"Ten młody człowiek bredzi". Dziennikarz przestrzega przed wywiadem z żołnierzem dezerterem

W internecie pojawiają się fragmenty wywiadu z polskim żołnierzem, który uciekł na Białoruś. - To idealna ilustracja tego, żeby do białoruskiej propagandy podchodzić z dużą rezerwą - uczulał w TOK FM nasz dziennikarz Jakub Medek.

Opozycja domaga się wyjaśnień i posiedzenia komisji obrony po doniesieniach o ucieczce polskiego żołnierza na Białoruś. Tamtejsza reżimowa telewizja publikuje wywiad z mężczyzną. Możemy tam usłyszeć między innymi historię o polskich żołnierzach, którzy przy granicy mieli zastrzelić dwóch wolontariuszy.

Jak opowiadał w TOK FM Jakub Medek, dziennikarz naszego radia, który od wielu tygodni zajmuje się kwestią migrantów na granicy polsko-białoruskiej, wywiad jest idealną ilustracją tego, żeby do białoruskiej propagandy podchodzić z dużą rezerwą. - Ten młody człowiek bredzi. Nawet jeśli krytycznie podchodzimy do działań polskich służb mundurowych na granicy i wiemy, że często ich czyny nie licują z godnością munduru, no to takie rzeczy jak strzelanie do migrantów czy bicie wolontariuszy się nie działy - mówił Medek.

Uczulał, że białoruskie służby mogą manipulować młodym żołnierzem. - Nie wiemy, dlaczego on tak mówi. Może jest pod wpływem jakichś środków, może jest szantażowany. Białoruskie służby stosują różne środki, dlatego nie można przywiązywać wagi do tego, co on mówi - podkreślał dziennikarz TOK FM i dodawał, że mimo wszystko jest to duży problem dla Polski. - Bo białoruska propaganda będzie to wykorzystywać na różne sposoby. To jest dla nas duży kłopot - wyjaśniał Medek. Białoruskie media przekazują, że Polak złożył już wniosek o azyl.

Gość TOK FM odniósł się też do informacji, że Mariusz Błaszczak wyciągnął konsekwencje wobec przełożonych dezertera. Mieli oni zostać odwołani ze stanowisk. - O ile znam strukturę wojska polskiego, a miałem okazję z nim współpracować, to jest to jakiś żart. To po prostu przerzucenie odpowiedzialności na najniższy szczebel. To tym naszym wojskiem kierują właściwie porucznicy i sierżanci, których minister odwołał? Rodzi się zatem pytanie, za co Mariusz Błaszczak bierze pieniądze - ironizował Medek. 

DOSTĘP PREMIUM