Czy Gowina podsłuchiwano Pegasusem? "Mam nadzieję, że w najbliższych dniach się dowiem"

Jarosław Gowin chce, by aferą Pegasusa zajęła się sejmowa komisja śledcza. Ale - jak przyznał w TOK FM - nie wierzy, że do tego dojdzie. - Zabraknie decydującego głosu - ocenił i wskazał, jakim wynikiem skończy się sejmowe głosowanie. Gowin ocenił, że zawarta w Polskim Ładzie podatkowa rewolucja "okazała się jednym wielkim humbugiem". - Myślę, że autorzy tej zmiany powinni dzisiaj być głęboko zawstydzeni - dodał.
Zobacz wideo

Jarosław Gowin wrócił do sejmowej polityki po kilku miesiącach przerwy, której powodem była depresja. Powrót Gowina nastąpił w czasie, gdy afera Pegasusa zatacza coraz szersze kręgi. W minionym tygodniu dowiedzieliśmy się, że za pomocą bardzo inwazyjnego izraelskiego oprogramowania inwigilowani był lider Agrounii Michał Kołodziejczak oraz Tomasz Szwejgiert, współautor książki o ministrze Mariuszu Kamińskim.

Wiadomo, że Pegasusa używano też wobec polityków Prawa i Sprawiedliwości. Czy także Jarosław Gowin mógł być w ten sposób inwigilowany? - Telefon jest sprawdzany. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach się dowiem, czy mój telefon był przedmiotem jakichś zakulisowych ingerencji przy użyciu Pegasusa - powiedział w TOK FM lider Porozumienia. Dodał, że "ta sprawa to jest coś, co przekracza wszelkie dopuszczalne granice w polityce". 

Gowin nie ma wątpliwości, że sprawą powinna zająć się sejmowa komisja śledcza. Do niedawna wydawało się, że dzięki szerokiemu porozumieniu opozycji uda się powołać komisję wbrew sprzeciwowi PiS. Ale pomysł staje się coraz mniej realny. Jarosław Gowin w rozmowie z Karoliną Lewicką przyznał, że opozycji nie uda się w tej sprawie wygrać z PiS. 

- Sądzę, że w PiS-ie będzie maksymalna mobilizacja i wniosek Pawła Kukiza zostanie odrzucony głosami 230 do 230. Zabraknie tego jednego decydującego głosu. Ale w następnej kadencji na pewno ta sprawa będzie badana - stwierdził.

Dziennikarka TOK FM pytała też swojego gościa, co by poradził Pawłowi Kukizowi, który cieszy się, że na jego trzech głosach wisi rządowa większość. - Pawłowi doradzałbym, żeby zastanowił się nad tym, czy żyrowanie stanowiska PiS-u we wszystkich sprawach jest uzasadnione - odpowiedział były wicepremier w rządzie Zjednoczonej Prawicy.

"Antypolski chaos"

Sztandarowy program rządu, czyli Polski Ład, ogłoszono jeszcze w czasie, gdy Jarosław Gowin i jego Porozumienie wspierali PiS. Teraz program przyprawia rządzących o ból głowy, a wielu obywatelom przyniósł niższe pensje czy emerytury.

Były wicepremier przyznał w TOK FM, że reforma podatkowa wprowadzona w Polskim Ładzie sprawiła, że już nie widział "dla siebie dalej miejsca w rządzie ani w obozie Zjednoczonej Prawicy". Według Gowina podatkowe zmiany PiS można nazwać "antypolskim chaosem". Jak przekonywał, podobną opinię ma  "większość polityków PiS-u".

Lider Porozumienia powiedział, że "nie wierzy w to", aby Polski Ład miał jeszcze szansę stać się trampoliną wyborczą Prawa i Sprawiedliwości. - Oczywiście w Polskim Ładzie znajdzie się szereg rozwiązań, które zyskają poparcie opinii publicznej. Ale ta wielka, rewolucyjna, w złym znaczeniu tego słowa, zmiana podatkowa okazała się jednym wielkim humbugiem i myślę, że autorzy tej zmiany powinni dzisiaj być głęboko zawstydzeni - uważa Gowin.

Były wicepremier mówił też, że od półtora roku łączy go z Jarosławem Kaczyńskim nader "szorstka przyjaźń". Zastrzegł równocześnie, że nie ma poczucia, żeby został "zrzucony z sań" czy "dał się pożreć". - W polityce są sytuacje, w których trzeba być wiernym swoim poglądom, przekonaniom niezależnie od ceny - powiedział. - Jeżeli czegoś żałuję, to tego, że nie udało mi się zapobiec uchwaleniu Polskiego Ładu, a nie tego, że straciłem stanowisko wicepremiera - podkreślił Jarosław Gowin. 

Posłuchaj całej rozmowy Karoliny Lewickiej z Jarosławem Gowinem:

DOSTĘP PREMIUM