Paradoks Pegasusa. Nie ma podstaw, by inwigilować, ale zdobytych materiałów można użyć. Także w sądzie

Czy polskie służby mogą korzystać z oprogramowania w postaci Pegasusa? - Nie ma podstaw prawnych dla takich działań - mówi dr Paulina Piasecka z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. Czy w związku z tym można ich potem użyć w sądzie? I tu odpowiedź jest zaskakująca.
Zobacz wideo

Agencja AP podała, że kanadyjska grupa Citizen Lab, zajmująca się dokumentowaniem wykorzystania oprogramowania Pegasus wobec osób znanych publicznie, potwierdziła, że za pomocą tego narzędzia był inwigilowany Roman Giertych, a także prokurator Ewa Wrzosek. Oboje kojarzeni są ze sprzeciwem wobec działań rządu PiS. Giertych był podsłuchiwany w czasie kampanii i wyborów parlamentarnych w 2019 roku.

- W Polsce nie ma podstaw prawnych dla takich działań - nie ma wątpliwości dr Paulina Piasecka z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. - Nie dopracowaliśmy się w pełni działającego systemu nadzoru nad działaniami operacyjnymi służb specjalnych i służby policyjne. Wskazywał to już Rzecznik Praw Obywatelskich wraz z ekspertami w raporcie z września 2019 "Osiodłać Pegaza" - przypomniała w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Izraelskie oprogramowanie Pegasus, które Polska kupiła za 35 mln z pieniędzy resortu sprawiedliwości przeznaczonych na Fundusz Pomocy Ofiarom Przestępstw, integruje się z urządzeniem na poziomie systemu operacyjnego. Efekt jest taki, że urządzenie zainfekowane nie może się przed nim obronić. - Nie ma szyfrowania, które mogłoby zapobiec infiltrowaniu takiego urządzenia. Służby mają dostęp do każdej realizowanej funkcji - słuchania i rejestrowania rozmów, mają kontrola nad mikrofonem i kamerą - tłumaczyła Paulina Piasecka. 

Owoce drzewa zatrutego Pegasusem

O ile nie ma podstaw prawnych do wykorzystania takiego narzędzia, o tyle inaczej sprawa się ma z wykorzystaniem zdobytych za jego pomocą dowodów. - Nowelizacja Kodeksu postępowania karnego przyznała możliwość korzystania w procesie sądowym z "owoców zatrutego drzewa", czyli dowodów zdobywanych nielegalnie. Zasada otworzyła pole do nadużyć ze strony służb specjalnych, policji, prokuratur - wskazała rozmówczyni Mikołaja Lizuta. 

Pojawiły się jednak okoliczności, które odcięły polskie służby od Pegasusa. Pierwsza to umieszczenie Polski na liście krajów, których rządom Izrael nie będzie sprzedawał dostępu. - Rząd więc natychmiast stracił możliwość korzystania z tego oprogramowania. Tym bardziej że mieliśmy licencję, a nie dostęp. Było to skuteczne odcięcie - tłumaczyła gościni audycji "A teraz na poważnie".

Drugi czynnik, jak to ujęła Piasecka, dość zabawny, to kwestia kosztów pojedynczej licencji. - Pegasus nie tylko kosztuje, ale istnieje dosyć poważna opłata za każde kolejne urządzenie końcowe, w stosunku do którego się go używa - wyjaśniła.

Kto będzie kontrolował kontrolujących?

Niestety nawet jeżeli polskie służby z Pegasusa nie będą korzystać, to mają inne oprogramowania inwigilacyjne. - A sam fakt, że istniała taka skłonność, nikomu nie powinien poprawiać humoru - dodała Piasecka. Jej zdaniem ostatecznym weryfikatorem wykorzystania takich narzędzi powinna być decyzja wyborców przy urnach. - Pytanie na ile to zadziała w Polsce, przy braku zdolności państwa do wykształcenia prawidłowo funkcjonującego i trwałego mechanizmu kontroli i nadzoru nad służbami. Głos suwerena powinien być ostateczną czerwoną kartką - oceniła dr Paulina Piasecka z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM