Filmik Jakiego to początek wojny Ziobry z Andrzejem Dudą? "Prezydent to dla nich wdzięczny obiekt ataków"

Prawo i Sprawiedliwość złożyło w piątek projekt ws. odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów. - Ten projekt PiS jest kuriozalny. Trudno przewidzieć, jaki ma mieć skutek i jakie są powody, że PiS ten projekt przedstawił - ocenił w TOK FM Michał Danielewski, wicenaczelny portalu Oko.press. Ekspert mówił też o potencjalnym konflikcie na tym polu między Zbigniewem Ziobro a Andrzejem Dudą.
Zobacz wideo

W zeszłym tygodniu prezydent Andrzej Duda przedstawił swój projekt zmiany ustawy o Sądzie Najwyższym, który przewiduje likwidację Izby Dyscyplinarnej SN. Jednak Prawa i Sprawiedliwości nim nie przekonał, bo posłowie partii rządzącej złożyli w piątek Sejmie własny projekt ustawy ws. odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów. Nowe przepisy przewidują przekazanie rozstrzygania takich spraw całemu Sądowi Najwyższemu i pozostawienie Izbie Dyscyplinarnej rozpatrywania spraw innych zawodów prawniczych.

Zdaniem autorów projektu zmierza on do realizacji przez Polskę wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w którym trybunał stwierdził, iż system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów w Polsce nie jest zgodny z prawem UE. To właśnie niewykonanie orzeczenia TSUE, czyli wstrzymywanie się z decyzją o likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, jest kością niezgody z Komisją Europejską. I zarazem powodem zablokowaniu pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy.

- Ten projekt PiS jest kuriozalny. Trudno przewidzieć, jaki ma mieć skutek i jakie są powody, że PiS ten projekt przedstawił - ocenił w TOK FM Michał Danielewski, wicenaczelny Oko.press. Zwrócił uwagę, że projekt nie mówi nic o likwidacji Izby Dyscyplinarnej i w tym sensie jest krokiem wstecz w porównaniu do propozycji prezydenta. - Projekt Andrzeja Dudy też nie unieważniał drugiej podstawowej wady zmian PiS w wymiarze sprawiedliwości, czyli powołania z nieprawego łoża Krajowej Rady Sądownictwa, ale w sensie politycznym był gestem kompromisowym w stronę Brukseli. Likwidował Izbę Dyscyplinarną, co w sensie symbolicznym można było uznać za ustępstwo ze strony obozu władzy. W tym porządku politycznym Unia Europejska być może w toku dalszych negocjacji mogłaby rozważyć odblokowanie środków z Krajowego Planu Odbudowy. Natomiast projekt PiS nie likwiduje Izby Dyscyplinarnej i nie może odnieść takiego skutku - podkreślił.

Wymienił też drugi powód, dla którego projekt PiS jest kuriozalny, tym razem w wymiarze politycznym. -I tak jest kontestowany przez polityków Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Więc ma także zerowe szanse na uchwalenie w Sejmie. O ile projekt prezydenta Dudy pewnie mógłby być jakoś negocjowalny z opozycją i miałby chociaż nikłe szanse na przyjęcie w parlamencie, to projekt PiS nie ma na to żadnych szans - ocenił.

Jego zdaniem "PiS stara się desperacko, ale też nieudolnie zamknąć to, co nazywało się okresem błędów i wypaczeń". - Czyli chcą niby coś zrobić, żeby załagodzić konflikt z Komisją Europejską, ale jest to nieskuteczne i trudne do zrozumienia - mówił.

"Okres ciągłej burzy, konfliktu, bałaganu"

Michał Danielewski odniósł się również do piątkowej wypowiedzi Patryka Jakiego z Solidarnej Polski, który powiedział, że "jest mu wstyd, że głosowałem na prezydenta Andrzeja Dudę, mimo że widział jego słabości". Jak dodał, proponowane przez głowę państwa rozwiązania dot. zmian w ustawie o SN "spowodują niewidziany w Polsce od dekad chaos". - Jak można nazwać takie osłabianie państwa? - pytał europoseł i zasugerował, że to zdrada.

- Patryk Jaki jest europarlamentarzystą, a Parlament Europejski ma to do siebie, że trochę uniezależnia polityków od polityki krajowej. Oni zaczynają z czasem wypowiadać kwestie bardziej radykalne, niż wypowiadaliby w Polsce. Nie wiadomo, czy te słowa Patryka Jakiego są autoryzowane przez Zbigniewa Ziobrę, ale pewnie są jakoś reprezentatywne dla tego środowiska politycznego. Wydaje się, że Solidarna Polska już niekoniecznie gra w jednej drużynie z PiS, a tym bardziej z prezydentem. On jest dla niej wdzięcznym obiektem do ataków w przeciwieństwie do Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Politycy SP mogą zaatakować prezydenta, to jest dość bezpieczne - stwierdził.

Zaznaczył jednak, że to nie jest dobre dla obozu władzy. - Okres ciągłej burzy, konfliktu, bałaganu raczej nie pozwala myśleć o poszerzeniu swojej bazy wyborczej, a każe się obawiać, czy ona nie będzie się kurczyć. A to oznacza koniec marzeń o zachowaniu władzy przez Jarosława Kaczyńskiego i jego kolegów – podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM