Czy Zandberg cieszy się z usunięcia konta Konfederacji? "Nie dam się namówić, by odpowiadać na pytanie"

- Skrajni wolnorynkowcy przekonają się na własnej skórze, do czego wzywają i jaki system wychwalają - od takiej uwagi Adrian Zandberg zaczął w TOK FM komentarz ws. zablokowania profilu Konfederacji na Facebooku. Ale jak podkreślił, sprawa jest ważna i pokazuje, jak potrzebne są regulacje dotyczące firm, do których należą media społecznościowe.
Zobacz wideo

Profil Konfederacji został usunięty z Facebooka 5 stycznia. Zgodnie z cytowanym w mediach oświadczeniem biura prasowego firmy stało się tak z powodu powtarzających się naruszeń dotyczących mowy nienawiści i dezinformacji na temat COVID-19. "A w szczególności fałszywych twierdzeń o tym, że maski nie ograniczają rozprzestrzeniania się choroby, że śmiertelność COVID-19 jest taka sama lub niższa niż grypy, a także, że szczepionki na COVID-19 nie zapewniają żadnej odporności i są nieefektywne".

Politycy Konfederacji mówili o ingerencji w polską demokrację, a premier Morawiecki zadeklarował, że  "nie ma zgody polskiego rządu na cenzurę i możliwość swobodnego prezentowania poglądów".

Adrian Zandberg komentując sprawę w TOK FM, zwrócił uwagę na jej "ironiczny kontekst". - Skrajni wolnorynkowcy przekonają się na własnej skórze, do czego wzywają i jaki system wychwalają - mówił w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz. Równocześnie polityk Razem podkreślił, że "wielkie platformy cyfrowe to nie są firmy, jak każde inne". - To są firmy, które kontrolują olbrzymią część naszego życia. Stąd ich działalność musi być uregulowana. Tego nie można zostawić swobodzie działania podmiotów rynkowych. Ktoś, kto tak myśli, grzeszy naiwnością - uważa poseł.

Gość TOK FM zastrzegł przy tym, że kontrola nad takimi firmami powinna być sprawowana z poziomu Unii Europejskiej. Dlatego - jak stwierdził - z nadzieją patrzy np. na toczące się już od jakiegoś czasu prace nad projektem "Digital Services Act", który miałby chronić użytkowników platform typu Facebook przed ewentualnymi nadużyciami.

- Jak na razie to korporacja podejmuje decyzje i nie ma możliwości odwołania się od niej. Po drugie, do końca nie wiadomo, kto te decyzje tak naprawdę podejmuje. Znaczną ich część jednak nie ludzie, a algorytmy. A to jest realne zagrożenie dla wolności słowa. Podmywanie władzy państw i społeczeństw demokratycznych nad debatą publiczną - wyjaśnił Zandberg.

"Fundujemy sobie świat jak z koszmaru" 

Jak przekonywał polityk Razem, czym innym jest usuniecie materiału, ze względu na to, że narusza on czyjeś dobra, stanowi zagrożenia dla zdrowia i życia, a czym innym wykluczenie podmiotu z platformy społecznościowej.

Takie decyzje nie powinny leżeć wyłącznie w gestii właściciela platformy. Jak ocenił Zandberg, w przypadku państw UE w zatwierdzanie takich decyzji powinien być zaangażowany Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A docelowo powinna powstać dedykowana takim działaniom instytucja.

- A cieszy się pan, że zostało usunięte konto Konfederacji? - zapytała na koniec Agnieszka Lichnerowicz.

- Chcę uciec od myślenia, czy się cieszmy, że ktoś z kim się nie zgadzamy, znika z sieci społecznościowych. (…) Nie dam się namówić, by odpowiadać na pytanie, czy kibicuję Facebookowi czy Konfederacji - odpowiedział. 

- Czy odetchnął pan z ulgą, że treści mniej jest? - dopytywała dziennikarka TOK FM.

- Kibicuję światu, w którym mamy demokratyczną kontrolę nad platformami i w którym mamy jasne mechanizmy usuwania z sieci treści, które szkodzą zdrowiu, życiu, wzywają do nienawiści i przemocy. Dla takich treści nie powinno być miejsca w sieciach społecznościowych. Ale to wszystko powinno odbywać się pod demokratyczną i społeczną kontrolą. Jeśli tak nie będzie, to fundujemy sobie świat jak z koszmaru, w którym decyzje o tym, kto ma prawo, a kto nie być słyszanym są podejmowane przed bezosobowe korporacje - wyjaśnił Adrian Zandberg.

DOSTĘP PREMIUM