Prof. Markowski: Wyborcy PiS dostają 500 zł i akceptują to pożal się Boże państwo dobrobytu

Profesor Radosław Markowski na antenie TOK FM apelował, żeby "umiędzynarodowić" aferę wokół systemu Pegasus. - Pojawia się pytanie, czy ten system mógł podsłuchiwać np. Angelę Merkel czy Ursulę von der Leyen albo Fransa Timmermansa, który jest przyjacielem jednych Polaków, a drugich nie? - pytał socjolog i politolog.
Zobacz wideo

Eksperci z kanadyjskiego Citizen Lab ujawnili, że przy pomocy Pegasusa włamano się do telefonów prok. Ewy Wrzosek, mec. Romana Giertycha i Krzysztofa Brejzy, gdy polityk KO był szefem sztabu wyborczego. Informacja ta wstrząsnęła polską sceną polityczną. Jak ustaliła niedawno "Gazeta Wyborcza", wśród inwigilowanych przy użyciu systemu Pegasus były nie tylko osoby związane z opozycją, ale też m.in. politycy PiS: Adam Hofman, były poseł Mariusz Antoni Kamiński oraz były minister skarbu w rządzie Beaty Szydło - Dawid Jackiewicz. Aferę wyjaśnia teraz senacka komisja, partie opozycyjne chcą też powołania sejmowej komisji śledczej ds. inwigilacji Pegasusem. Donald Tusk mówił w ostatnich dniach, że szanse powołania sejmowej komisji śledczej są bardzo wysokie. W czwartek poinformował, że popiera ją cała opozycja.

Jednak w jej powstanie nie wierzy profesor Radosław Markowski, politolog i socjolog z Uniwersytetu SWPS. - To będzie bardzo trudne w tym układzie sił w Sejmie. Pamiętam lata minione i zadziwiającą relację posłów dzisiejszej opozycji do rożnego rodzaju zamków, nawet w toaletach w ich własnych domach. Przed takim głosowaniem to bym wzywał do nich fachowców, bo z pewnością dwóch czy trzech posłów zatrzaśnie się we własnej toalecie - ironizował komentator i dodawał, że "moc pieniądza PiS czyni cuda. - Dlatego nie wierzę, w powołanie tej komisji. No chyba, że dojdzie do jakieś poważnej zmiany w układzie sił w Sejmie. Ale jak to się może zmienić - gorzko skonstatował.  

"Wyborcy PiS niczego nie zrozumieją z tej afery"

Według profesora Markowskiego, afera z Pegasusem nie robi większego wrażenia na wyborcach. - Ci, którzy głosują na PiS, niczego nie zrozumieją z tej afery. Oni nie wiedzą, że w tym kraju odbywa się wielka prywatyzacja sfery publicznej i usług publicznych. Dostają 500 złotych do kieszeni i akceptują to - pożal się Boże - państwo dobrobytu, w którym coraz mniej jest usług socjalnych i infrastruktury - ubolewał prof. Markowski.

Dodał, że wątpi, iż nagle te 5-5,5 mln osób, które nadal stoją za PiS-em, nagle zmienią swoje zdanie, szczególnie dopóki sprawa dotyczy polityków, których "szczerze nienawidzą". Zdaniem prof. Markowskiego sprawa musiałaby ich w jakiś sposób dotknąć na poziomie prywatnym czy obyczajowym. - Oni wiedzą, że jeśli to kosztuje tyle pieniędzy, to nikt im do telefonów się nie będzie włamywał, bo nie ma potrzeby - tłumaczył.

Jego zdaniem, aby afera uderzyła w rządzących, konieczne jest skonfliktowanie obozu PiS wewnątrz. - Trzeba pokazać takim Wosiom (Michał - wiceminister minister sprawiedliwości-red.) naiwnym, że po to są wybierani na takie stanowiska, żeby później za coś beknąć. Uzmysłowić, że prawdopodobnie także część z nich była podsłuchiwana - mówił. 

"Warto się zastanowić nad umiędzynarodowieniem tej afery"

Gość Poranka TOK FM upatrywał szans także w zagranicy. Mówił, że "warto byłoby się zastanowić nad umiędzynarodowieniem tej afery". Rozważał, czy polskie służby mogły używać Pegasusa także wobec osób, które nie są Polakami, polityków Unii Europejskiej, choćby takich, którzy przebywają w danym momencie w Polsce. - Pojawia się pytanie, czy ten system mógł podsłuchiwać np. Angelę Merkel czy Ursulę von der Leyen albo Fransa Timmermansa, który jest przyjacielem jednych Polaków, a drugich nie - zastanawiał się profesor.

Namawiał, aby osoby, które znają się na możliwościach technicznych Pegasusa "poszperali" w tej sprawie. -To byłoby nowe otwarcie tej afery, znacznie poważniejsze i takie, które na pewno wzbudziłoby emocje w siedzibie NATO - ocenił prof. Radosław Markowski.

DOSTĘP PREMIUM