Jak "wytrącić z ręki Ziobry młot na Grodzkiego"? Zdaniem Kataryny jest tylko jeden skuteczny sposób

Zbigniew Ziobro znów skierował do Senatu wniosek o uchylenie immunitetu marszałkowi Tomaszowi Grodzkiemu. - PiS od lat gra tą sprawą, bo może. Cały czas ma jeden argument: mamy wielkie dowody i postawilibyśmy zarzuty, tylko koledzy Grodzkiego go kryją - komentowała w Poranku Radia TOK FM Katarzyna Sadło, czyli blogerka Kataryna.
Zobacz wideo

Prokurator generalny Zbigniew Ziobro w środę skierował do Senatu ponowny wniosek o uchylenie immunitetu marszałkowi Izby Tomaszowi Grodzkiemu. - Nagonka na mnie ma służyć destabilizacji Senatu; w korowodzie kłamstw pisowskich odgrywam rolę "plastra" na niewygodne tematy - ocenił marszałek Senatu. Dodał, że jeśli wniosek tym razem będzie prawidłowo skonstruowany, to będzie dalej procedowany. Bo właśnie ze względu na wady prawne poprzednim wnioskiem nie zajął się Senat, o czy w październiku informował wicemarszałek Bogdan Borusewicz.

Zdaniem Katarzyny Sadło, blogerki znanej jako Kataryna, decyzja Bogdana Borusewicza to był polityczny błąd, którego nie powinno się powtarzać.

- To nie jest fair wobec opinii publicznej, bo immunitet powinien być ograniczony do działalności politycznej, parlamentarnej. Wiem, że prokuratura się uwzięła, jest upolityczniona, ale mimo wszystko oczekiwałabym od marszałka Grodzkiego stanięcia z otwartą przyłbicą, a nie chowania się za kolegami (Borusewiczem). Ktoś powinien być kilka stopni wyżej na tej drabinie przyzwoitości i powiedzieć: "Ok, są zarzuty, każdy obywatel musiałby się z nich spowiadać, to i ja się wyspowiadam"- mówiła w Poranku Radia TOK FM. Jak dodała, zakłada, że Grodzki jest w stanie wybronić się z zarzutów".

Zupełnie inaczej sytuację ocenił Marcin Piasecki. Dziennikarz "Rzeczpospolitej" podkreślił, że popiera pociąganie do odpowiedzialności wysoko postawionych urzędników, gdy zarzuty wobec nich nie są związane z ich działalnością polityczną. Natomiast – jak dodał – w przypadku marszałka Senatu sytuacja jest wyjątkowa, "głęboko anormalna".

- Przypomnijmy, że sprawa trwa od kilku lat, a sukcesów prokuratury po prostu nie ma. Marszałek Grodzki jest ofiarą bezwzględnej gry politycznej, w którą zaangażowany jest wymiar sprawiedliwości i obóz rządzący, który posługuje się tą sprawą, kiedy mu wygodnie - ocenił komentator. Zarzuty pod adresem Grodzkiego pojawiły się dopiero gdy został marszałkiem, a mają dotyczyć m.in. spraw sprzed wielu lat.

Zdaniem Piaseckiego gdyby Tomasz Grodzki zrezygnował z immunitetu, to obóz rządzący dostałby "olbrzymią porcję paliwa, żeby za pomocą wszystkich możliwych środków postponować marszałka i wykorzystywać tę sprawę w walce politycznej".

- Właśnie z tych powodów byłoby to (rezygnacja z immunitetu - przyp. red.) rozwiązanie lepsze – oponowała Katarzyna Sadło. - PiS od lat gra tą sprawą, bo może. Cały czas ma jeden argument: mamy wielkie dowody i postawilibyśmy zarzuty, tylko koledzy Grodzkiego go kryją. Gdyby kazać politykom PiS wyłożyć karty na stół, to mogłoby się okazać, że to byłaby najkrótsza droga do ośmieszenia tego oskarżenia i do wytrącenia z ręki Ziobry młota na Grodzkiego - argumentowała.

W jej ocenie gdyby postępowanie toczyłoby się już w prokuraturze, dziennikarze mogliby dopytywać o jego postępy i zeznania świadków. - Mogłoby się okazać, że z dużej chmury nie ma nawet kropli deszczu. A tak, wieczna ucieczka (marszałka Senatu) to powód, żeby go gonić - przekonywała Kataryna.

Marcin Piasecki wyraził jednak obawy, że prokuratura Zbigniewa Ziobry mogłaby procedować sprawę Grodzkiego bardzo długo, a politycy PiS mogliby stworzyć "długi propagandowy serial". - Może w niektórych mediach pojawiłyby się paski: "Dziesiąty dzień przesłuchiwania świadków ws. marszałka Grodzkiego". Można byłoby tym grać długo i gonić króliczka - stwierdził dziennikarz "Rz".

Oskarżenia pod adresem prof. Tomasza Grodzkiego

Przypomnijmy, po raz pierwszy sprawa uchylenia immunitetu marszałkowi Senatu pojawiła się wiosną 2021 roku. Wniosek w tej sprawie przekazała Prokuratura Regionalna w Szczecinie. Śledczy chcieli postawić marszałkowi cztery zarzuty, dotyczące przyjęcia korzyści majątkowej w 2006, 2009 i 2012 roku. Prokuratura zajęła się oskarżeniami dopiero w 2019 roku, gdy Grodzki został marszałkiem Senatu.

Pierwszą osobą, która oskarżyła prof. Tomasza Grodzkiego, była sympatyzująca z PiS wykładowczyni Uniwersytetu Szczecińskiego. Jak pisała w listopadzie 2019 roku na FB, gdy ponad 20 lat temu jej "mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację". Jeszcze tego samego dnia materiał na ten temat wyemitowały "Wiadomości" TVP. Temat podchwycił też znany działacz "Solidarności" i radny PiS Karol Guzikiewicz.

W sprawę zaangażowało się też Centralne Biuro Śledcze, apelując, by zgłaszały się osoby, które mogą coś wiedzieć na temat działań Tomasza Grodzkiego.

DOSTĘP PREMIUM