę przed redakcją. Ma zrobić jej zdjęcie. - Ta dziennikarka wcześniej przedstawiła w sądzie zaświadczenie o urlopie, a Kurski uważał, że jest fałszywe i że tego dnia na pewno przyjdzie do pracy" - czytamy. Jak wyjaśnia rozmówca gazety, "zdjęcie miało być tego dowodem".

Gdy po wyroku TK, którym kieruje Julia Przyłębska, w sprawie aborcji w całym kraju wybuchła fala masowych protestów, prezes TVP dostał ochronę Służby Ochrony Państwa. "Od tego czasu to SOP jeździ z Kurskim w jednym aucie, ale ochroniarze zatrudnieni przez TVP wciąż realizują osobiste polecenia prezesa i jego żony. (...) Kolejnym obowiązkiem pracowników TVP jest odwożenie i zawożenie syna Jacka Kurskiego. Ochroniarze czekają na niego na lotnisku, na dworcu, zawożą na basen" - wylicza dziennik.

TVP nie udzieliła odpowiedzi na pytania "GW" w sprawie ochrony. PO przesłaniu ich do telewizji autor opublikowanego dziś artykułu dostał wiadomość od jednego ze swoich rozmówców: "Wycofuję zgodę na publikację rozmowy i wszelkich informacji ode mnie. Spreparowałem je pod wpływem błędu i emocji, gdyż chciałem zemścić się na swoim byłym przełożonym z TVP. (...) Żądam wstrzymania publikacji".

"Kwadrans później wiadomość o tej samej treści wysłał drugi pracownik", z którym kontaktował się dziennikarz "GW".  "TVP otrzymała oświadczenie Pana (tu pada nazwisko naszego informatora, którego nie ujawniamy podczas publikacji, ani nie ujawnialiśmy w korespondencji z TVP), przesłane przez niego również do »Gazety Wyborczej«, które w zasadzie wyjaśnia wszystkie wątpliwości i jest potwierdzeniem, że otrzymane pytania i planowana publikacja są elementem prowokacji przeciwko TVP" - czytamy w "GW".

DOSTĘP PREMIUM