Kryzys wokół Ukrainy. Sikorski wyjaśnia, co by odstraszyło Putina "skuteczniej niż dziesiątki oświadczeń"

- Ukraińcy są odsłonięci od strony morza. Desant z Krymu na Odessę to jest wielkie zagrożenie dla Ukrainy, więc rakiety przeciwokrętowe by się przydały - Radosław Sikorski kreśli w TOK FM plan na odstraszenie Putina "skuteczniej niż dziesiątki oświadczeń".
Zobacz wideo

Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow i sekretarz stanu USA Antony Blinken rozmawiali w piątek w Genewie o napiętej sytuacji wokół Ukrainy. Konkluzji nie było - Waszyngton zgodził się jedynie przekazać Moskwie w przyszłym tygodniu pisemne odpowiedzi na jej żądania, co do bezpieczeństwa w Europie. Rosji chodzi głównie o nieprzyjmowanie Ukrainy w struktury NATO. 

W ocenie byłego szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego w żądaniach Rosji widać hipokryzję. Tym bardziej, że Kijów nie dostawał do tej pory realnych propozycji dołączenia do Paktu Północnoatlantyckiego. - Na szczycie NATO w Bukareszcie w 2008 roku, NATO planu dla członkostwa Ukrainie nie przyznało. I nic się od tego czasu nie zmieniło. Oprócz tego, że to Rosja najechała na Gruzję, zagarnęła Krym, najechała na Donbas, zestrzeliła samolot MH17 (zginęło 298 osób) i umieściła rakiety w okręgu królewieckim. To my powinnyśmy żądać gwarancji bezpieczeństwa od Rosji, a nie na odwrót - mówił. 

Gość Karoliny Lewickiej dopytywany, kto kogo jest w stanie bardziej zastraszyć: czy Putin, gromadząc wojska przy granicy z Ukrainą, czy Zachód grożąc daleko idącymi konsekwencjami, miał krótką odpowiedź. - Putin może nie wierzyć, że uda się osiągnąć jedność w sprawie bardzo twardych sankcji - odparł.

Dlatego w tej sytuacji, należałoby - według Sikorskiego - skupić się na wzmocnieniu militarnym Ukrainy. - Ukraińcy mają już brytyjskie rakiety, amerykańskie Javeliny (pociski przeciwpancerne) i swoje też oczywiście. Ale są odsłonięci od strony morza. Desant z Krymu na Odessę to jest wielkie zagrożenie dla Ukrainy, więc rakiety przeciwokrętowe by się przydały - wyliczał. I od razu dodał: "Rosjanie mają przewagę w powietrzu, gdyby tu Ukrainę wzmocnić, to sądzę, że by to odstraszyło prezydenta Putina skuteczniej niż dziesiątki oświadczeń".  

Jak ocenił były szef MSZ oraz były minister obrony, słabymi punktami Rosji są z kolei brak wystarczających sił do okupacji całej Ukrainy. - 100-150 tys. wojska to de facto mniej niż stałej armii ma Ukraina. A to jest olbrzymi kraj, wielkie przestrzenie -  mówił. Poza tym nawet, gdyby Rosja wygrałaby pierwszą bitwę, to "potem okupacja w obliczu oporu, gdzie trzeba się poruszać konwojami, umocnić garnizony, staje się bardzo kosztowna i bardzo trudna".

"Andrzej Duda był raczej ukrainosceptykiem"

Gość TOK FM był także pytany o polski głos w rozmowach o bezpieczeństwie w Europie. Do tej pory Mariusz Błaszczak - w zastępstwie szefa MSZ - rozmawiał telefonicznie z sekretarzem stanu Blinkenem oraz szefem NATO Jensem i Stoltenbergiem. A prezydent Andrzej Duda gościł w Wiśle prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.

- Dobrze, że prezydenci się spotykają. Andrzej Duda był raczej ukrainosceptykiem, więc jeśli teraz zrozumiał, że to jest ważne, to dobrze. Ale w procesie dyplomatycznym nie bierzemy udziału - podkreślił Sikorski.

A powinniśmy. Tym bardziej, że - jak mówił Sikorski - "przy Pomarańczowej Rewolucji, wojnie w Gruzji, czy w czasie Majdanu, to Polska przewodziła odpowiedzi Zachodu na to, co się działo". - Dziś się cieszymy, że ktoś do nas zadzwonił. To nie tak powinno być - ocenił były szef MSZ i MON.

DOSTĘP PREMIUM