Od kłótni z Hilary Clinton po ściąganie człowieka z dachu. Wspomnienia Jerzego Buzka z czasów, gdy kierował PE

- Pewnego dnia przyszedł do mnie przewodniczący i powiedział: "Jerzy, rozmawiałem z paroma ludźmi, bardzo poufnie i byłoby dobrze, gdybyś objął przewodnictwo PE. Zgadzasz się?" - wspominał Jerzy Buzek. Były premier to jedyny Polak, który kierował Parlamentem Europejskim.
Zobacz wideo

Niezwykle ważne wydarzenia rozegrały się w ostatnim tygodniu na forum Parlamentu Europejskiego. Nową przewodniczącą została Roberta Metsola - maltańska polityczka z Europejskiej Partii Ludowej (EPL). To trzecia w dziejach kobieta na tym stanowisku. Poprzedni szef PE - włoski socjaldemokrata David Sassoli - zmarł 11 stycznia, na tydzień przed wygaśnięciem jego kadencji.

Właśnie o roli przewodniczącego europarlamentu Maciej Zakrocki rozmawiał z Jerzym Buzkiem, który kierował pracami PE w latach 2009-2012. Pytany, jakie zakulisowe gry towarzyszyły jego zwycięstwu - przyznał, że "mało brał w tym udziału". - Na pewno było ważne to, żeby jakiś przedstawiciel nowych państw członkowskich objął to stanowisko - wskazał. Dodał, nie pełnił wtedy żadnej innej funkcji.

Jak wspominał, "pewnego dnia przyszedł" do niego przewodniczący jego frakcji politycznej i powiedział: "Jerzy, rozmawiałem z paroma ludźmi, bardzo poufnie i byłoby dobrze, gdybyś objął przewodnictwo PE. Zgadzasz się?'". - Odczekałem parę dni, pomyślałem i powiedziałem, że się zgadzam - mówił Buzek w TOK FM. - Potem wystąpiono do polskiego premiera i prezydenta o poparcie. Itak to się wszystko zaczęło - dodał.

W głosowaniu na szefa europarlamentu Buzek otrzymał rekordowe poparcie - 550 głosów. Jak opowiadał, duże wrażenie wywarło jego wystąpienie, a w zasadzie jedno zdanie, od którego rozpoczął przemowę. Brzmiało ono tak: "Działalność polityczną rozpocząłem w NSZZ 'Solidarność'". - Po tym zdaniu rozległy się burzliwe oklaski i nawet nie mogłem kontynuować. Wtedy to, że działało się w "Solidarności" było niezwykłą promocją - powiedział.

Europa w czasach kryzysu

Polityk wspominał, że największymi wyzwaniami w jego kadencji było wprowadzenie w życie zapisów Traktatu Lizbońskiego, a także poradzenie sobie z kryzysem gospodarczym, w obliczu którego stanął wówczas świat. Na agendzie problemów stawał często też terroryzm. W tym czasie doszło nawet do pewnego spięcia między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie uważali bowiem, że w walce z terroryzmem absolutnie wszystkie narzędzia powinny być dostępne, w tym np. listy pasażerów samolotów czy dostęp przepływów finansowych. Europa zaś stała na stanowisku, że chce mieć jednak kontrolę nad danymi, które przekazuje dalej.

- Miałem telefon od Hilary Clinton, pierwszej osoby w rządzie Baracka Obamy. Tłumaczyłem jej, że powinna doskonale rozumieć to, jak ważna jest taka kontrola przepływów; że Parlament Europejski musi mieć wpływ na to, jakie dane są ujawniane. Żeby je chronić. Jej zdanie było inne niż moje - wspominał Buzek. Ostatecznie Europa postawiła na swoim, a Clinton po pewnym czasie przyznała w tej sprawie racje szefowi PE.

Końcówka kadencji Jerzego Buzka zbiegła się z prezydencją Polski w Radzie Unii Europejskiej (od lipca 2011). Gość Macieja Zakrockiego podkreślił, że był to wyjątkowy czas dla naszego kraju. W Brukseli odbywały się liczne wystawy i wydarzenia społeczno-kulturalne związane z Polską. W Polsce zaś - cała masa wydarzeń związanych z Unią.

- Odwiedzałem wtedy wszystkie miasta: Gdańsk, Kraków, Katowice, Wrocław, Poznań. Wszędzie ludzie byli naprawdę przekonani, że mamy wpływ na losy Europy, bo tak też rzeczywiście było. Ludzie to czuli. Była wielka radość. A w Brukseli i Strasburgu gratulowali nam prezydencji - wspominał.

Nietypowa interwencja na dachu PE

Dziennikarz TOK FM podkreślił, że Buzek cieszył się dużym szacunkiem, nie tylko wśród politycznych liderów, ale wśród "zwykłych" urzędników, służb porządkowych czy ochrony. Pamięta też zdarzenie, kiedy Buzek ściągnął z dachu Parlamentu Europejskiego człowieka chcącego popełnić samobójstwo.

Polityk przyznał, że były to niełatwe chwile. - Ochrona nie chciała mnie tam wpuścić [na dach]. Ale powiedziałem, że to jest mój obowiązek, bo ja jestem odpowiedzialny za bezpieczeństwo parlamentu i bezpieczeństwo posłów. A na dach ktoś się niepostrzeżenie wdarł i muszę tam być - opowiadał. Jak dodał, rozmawiał z tym mężczyzną dłuższą chwilę. Trochę po angielsku, trochę w jego ojczystym języku. - W końcu zgodził się zejść. Ja mu podałem rękę. Zszedł z bardzo niebezpiecznego miejsca. Rozmawialiśmy potem jeszcze długo. Miał problemy psychiczne. Pojawili się lekarze, bardzo troskliwie się nim zajęli. Nie było w tej historii żadnych podtekstów - mówił.

Buzek podkreślał wielokrotnie podczas rozmowy z Zakrockim, że kontakt ze "zwykłymi" ludźmi był dla niego ważny. Starał się też podejmować inicjatywy, które wymagały bieżącej współpracy np. z urzędnikami. - Wprowadziłem choćby zasady etyczne w Parlamencie Europejskim, bo były podejrzenia, że posłowie są podkupywani. Wprowadzenie takiego kodeksu dla wszystkich nie było proste, niektórzy mocno oponowali, ale się udało - wspominał.

Wysłuchaj całej rozmowy z Jerzy Buzkiem i dyskusji z ekspertem o roli przewodniczącego Parlamentu Europejskiego:

DOSTĘP PREMIUM