Krzysztof Brejza w Senacie: Państwo PiS działa w obsesji inwigilowania

- Stworzony został w Polsce mechanizm niszczenia przeciwników politycznych - ocenił senator Krzysztof Brejza. Polityk KO, który był inwigilowany przy użyciu Pegasusa, odpowiada dziś na pytania członków senackiej komisji nadzwyczajnej.
Zobacz wideo

Krzysztof Brejza wystąpienie przed senacką komisją, która zajmuje się badaniem afery z użyciem Pegasusa, zaczął od przypomnienia, że od dawna ujawniał nieprawidłowości, nadużycia rządzących ze Zjednoczonej Prawicy. Ujawnił m.in. koszty działania podkomisji smoleńskiej, skalę ogromnego importu rosyjskiego węgla do Polski, a także fakt, że "firma Solvere, która robiła nagonkę na sędziów była zarejestrowana w kancerami prawej związanej z Jarosławem Kaczyńskim". - Interweniowałem ws. wypadku premier Szydło i zaginionych dowodów w tym przypadku, a także drugich pensji i nagród w rządzie Beaty Szydło - wyliczał.

Jak uznał, inwigilowanie przy użyciu Pegasusa uważa za "odwet, zemstę" za swoją działalność. Brejza kilkukrotnie podkreślił, że "państwo PiS działa w obsesji inwigilowania". - Stworzony został w Polsce mechanizm niszczenia przeciwników politycznych - mówił.

Jego zdaniem, "Polską rządzi grupa służb z PiS". - Ona nadaje rytm, tempo życia politycznego. I niestety też w 2019 roku to ona rozegrała kampanię wyborczą - zastrzegł.

"Kaczyński obiecywał Budapeszt, a jest Moskwa"

Zdaniem Brejzy, jego inwigilacja trwała sześć miesięcy, od końcówki kwietnia do października 2015 r. Zawsze w czasie kampanii wyborczej - albo do Parlamentu Europejskiego, gdzie kandydował, albo gdy prowadził kampanię KO do parlamentu.

- Inwigilacja to jedno. Drugi element to wykradziona korespondencja w celu poszukiwania materiału kompromitującego - dopowiadał. Wskazał, że część korespondencji została spreparowana i użyto jej do kampanii oczerniającej. I tak np. "nielegalnie pozyskanych i zmanipulowanych materiałów używała telewizja publiczna".

- Skala wypalania mnie w kampanii, wypalania przez służby, niszczenia mnie, niszczenia mojej rodziny jest ogromna - mówił. W czasie kampanii, jak podał, było to 400 materiałów reklamowych i gdyby chciał przywrócić swoje dobre imię, to musiałby wyłożyć na ten cel 13 mln zł, wyliczył. 

Dopytywany o skalę oczerniania go w TVP wskazał konkretne materiały. "Polityk miał osobiście nadzorować zbiorowy hejt", "Z nowych materiałów śledztwa wynika, że Krzysztof Brejza w 2014 r. w czasie kampania samorządowej osobiście instruował jak atakować przeciwników politycznych w województwie kujawsko-pomorskim: ‘Poopowiadajcie jakieś bajki, że z PSL się zgłaszają do nas działacze, przytulajcie się na luzie i do PiS do SLD-owców, zdjęcia sobie z nimi poróbcie (…) Pełen teatr"" - można było usłyszeć na przedstawionych nagraniach. 

Inny przykład. - W sprawie sądowej TVP toczyła się rada powiatu inowrocławskiego, wysłałem prośby, instruktaż rozmów z radnymi konkurencyjnymi. Zrobiono kilka SMS-ów w jedną sklejkę, w której znajduję treść, której o dziwo nie mogę znaleźć na telefonie. Co ciekawe ta treść, której nie mam w telefonie, znalazła się potem też na paskach telewizji, również w materiałach Wiadomości" - przytoczył. 

Jak ocenił, "nie są to standardy państwa demokratycznego Europy Zachodniej, a standardy sowieckie". - Kaczyński obiecywał Budapeszt w Warszawie, a mam wrażenie, że to jest Moskwa - dodał. 

W jego ocenie, wykradziono bazę SMS z jego telefonów. W sumie chodzi o 17 wiadomości. Dotyczyły one także planów kongresu programowego, ustaleń ze sztabami regionalnymi, a także "sprawy layoutów i bilbordów".

Ataki, jak mówił, ustały kilka dni po wyborach w 2019 roku. - Sprawy inwigilacji nie wiążę ze sprawą kryminalną, bo ten kalendarz pokrywa się z kalendarzem wyborczym. Oni chcieli wiedzieć, co przygotowujemy - podkreślił Brejza.

"Kontrola do kontroli"

Brejza zaznaczył, że nie toczy się przeciwko niemu żadne postępowanie i nie usłyszał żadnych zarzutów. Oświadczenia majątkowe także składał na czas. - Nigdy nie było żadnych zastrzeżeń do mojego oświadczenia, nigdy nie było formalnej kontroli zgodnej z ustawą. Ale w 2019 roku, dowiedziałem się o tym kilka miesięcy temu, służby przeprowadziły kontrolę bez kontroli. Wystąpiono do starostwa w Inowrocławiu o wykaz samochodów. Zrobiono to bez podstawy prawnej - dodał.

Krzysztof Brejza śledzony przy użyciu Pegasusa

W poniedziałek świadkami komisji byli eksperci Citizen Lab: John Scott-Railton i Bill Marczak, którzy zapewniali, że posiadają dowody kryminalistyczne potwierdzające, iż z telefonu senatora Brejzy zostały wykradzione dane. Według Citizen Lab, do telefonu Krzysztofa Brejzy miano się włamać 33 razy od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Polityk był wówczas szefem sztabu KO przed wyborami parlamentarnymi.

Śledztwo w sprawie uzyskania dostępu do informacji znajdujących się w telefonie Brejzy wszczęła na początku tygodnia Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim.

DOSTĘP PREMIUM