Używanie Pegasusa do podsłuchiwania przeciwników "to jakby na pokojową demonstrację wysłać czołgi"

Zdaniem Łukasza Lipińskiego posłowie obozu władzy zapewne sprawdzają swoje telefony, by wiedzieć, czy nie byli podsłuchiwani. - Wyniki takiego badania mogą być dla nich szokujące - ocenił gość TOK FM.
Zobacz wideo

Senacka komisja nadzwyczajna w sprawie inwigilacji z użyciem oprogramowania Pegasus wysłuchała już m.in. ekspertów z kanadyjskiego Citizen Lab, byłego i obecnego prezesa Najwyższej Izby Kontroli oraz senatora KO Krzysztofa Brejzę.

Polityk Koalicji Obywatelskiej miał być inwigilowany przy użyciu Pegasusa w czasie, gdy kierowa sztabem wyborczym KO. Brejza podkreślał, że materiały z podsłuchów były wykorzystywane nie tylko przez służby, ale również przez np. telewizję publiczną - głównie w czasie kampanii wyborczej.

Zdaniem Łukasza Lipińskiego to właśnie wątek zaangażowania mediów publicznych jest "jednym z najbardziej szokujących wątków sprawy". Zastępca redaktora naczelnego "Polityki" zwracał w TOK FM uwagę, że telewizja publiczna część wykradzionej za pomocą Pegasusa korespondencji zmanipulowała.

- To pokazuje, że układ, który korzysta z podsłuchów, ma potrójny charakter. Służby i aparat ścigania to pierwsze. Drugie to partia polityczna (PiS). No i trzecie - media, które mają być domknięciem układu. To one mają dawać przecieki z podsłuchów i próbować kształtować opinię publiczną na swoja korzyść -  opisywał zastępca redaktora naczelnego "Polityki".

Dziennikarz przypomniał, że Pegasusa stworzono z myślą o zwalczaniu terroryzmu. Dlatego - jak ocenił - używanie tego systemu w Polsce do podsłuchiwania przeciwników politycznych, "to tak, jakby na pokojową demonstrację wysłać czołgi".  - Czołgi nie służą do tego, by pilnować demonstrantów - mówił w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Sprawa Pegasusa utrudni życie władzy?

Senacka komisja nie jest komisją śledczą. Ale zdaniem Lipińskiego i tak odegra znaczącą rolę. - Żyjemy w czasach podzielonej uwagi, a sprawa Pegasusa (publikacja informacji o kolejnych przypadkach inwigilacji) była przykryta wieloma innym problemami: pandemią, wysoką inflacją, wzrostem cen, nieładem związany z wprowadzaniem Polskiego Ład - wyliczał.

Zdaniem dziennikarza głównym celem komisji jest "rzucenie snopu światła na wstrząsającą aferę, która godzi w podstawy demokracji w tym kraju - w legalność aktu wyborczego".

Coraz bardziej realne jest powołanie w Sejmie komisji śledczej do spraw afery Pegasusa. Choć PiS stanowczo się temu sprzeciwia, to udało się zawrzeć sojusz opozycji.

Jak ocenił Lipiński, to co dzieje się wokół afery Pegausa można porównać do czasów, gdy wybuchła afera Rywina. - Tam też z obozu władzy kolejno odrywały się osoby, które zostały przekonane, że sprawa podważa wiarygodność ówczesnego układu władzy. Teraz może być podobnie - mówił dziennikarz, pytany o to, czy politycy PiS mogą zagłosować za powołaniem komisji śledczej. Dodał też, że posłowie obozu władzy zapewne cały czas sprawdzają swoje telefony, by wiedzieć, czy nie byli podsłuchiwani. - Wyniki takiego badania mogą być dla nich szokujące - uważa gość TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM