Omikron. To nie jest nowa fala, to jest nowa pandemia. I działa tylko trzecia dawka szczepionki

Ani podwójna dawka szczepionki, ani wcześniejsze przechorowanie COVID-19 nie daje wystarczającej ochrony przed zarażeniem omikronem - wynika z badań zespołu Imperial College London. Dopiero po trzeciej dawce prawdopodobieństwo zakażenia spada o 50-85 proc.
Zobacz wideo

Naukowcy nie mają też na razie dowodów, że nowy wariant koronawirusa jest łagodniejszy od wcześniejszych wersji, na co świat miał nadzieję po pierwszych doniesieniach z RPA, gdzie odkryto mutację. To wszystko sprawia, że w walce z pandemią świat cofa się niemal do punktu wyjścia. I ma przed sobą nie nową falę starej pandemii, ale całkiem nową pandemię.

Zespół Imperial College London przeanalizował wszystkie przypadki COVID-19 potwierdzone testem PCR w Anglii w okresie od 29 listopada do 11 grudnia, co czyni to badanie jednym z największych od wykrycia nowego wariantu. Wyniki potwierdzają wcześniejsze przypuszczenia naukowców, że omikronowi udaje się omijać mechanizmy obronne organizmu tak po zaszczepieniu, jak i po przejściu zakażenia wcześniejszymi wariantami. Ta mutacja wirusa szerzy się też w nienotowanym wcześniej tempie - 70 razy szybciej niż wcześniejsza wersja, czyli delta. Odsetek omikronu wśród wszystkich przypadków COVID-19 prawdopodobnie podwajał się co dwa dni. Brytyjski zespół naukowy ocenia, że każda osoba zarażona tym wariantem przekazała go więcej niż trzem innym osobom.

Trzecia dawka jest kluczowa

W równoległym badaniu zespół naukowców z Uniwersytetu Stanowego Washington odkrył, że chińska szczepionka Sinovac, rosyjska Sputnik oraz amerykańska Johnson&Johnson wcale lub w niezwykle niskim stopniu chronią przed nowym koronawirusem. Najgorsze wyniki miał preparat rosyjski, amerykańska szczepionka obroniła przed omikronem jedną na 12 osób, chińska trzy na 13. Z badania wynika też, że największą odporność wykazywały osoby, które jednocześnie przeszły koronawirusa i zaszczepiły się podwójną dawką szczepionki mRNA. U pozostałych odporność znacząco podnosi dopiero przyjęcie trzeciego szczepienia. W tym punkcie naukowcy na całym świecie są ze sobą wyjątkowo zgodni.

Prof. prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk, szefowa Zakładu Biologii Molekularnej Wirusów Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiej Akademii Medycznej ostrzegała w TOK FM, że okoliczności są dzisiaj absolutnie alarmowe. - Jeśli w okolicach Bożego Narodzenia zdarzy się kilkaset zarażeń dziennie omikronem, to dla nas byłaby sytuacja katastrofalna - prognozowała naukowczyni. W Polsce dwiema dawkami zaszczepionych jest niewiele ponad połowa obywateli. To jeden z najgorszych wyników w Unii Europejskiej. Ale ten fatalny wynik i tak nie opisuje powagi sytuacji. W przypadku omikronu ważne jest bowiem nie to, ilu obywateli zakończyło pierwszą rundę szczepień, ale to, ilu zaszczepionych jest trzecią dawką. I właśnie mizerne na razie efekty doszczepienia sprawiają, że naukowcy nie wahają się mówić o swoim przerażeniu.

Doszczepianie szybciej

Właśnie z powodu braku masowej odporności na omikron naukowcy, rządy i instytucje zdrowia publicznego na całym świecie znów gorączkowo szukają sposobów skutecznej obrony przed koronawirusem. Jedna z rozpatrywanych metod to przyspieszenie terminu podania trzeciej dawki do zaledwie trzech miesięcy od przyjęcia drugiej, inna to krzyżowanie różnych rodzajów szczepionek. Zapadają też decyzje o ograniczaniu kontaktów społecznych czy swobody podróżowania. Wszystko po to, by spowolnić tempo rozwoju pandemii, by ciężko zarażeni omikronem nie zaczęli masowo trafiać do szpitali, zanim nie opadnie wcześniejsza fala zakażeń deltą.

Żaden system ochrony zdrowia na świecie nie byłby bowiem w stanie przetrwać dwóch pandemii jednocześnie. - "Nawet jeśli okaże się prawdą, że omikron daje łagodniejszy przebieg niż wcześniejsza delta, to ten niewielki procent hospitalizowanych z gigantycznej liczby wszystkich zakażonych i tak jest przecież ogromną liczbą" - pisała na swoim koncie w mediach społecznościowych prof. Christina Pagel, naukowczyni z niezależnej brytyjskiej grupy SAGE modelującej przebieg pandemii w Wielkiej Brytanii. A to znaczyłoby, że w szpitalach nie tylko zabraknie miejsc dla chorych, ale także personelu medycznego, który też masowo zachoruje.

DOSTĘP PREMIUM