Mamy premiera "sorry, to nie nasza wina". "Lata, jeździ, do nocy pisze maile, a na koniec wychodzą takie potwory"

Nowa ustawa covidowa zastąpiła tzw. projekt Hoca, który został wycofany, bo - jak stwierdził premier Morawiecki - "został uznany przez znaczną część społeczeństwa za zbyt radykalny". Jak ocenił Jan Wróbel, rząd stosuje taktykę jak ze starej anegdoty: najpierw wprowadza kozę do pomieszczenia tylko po to, żeby zaraz ją wyprowadzić, żeby zgromadzonym ludziom zrobiło się luźniej.
Zobacz wideo

W Sejmie trwają prace nad projektem nowej ustawy covidowej, którą złośliwi nazywają "lex konfident". Nowe regulacje zakładają bowiem m.in., że pracownicy, którzy wykonali test, a zachorują na COVID-19 i będzie uzasadnione podejrzenie, że mogło do tego dojść w miejscu pracy, mogą domagać się odszkodowania od pracownika, który nie poddał się diagnozowaniu. Nowa ustawa pojawiła się po tym, jak jej poprzedniczka - firmowana przez posła PiS Czesława Hoca - nie mogła przebić się przez sejmową komisję, bo krytykowali ją także członkowie klubu PiS.

- Poprzednia ustawa, która dawała prawo pracodawcom domagania się świadectwa szczepienia, certyfikatu covidowego, została uznana przez znaczną część społeczeństwa za zbyt radykalną - wyjaśniał we wtorek premier Mateusz Morawiecki. - Rząd Prawa i Sprawiedliwości idzie drogą środka - dodał.

Jan Wróbel zauważył, że rząd stosuje tutaj taktykę jak ze starej anegdoty - najpierw wprowadza kozę do pomieszczenia tylko po to, żeby zaraz ją wyprowadzić, by ludziom w izbie zrobiło się luźniej. - Tylko że nie można cały czas wprowadzać i wyprowadzać kozy, bo to jest po prostu męczące dla ludzi - mówiła Joanna Miziołek z "Wprost". - Chciałam zapytać, co premier właściwie robi? Bo mam wrażenie, że cały czas lata, jeździ, do nocy pisze maile, ale na koniec wychodzą takie potwory legislacyjne. Nie wyszedł "Polski Ład", później była ustawa zdrowotna, która poszła za daleko. Tylko że pan premier Morawiecki mógłby nadzorować kształt tej ustawy. Zrobili ją specjalnie, a teraz będą się z tego wycofywać - dodała.

Dziennikarka zwróciła uwagę, że już ustawa Hoca miała "powybijane zęby", bo nie zachęcała zbyt mocno do szczepień. - A teraz pojawiła się ustawa, która mówi o tym, że nawet jak masz trzy dawki szczepionki, to i tak musisz wykonać test. To też nie zachęca do szczepień. Nie wiem, w jakim umyśle takie koncepcje powstają. Premier Morawiecki mówi: "Ja umywam ręce, jestem tylko premierem". Nie, to wszystko jest jego odpowiedzialność. Jeśli chodzi o tę ustawę, to specjalnie to zrobiono tak, żeby nie wychodziła z rządu, tylko żeby był to projekt poselski i żeby rząd mógł powiedzieć: "Sorry, to nie nasza wina" - stwierdziła Miziołek.

"PiS-owi absolutnie brakuje myślenia propaństwowego"

W ocenie Renaty Kim z "Newsweeka" taktyka wyprowadzania kozy jest systematycznie stosowana przez PiS. - Było wiele takich sytuacji, że pojawiał się jakiś pomysł i wystarczyły drobne protesty, a natychmiast je uwzględniano i zmieniano plany. To miało stwarzać wrażenie, że władza słucha obywateli, że jest czuła, na to, co mówi suweren. Oczywiście ten suweren, który głosował na władzę, bo na tego innego zwykle bywała głucha. To w niezwykły sposób ciągle działa - oceniła.

Według Kim podobną taktykę rząd stosuje także w przypadku Polskiego Ładu, który był zapowiadany jako wielka zmiana podatkowa, która ma ulżyć milionom Polaków. - Był przygotowywany w wielkim pośpiechu, bez zastanowienia i okazało się, że jest pełen błędów legislacyjnych. Eksperci mówią, że właściwie nie da się tego poprawić, a od początku słyszymy od rządu zapewnienia, że będzie to poprawiane. Przecież to jest absurdalne. Naprawdę o ustawach powinno się myśleć nie tylko w perspektywie najbliższych miesięcy, wyborów, sondaży, ale w takich kategoriach, że powinny służyć przez lata. PiS-owi absolutnie brakuje myślenia propaństwowego - podsumowała gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM